CHCĘ WEJŚĆ DO SZAFY!

Minęło ząbkowanie i byłam pewna, że teraz będą te lepsze dni, że trochę odsapnę i zregeneruje siły.

Niestety mam wrażenie, że jest gorzej niż podczas ząbkowania.

Są posty kolorowe, lepsze i wesołe, ale dla równowagi mogą przecież pojawić się te gorsze, w ciut ciemniejszych barwach.

Od dni kilku nie ogarniam mojego Mikołaja.

Chodzi marudny, ciągle uczepiony moich spodni, jest jakiś zbuntowany. Kiedy o coś proszę lub pytam głównie odpowiada „nie” i to tak dobitnie, że jestem pewna tego Jego „nie”. Potrafi przy tym zrobić groźną minę, a nawet odwrócić się do mnie z fochem plecami.

Kształtuje swój charakter?

Nie mogę porozmawiać przez telefon, bo wchodzi na mnie i wyrywa telefon lub po prostu manifestacyjnie płacze, smsy piszę z jakimś kilkugodzinnym opóźnieniem lub w ogóle zapominam odpisywać.

Podczas przebierania, ubierania przeważnie przeraźliwie płacze jakbym Go ubierała w gryzący, wełniany sweter na gołe ciało. Biegam wtedy za Nim po całym domu i ubieram w locie, czując jak gorąco uderza mi do głowy. Czasem tracę cierpliwość, wtedy idę gdzieś w kąt, liczę do 10 i ponownie stawiam czoła wyzwaniu.

Może to kolejny skok, bo przecież i te po roku mają miejsce?

Prawdziwy stał się fakt, że czekam na Jego drzemkę w dzień i potem spanie wieczorne jak na zbawienie i wcale mi z tym nie jest dobrze.

Mikołaj nigdy nie był dzieckiem, które posadzone na kocyk bawiło się, a ja spijałam kawę. Zawsze byliśmy blisko siebie i zabawy odbywają się wspólnie. Martwi mnie trochę to, że moje dziecko poza książkami, które uwielbia nie potrafi skupić uwagi na żadnej zabawce.

Może powinnam kupić jakiś głupi grający plastik?

Prawie całe kuchenne szafki należą do Niego, przemeblowujemy wszystkie w nich rzeczy segregując na te bezpieczne i mniej bezpieczne i kolejne idą w ręce dziecka. Tutaj potrafi chwilę przycupnąć, ale wiadomo, że jak półki zostaną wypróżnione znów przychodzi nuda.

Jest bardzo niecierpliwy, szybko się denerwuje i zniechęca, jest teraz na etapie budowania wież z klocków i za każdym razem kiedy nie uda się Jemu połączyć dwa klocki w jeden są nerwy.

Nie puszczam bajek, bo mam wrażenie, że ostatni przeholowaliśmy z ich ilością i bywały dni, że Mikołaj łapał za pilot i krzyczał coś w swoim języku, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało oczywiście, że mam włączyć bajkę.

Ogląda tylko Sezamkową o 10 rano, a poza tym czasem w tle włączam Radio Bajka. Sama nie oglądam niczego w telewizji żeby nie prowokować kolejnego ataku.

Zastanawiam się czasem czy powodem nie jest to, że przebywa głównie tylko ze mną. Taty często nie ma, więc jesteśmy tylko ja i On. Nie mamy tu nikogo z kim mógłby też obcować na co dzień.

Ostatnio przeszła mi przez głowę myśl czy aby nie zaprowadzać Mikołaja na kilka godzin do jakiegoś klubu malucha żeby mógł poprzebywać z innymi osobami, dziećmi, ale po przeanalizowaniu za i przeciw zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, bo przecież On jest tak bardzo za mną, że wszystko razem robimy itd…

Staram się jak mogę, ale czasem ręce mi zwyczajnie opadają.

Czy u Was bywa podobnie?

Żeby słowo ciałem się stało…

 DSC_3623(1)

print

Polecam zajrzeć też tutaj