MPWZF – WYDANIE MAJÓWKOWE

Właściwie to powinnam teraz zrobić sobie kubek mleka z czosnkiem i miodem i położyć się do łóżka, jakaś cholera mnie dopadła, gardło bardzo boli, z nosa leci, ale zbieram się do tego posta od niedzieli i zaraz czerwiec będzie a ja o majówcę będę pisała, więc kubek później;-)

Jak wspominałam dwa posty temu weekend majowy spędziliśmy w Mosznej. Odwiedziliśmy też rodzinę Męża w Nysie i na jeden dzień wybraliśmy się na wycieczkę do Pragi.

Politycy kłamią i pogodynki też! Mieliśmy mieć na południu upalną majówkę a tymczasem przez te dni majówkowe padało prawie cały czas. W Pradze jedynie mieliśmy cudną pogodę, słońca nie było, ale było ciepło i na szczęście nie padało, tak, jak pogodynki wspominały;-)

Mieliśmy w planach wyjechać w środę z rana, tak przed pierwszą drzemką Mikołaja, więc koło 9, wyjechaliśmy koło 12. Jejqu, myślałam, że się nie spakujemy!!! Walizka ważyła chyba z 40 kg, do tego torebki, torebeczki, reklamówki, reklamóweczki, masakra!!

Mąż się wściekał, ale ja wolę wziąć więcej niż potem się martwić, że o czymś zapomniałam, szczególnie, że jest z nami teraz Mikołaj a On jednak ma swoich gadżetów sporo. Mikołaj miał dość tego naszego pakowania, co obrazuje zdjęcie na kanapie;-)

Podróż do Mosznej przebiegała w miarę dobrze, jedną aferkę Mikołaj zrobił na bramkach przed Wrocławiem, był mały korek a nasz Syn nie lubi jak auto stoi w miejscu. Mimo wszystko teraz wiem, że plan podróży wrześniowej do Włocha autem przekładamy na następny rok. Wiek w którym jest aktualnie Mikołaj i Jego temperament wyklucza jazdę na tak długiej trasie samochodem. Animatorem musiałam być cały czas i jak nie zapewniałam memu Synowi atrakcji było wyginanie i płacz;/ Do tego powróciła mi choroba lokomocyjna ( w ciąży mogłam czytać kilka godzin i zero mdłości -> oczywiście nie mówiąc o I trymestrze.) a teraz jest tragedia. Żadne preparaty typu lokomotiv nie wskazane są aktualnie dla mnie, więc wyczytałam przed Pragą żeby szczelnie zakleić pępek i nudności powinno ustać. Wydawało mi się to lekko szarlatańskie, ale naprawdę działa, zupełnie inaczej wygląda podróż autem.

Moszną zauroczyłam się już na wjeździe, mój Mąż i Mikołaj też -> nie licząc owcy, która przestraszyła mojego Syna:D Cudnie tam, przeuroczo. Dookoła stadnina koni, wszędzie słychać rżenie, cisza, spokój, przepyszne śniadania z mega dobrą jajecznicą, cudna obsługa, magiczny zamek, po prostu piękne miejsce na wypoczynek, szczególnie dla rodzin z dziećmi. 

Mikołajowi też klimat bardzo podpasował, bo przez te kilka nocek spał cudnie i budził się….uwaga…nawet o 8 rano z jedną pobudką na karmienie:D Szok! Oczywiście teraz juz budzi się „normalnie”, o 5;]

W czwartek była Praga. Syn mój zaskoczył nas na maksa! Był grzeczny, jakiś taki zwariowany, ciągle się chichrał i grzeczny był niesłychanie!! Dołączyli do nas moja Siotra z Mężem i 15 miesięcznym Karolkiem. Cały dzień łaziliśmy, Mikołaj grzecznie siedział w wózku i albo spał albo zwiedzał. Poruszaliśmy się metrem, które zrobiło na Nim niesamowite wrażenie, szczególnie kiedy nagle za oknem z ciemności robiła się jasność:D Bardzo Go to bawiło;-) Zaczepiał ludzi, kokietował młode dziewczyny, śmiechu było co nie miara. W domu płacze na widok sąsiadki, które czasem wpadnie a tam szedł do wszystkich na rękę, kto się wyrywał do noszenia;-) Zwiedzanie Pragi z dzieckiem typu Mikołaj nie bardzo komfortowe. Wejście na Hradczany po schodach lekko mnie przeraziło, na szczęście znaleźliśmy boczne wejście, pod górkę, ale bez schodów, zejście już nie takie kolorowe. Mąż targał wózek a ja schodziłam z Mikołajem na rękach. Szkoda, że nikt nie pomyślał o udogodnieniach dla rodzin z wózkami.

Zaraz po wejściu do auta po całodziennym zwiedzaniu Mikołaj padł i obudził się dopiero o 23 jak wchodziliśmy do hotelu;-) Emocji w Nim było bardzo dużo, więc miał problem z uśnięciem, na szczęście miałam suszarkę, która szybko pomogła Mikołajowi usnąć;)

Piątek był okropny, padało, wręcz lało cały dzień i było 6,5 stopnia!!! Normalnie jesień. Przygotowani byliśmy na naprawdę wiosenną aurę i ubrania wszystkie bardziej letnie pobraliśmy niż jesienne, na szczęście Mikołajowi kupiłam przed wyjazdem grubą bluzę i śmigał w niej przez 2 dni;-) My za to lekko przemarznięci chodziliśmy, Mąż wziął jeden sweter, który ja pożyczyłam a sam telepał się w skórze;/
Ten dzień jednak to dzień odwiedzin rodziny Męża, więc jakoś przeboleliśmy te deszcze. Mikołaj odwiedził swoją Babcię, ma to szczęście, że ma jeszcze na dodatek dwie Prababcie i Pradziadka, których też nawiedziliśmy.

W sobotę, kiedy trzeba było wyjeżdżać zaświeciło słońce, wrrr!!! Miał być grill na działce u Cioci, ale skończyło się na opcji grillowanie w piekarniku, było za mokro na gilla.

BLW na czas wyjazdu zostało zawieszone. Zrobiłam mojemu Dziecku w słoiczkach zupki, własnej roboty warzywna z majerankiem, sama bym taką zjadła, ale mój Syn pogardził moją papką, w środę zjadł odrobinę, w czwartek w knajpie ziemniaczka wciągnął, w piątek u swojej Babci obiadek dostał prawdziwy (wersja mini BLW), w piątek tylko zjadł owocki, bo grill nie przypasował;-)

Tak to nasza majówka wyglądała, generalnie wszystko pięknie się udało, podróże autem z małymi zgrzytami, ale generalnie mamy małego podróżnika;-)

Poniżej kilka(naście, dziesiąt) zdjęć, wersje mix;-)

Mam nadzieję, że Wy też wypoczeliście, kolejny wolny dłuższy weekend pod koniec maja:D

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
print

Polecam zajrzeć też tutaj