TATO, POZWÓL MI WBIĆ TEGO GWOŹDZIA!

Codziennie powtarzam sobie, że wychowuję dziecko nie dla siebie, a dla świata. Nie zawsze to do mnie do końca dociera, ale tak zawsze powtarzali mi rodzice i jak zawsze rację mieli. Nasze dzieci wyjdą kiedyś z domu i będą już tylko na jakiś czas powracały, więc traktuję ten fakt jako naturalną kolej rzeczy, niestety.

Chcę przekazać jak najwięcej, dać jak najwięcej, nauczyć jak najwięcej. Chcę żeby potrafił poradzić sobie w trudnych sytuacjach, a kiedy nie będzie umiał żeby zwracał się z pomocą do nas, do rodziców. Pracuję nad tym każdego dnia.

Matka jest tylko jedna, wiadomo, najważniejsza, jak dzieje się krzywda, pierwsze słowo w ustach dziecka to „mama”, ale relacja ojciec – syn, ojciec – córka, jest tak samo istotna, w pewnym okresie nawet ważniejsza niż ta mama – dziecko, więc to, co pokazuje ojciec, jest równie znaczące. My mamy syna, więc na tej relacji się skupię.

Dziecko kopiuje wszystko, co w domu ma miejsce. Tata wbija gwoździe, Mikołaj też chce je wbijać, tata wierci dziurę wiertarką, Mikołaj też musi. Często Tomek maksymalnie irytuje się, że nie może czegoś na spokojnie zrobić, ale kto ma dziecku pokazać takie rzeczy jak nie ojciec?  Za każdy razem, więc powtarzam „on, chce być taki jak Ty, chce też poczuć się ważny i czuć, że zrobił coś sam, tak, jak ty”. Jakkolwiek to zrobi, zrobi to sam, tak, jak tata, a jak wiadomo ćwiczenie czyni mistrza, kiedyś będzie w tym najlepszy. Mamy więc dodatkową wiertarkę w domu i młotek.  To sto razy fajniejsze niż Lego i inne drogie zabawki. Wspólne wbijanie gwoździ może być fajną zabawą, pojawia się relacja, tworzy się historia, można wtedy wspominać, że ta szafka w sypialni mimo, że krzywo przymocowana, mocowana razem.

Ściany mamy zatem znów obdarte, pomazane, w dziurami, ale jakoś już mnie to nie razi, bo wiem, że to gdzieś w pewnym momencie zaprocentuje. Chcę żeby kobieta, która zostanie Mikołaja żoną miała w nim pomoc, chcę żeby umiał przykręcić jej kran, naprawić szafkę i pomalować sypianie, jakkolwiek to zrobi, musi być z niego dumna.

Pamiętam jak pierwszy raz malowaliśmy nasze mieszkanie, jak malował je pierwszy raz Tomek. Trwało to bardzo długo, nerwów było co nie miara, ale jak usiedliśmy po wszystkim na sofie i podziwialiśmy efekty, byłam z Niego dumna.

Znam ogrom przypadków, nawet w mojej rodzinie, gdzie w którymś momencie pojawił się błąd, że gdzieś ktoś coś za dziecko zrobił, albo ciągle robił, bo szybciej, bo lepiej, bo sprawniej, bo prosić nie trzeba było długo. Takie dziecko wychodzi z domu z pewnym brakiem, luką, którą ciężko później wypełnić, bez umiejętności samodzielnego działania, gdzieś pojawiała się przepaść, nie do nadrobienia, a relacje surowe, często ich brak.

Dlatego, dajcie swoim synom młotki, garść gwoździ, grabie, szufelki i wiertarki. Dajcie im poczucie, że robią coś ważnego. To naprawdę zaprocentuje, wierzę, że zaprocentuje.

 

zdjęcieeeee

zdjęcie

tata

Polecam zajrzeć też tutaj