Mój świąteczny smak, zapach.

Kiedy myślę o swoich świętach, o tych sprzed kilkunastu lat przed oczami mam najpiękniejsze obrazki. Na pierwszy plan wysuwają się moi dziadkowie, którzy w pewnym stopniu zbudowali jak z klocków najpiękniejszą budowlę świata zwaną moim dzieciństwem. Widzę dziadka skrupulatnie zawijającego w złotka włoskie orzechy, a, że dziadek miał wysokich lotów poczucie humoru to często w zawiniątku znaleźć można było np. kawałek marchewki. Widzę siebie przy oknie zerkającą na podwórze, którym wolnym krokiem idzie w śniegu babcia z drewnem na opał. Widzę dużo ludzi, hałas, czuję zapach kapusty z grzybami i smak pierogów. Nikt nie siedział w kącie z telefonem w ręku, nikt nie skupiał się na materialnych sprawach, życzenia nie słaliśmy smsami tylko słowami napisanymi na kartce albo po prostu osobiście, od serca, każdemu z osobna.  Pamiętam, że wszyscy od najmłodszego do najstarszego uczestniczyliśmy w tych przygotowaniach, dzieci nie były odsuwane, a zaganiane do obowiązków, które dla nas były po prostu zabawą. Widzę dziadka ucierającego ser na sernik w makutrze, która stoi teraz u mnie w kuchni w honorowym miejscu. Jest bałagan, harmider, ale są ludzie, to my, ludzie Tworzymy atmosferę, nie miliony ozdób w domu. Nie ważne czy na 40 metrach czy na 140, ważne, że razem i w zgodzie.

Mając swoje dziecko z roku na rok uświadamiam sobie jak ważna jest każda chwila, jak każdy moment buduje Jego wspomnienia. My dorośli nie pamiętamy tego, co robiliśmy wczoraj, ale świetnie pamiętamy każdy detal sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat, wspomnienia są żywe.

Choinka pojawiała się Wigilię lub dzień przed i to miało ogromną magię! Nikt nie mówił, że nie czuje świąt, bo święta zaczynają się 24.grudnia, a nie jak teraz już w listopadzie. Buntuje się przed tym. Silnym wspomnieniem jet też droga na Pasterkę, skrzypiący śnieg pod nogami, szliśmy wszyscy, bez wyjątku, bo to w końcu Święta Bożego Narodzenia.

My współcześnie też tworzymy u naszych dzieci wspomnienia, od kilku lat pieczemy wspólnie pierniki, potem je dekorujemy. Celebrujemy ten moment i mimo, że więcej ozdób trafia do brzuchów naszych dzieci niech tak zostanie. Nie psujmy tego! Mikołaj wczoraj przypomniał mi, że w zeszłym roku spadła nam w nocy choinka. Ja już o tym zapomniałam, uświadomiłam sobie, że to pozostanie już w nim na lata.

Od kilku lat piekę dla całej rodziny keks, Mama lepi pierogi, a tata najlepszy bigos pod słońcem. Każdy ma jakieś swoje „zadanie”. W tym roku debiutuję z ciastem zwanym „Sernik o Indochinach”, brzmi bardzo egzotycznie, ale to sernik, który idealnie wpisuje się w świąteczny klimat, jest delikatny, ciut wytrawny i tajemniczy w smaku. Myślę, że jak zyska aprobatę rodziny to wpiszę się w tradycje. Zapewne jeszcze tego nie wiemy, ale właśnie teraz tworzymy wspomnienia świąteczne naszych dzieci. To one za kilka lat będę wzdychały do tych wszystkich małych czynności, zachowań, sytuacji. Chcę żeby nie było w nich nieprzyjemnych momentów, więc jak najwięcej magii w te święta życzę i Wam i sobie.

 

Ten wpis bierze udział w konkursie dla serwisu zblogowani, w którym do wygrania Olympus E-PL8, a on „chodzi za mną” od dłuższego czasu;) Trzymajcie kciuki;)

 

zBLOGowani.pl
Przepis na sernik z książki „Lubię”, autorami są Monika Mądra Pawlak i Jak Pawlak.

Polecam zajrzeć też tutaj