MAMO, NIE SZARP MNIE!

Wspominając jeszcze niedzielny Dzień Dziecka mam kilka bardzo smutnych obrazów, nie związanych na szczęście z naszą trójką, ale w oczach widzę kilka scenek z „podwórka”, które jakoś siedzą w mojej głowie.

Nie dla każdego dziecka ten Dzień był pewnie miłym wspomnieniem.

Przypomina mi się jak staliśmy bardzo długo z Mikołajem obok wielkiego dmuchanego zamku do skakania.

Mnóstwo dzieci, kilka skacze radośnie i ciągle krzyczy „mamo, zobacz”. Śmiejemy się do siebie z Mikołajem.

Pan, który sprzedawał bilety odwzajemnił nam uśmiech.

Podchodzi tata z na oko 4 letnią dziewczynką. Kupuje bilet na 7 minut za 5 złotych. Mama obok czeka z telefonem w ręku. Pewnie chce zrobić zdjęcie. Dziewczynka jest lekko przerażona, kiedy przychodzi jej kolej, spanikowana mówi, że nie chce. Ojciec z lekka wkurzony ciągle powtarza „jesteś gapa, zobacz jak inne dzieci skaczą, a Ty stoisz jak sierota” Powtórzył to kilka razy. Miałam już ochotę podejść do Niego i zwrócić uwagę. Szkoda mi było tego dziecka. Może ona zwyczajnie nie miała ochoty skakać tylko chciała popatrzeć, a może wcale ją ten dmuchany zamek nie interesował, był bardziej wymysłem rodziców. Wystarczyło zapytać, wczuć się w jej emocje w tym czasie. Wsłuchać się w dziecko. Matka odeszła, rzucając telefon do torebki. Ojciec kazał ubrać buty, a potem surowym tonem powiedział „tam będziemy na Ciebie czekać” i odszedł. Mała pośpiesznie założyła buty, popatrzyła jeszcze chwilę na dzieci i smutna odeszła.

Zaraz po niej podeszłą kolejna mama z chłopcem w podobnym wieku, kupiła bilet, chłopiec zdjął buty, ale kiedy wszedł na zamek zeskoczył szybko i powiedział, że nie chce. Matka wściekła, szarpnęła chłopca za ramię, potem ubrała jemu buty i z nerwami powiedziała ” koniec atrakcji na dziś, nie będę traciła pieniędzy, zapłaciłam za to, więc trzeba było skakać”

Oboje z Panem od biletów wymieniliśmy się spojrzeniami.

Potem złapała za rękę i znów mocno pociągnęła, chłopiec tylko powiedział „mamo, nie szarp mnie”.

Mikołaj też chciał skakać, kupiłam bilet, weszłam razem z Nim, ale wiedziałam oczywiście, że będzie się bał, znam na tyle swoje dziecko. Usiadł sobie na chwilę na zamek po czym odeszliśmy razem. Przy ubieraniu butów pan od biletów zaczepił mnie i powiedział żebym w ramach rekompensaty podeszła do budki z watą cukrową i popcornem i powołała się na niego.

Chyba oboje wiedzieliśmy o co chodzi.

Smutne jest to, że są rodzice, którzy nie znają swoich dzieci, nie rozumieją ich uczuć i nie potrafią odczytać tego, czego one od nich potrzebują. Wystarczyłoby nazwać to, co dziecko czuje, porozmawiać o emocjach. Pewnie dla każdego z nich ta sytuacja skończyłaby się w milszej atmosferze i tej dzień byłby prawdziwym Dniem Dziecka.

print

Polecam zajrzeć też tutaj