NA WESOŁO – ODA DO INSTA MATKI

Dobra, że nie umiem żyć bez sieci to wiadomo, staram się jednak zachować w tym zdrowy rozsądek, jakiś umiar, ale mam jeszcze jeden nałóg – Instagram, a konkretnie Insta matki! Mogę zaglądać, przeglądać prawie  bez przerwy -> dla jasności, robię przerwy. Uwielbiam, że są naturalne, że zdjęcia wrzucają często nie takie wymuskane jak na blogach, że tam takie zwykłe/niezwykłe jakieś ich oblicze widać, bardziej ludzkie.

Instagram lubię za to, że nie muszę czekać na ich posty, tylko widzę, gdzie bywają, co tworzą, gotują, jedzą co noszą, czy zdrowi czy zdrowia trzeba pożyczyć. Te matki mnie inspirują! Serio!

Są takie, które z marszu powodują u mnie uśmiech na twarzy. Jedno zdjęcie, krótki komentarz i już jakaś otucha, że nie tylko Ty dziś jeszcze w piżamie, bez porannej kawy i śniadania, z włosami nieumytymi, a już koło 12. To to są matki czasem z trzecim dzieckiem w drodze, szczęście i radość bije na kilometr! Szczere do bólu. Nie masz doła, że wszystko tam od linijki, idealne i poukładane, bo to bujda przecież, wiadomo.

Są też matki, które moje IQ podnoszą o kilka punktów. Dzięki nim chcę więcej wiedzieć, więcej czytać, więcej poznawać. Polecą książkę czy artykuł i już jestem mądrzejsza o nowe. Te kobiety to chodzące księgi książek.  Chcę się przez nie poprawić w wielu kwestiach.

Mamy też tam matki takie podobne do mnie samej. Ich luz powoduje, że sama jestem jeszcze bardziej wyluzowana. Często nie znam ich jeszcze osobiście, ale już czuję jakbym znała od lat. Podobnie myślimy, podobnie nam się coś podoba, to o nas będą za kilkanaście miesięcy pisać, kiedy będziemy koczowały pod przedszkolami naszych synów i zaglądały do okna czy czasem żarcie odpowiednie serwują naszym chłopakom i krzywda się nie dzieje!

Są też matki niczym z Masterchefa.  Słoiki trzaskają jak oszalałe, pieką, gotują, smażą, obtaczają, no takich matek – żon to ze świecą szukać! Wrzucą zdjęcie ciasta i zaraz stoję przy blacie i sama coś ugniatam. Ślinka cieknie na sam widok. Ile nowych rzeczy u mnie pojawiło się w kuchni dzięki właśnie tym babkom.

Są też matki waleczne.  Jak na nie patrzę biegać chcę codziennie! Nawet już mam endomondo zainstalowane i maila od nich dostałam, że dumni, że kilometr już zrobiłam w zeszłym miesiącu, a ja włączyłam sobie jak na spacer szłam z Miko:D No mówię Wam, ubaw po pachy!

No i są też matki inspirujące. Takie, które wrzucą jakiś fajny pomysł na kolejny hand made, dzięki nim frędzle u mnie w sypialni piękne sama zrobiłam i girlandy szyję i różne inne cuda domowe i torebkę wczoraj kolejną skończyłam, uwielbiam tam zaglądać do nich.  Teraz już wiem o jakich krzesłach marzę do salonu! Urodziny przygotowują niczym z Pinteresta. Cud, miód, malina!

Mamy też tam matki, dzięki którym mam kolejny łup z Biedronki, albo nowy krem w kosmetyczce przez nie polecony. Dadzą cynka, że domki w Lidlu czy innym sklepie do kupienia w okazyjnej cenie, że promocja w Superpharm na pieluchy, że książeczki czy naklejki z Biedry fajne można wyhaczyć. Takie matki cenię bardzo!

Bywają też matki estetki, ich zdjęcia to żywa reklama parku czy innego skweru. Rozmarzam się za każdym razem kiedy widzę zachód słońca, czy tęczę nad łąką. Pięknie pokazują świat i pięknie ja też chce go pokazywać.

Co tu więcej będę pisać, same wiecie jak jest!

Jeżeli macie ochotę na więcej aktualnych zdarzeń z nami w tle zapraszamy TUTAJ

Wierz mi, zalogujesz się i przepadniesz;-)

photo1

print

Polecam zajrzeć też tutaj