TEGO POSTA MIAŁO NIE BYĆ „CZAS WOLNY”

Od kilku dni mam przesyt wszystkich dźwięków, wyłączyłabym cały świat dookoła mnie. Irytuje mnie pralka, która wyprać musi, bo przecież sama ją wstawiłam, irytuje mnie gotująca się woda w czajniku, ale przecież gotuje się, bo chcę się kawy gorącej napić, irytuje mnie domofon, ale przecież czekam na kuriera z niecierpliwością jak na najdostojniejszego gościa, nie wspominając już o „mami titaj” zasłyszanym milion razy, które tak moi drodzy, czasem i mnie zirytować potrafi, bo brzmi tak głośno jakoś.

To pewnie zmęczenie, pewnie rutyna, która mimo, że każdy dzień inny od drugiego gdzieś się tu wplątała i ten bieg piąty włączony, bo rano zakupy, plac zabaw, potem drzemka Mikołaja, w międzyczasie obiad, potem znów rozrywki wszelakie na dywanie z Mikołajem, a po południu znów plac zabaw, sprzątanie, kolacje, kąpiele, usypianie, sprzątanie…ufff, dość!

W związku z tym dziś najmniejszy z największym opuścili mnie popołudniową porą żebym w tej ciszy pobyła sama i wsłuchała się z tą ciszę, mimo, że przerywana znów dźwiękiem pralki (sic!). Siedzę i nie wiem co począć ze sobą. Planów w bród miałam, nawet wątpiłam, że się wyrobię w tym czasie danym mi w pakiecie dnia dzisiejszego.

Maszynę do szycia miałam wyjąć, okna umyć do końca, potem paznokcie pomalować, bo coś dla siebie też zrobić muszę i listę zakupów stworzyć miałam i wiele innych rzeczy o których w ciągu dnia pamiętałam, a teraz mi z głowy wypadły i tak się zachłysnęłam tą myślą o tym wolnym czasie, że siadłam i siedzę. Zbieram tu do wora te myśli i i do jednego tylko doszłam wniosku, może brzmiącego dość patetycznie, że mimo tego braku wolnego dla mnie tylko doceniam jak nie wiem ten gwar, który niesie ze sobą każdy dzień i życia sobie bez niego nie wyobrażam. Teraz tak cicho się zrobiło, pralka prać przestała i na zegarek tylko zerkam kiedy wrócą i kiedy znów będzie tak, jak każdego dnia.

zdjęcie

print

Polecam zajrzeć też tutaj