Dziura smutku

Na Fejsbuku u znajomej pojawiło się zdjęcie na którym była ławka. W tej ławce wyżłobione miejsce, a obok niego wyryte słowa „dziura smutku”, wiecie co to za ławka? To ławka stojąca w jednej z poznańskich podstawówek, wyrył ją pewnie z nudów jakiś młody Polak. Takie mamy szczęśliwe dzieci w podstawówce. Może niektórych to z lekka rozśmieszyło, ale mnie tu wieje trochę grozą, bo mimo iż mam w domu dwulatka widmo przedszkola, a potem podstawówki i gimnazjum przede mną.

Mikołaj to wesoły, spontaniczny, wyluzowany i maksymalnie szczęśliwy dwulatek. Coraz częściej za sobą zaczynam słyszeć głosy jakoby powinnam już teraz, skoro nie poszedł do żłobka zapisać na zajęcia, które „świetnie” przygotują go do przedszkola. Pewnie, byliśmy na kilku zajęciach, Mikołaj kompletnie nie był nimi zainteresowani, właściwie mimo żadnego pedagogicznego przygotowania robię z Mikołajem więcej niż na tych godzinnych zajęciach za które płaciłam 30 zł. Po zajęciach nie widziałam żeby był jakoś szczególnie uszczęśliwiony.

Oczywiście zaraz pewnie pojawią się głosy, że kontakt z dziećmi, że socjalizacja i tym podobne, ale czy dwulatek serio jest tak bardzo zainteresowany innymi dziećmi? Na pewno nie mój, mój wodził wzrokiem najpierw za nowymi gadżetami dookoła, których nie mógł dotknąć, bo Panie miały swój plan, a potem zaraz za mną, a kiedy zniknęłam na chwilę, bo poszłam do toalety zastałam małego człowieka z wielką podkową na ustach. Na zajęcia zatem nie chodzimy, bo to byłoby zupełnie na siłę, czekamy na sezon podwórkowy, który mam nadzieję zagości u nas bardzo szybko i jestem pewna, że przyniesie więcej szczęścia niż te od a do z zaplanowane spotkania. Dziś widzieliśmy rano jak Nina, sąsiadka Mikołaja szła na wyżej wspomniane zajęcia, Mikołaj odprowadzał ją wzrokiem. Zapytałam czy chce też iść, odpowiedział zdecydowanie – nie chcę.

Pojawiają się pytania czy oddam do przedszkola. Nie wiem czy oddam, jeżeli tak to max na 4 godziny, bo po pierwsze mam ten komfort, że nie muszę wracać do duszącej mnie korporacji, gdyż mam na swoje życie dziś zupełnie innym plan, a po drugie i to jakby po pierwsze skoro będę w domu to po co moje dziecko ma 8 godzin siedzieć poza domem. Uważam to za zupełny bezsens. Poza tym widmo gastronomiczne to moja druga zmora, kiedy pomyślę sobie o przedszkolu. Mam bzika na punkcie tego, co je Mikołaj, więc nie oddam w miejsce gdzie na śniadanie będzie parówka, a na obiad zupa parówkowa, to nie żart, to menu jednego z przedszkoli. Przeraża mnie też fakt kar, nagród, których u nas w domu nie ma, a z którymi moje dziecko pewnie będzie miało nie raz do czynienia. Oczywiście możemy oddać do przedszkola Montessori, które jest mi najbardziej bliskie, ale po pierwsze nie wiem czy za rok będzie nas na nie stać, a po drugie chyba bym musiała z miesiąc sama do niego pochodzić żeby mieć pewność, że to Montessori. Uważam, że lepsze zwykłe niż byle jakie Montessori, a wiem, że niektóre takie bywają. Pod domem moich rodziców jest przedszkole z elementami Montessori, zajrzałam, nie widziałam tam niczego, co by miało coś wspólnego z Montessori, poza samą nazwą oczywiście. Jest też fakt lokalizacji, do najbliższego Montessori nie mamy zbyt blisko…chociaż wszystko jest kwestią przemyślenia i dobrej organizacji.

Poza tym i przede wszystkim czy posyłanie dzieci do przedszkola w wieku trzech lat to już jakiś narzucony wymóg, bo mam wrażenie, że trochę tak. Pomijam oczywiście sytuacje w których faktycznie wyjścia nie ma, ale ani ja, ani pozostała część mojego rodzeństwa nie miała styczności z przedszkolem i żadne z nas nie przejawia zachowań aspołecznych, braków żadnych też nie zauważam. Zatem dziś mówię tym, którzy twierdzą, że „muszę” odpowiadam, że nic nie muszę. Chociaż nie, przepraszam, wiem co muszę, muszę przede wszystkich wsłuchiwać się w siebie i swoje dziecko, nie chcę żeby za 10 lat Mikołaj złapał cyrkiel i maznął coś w podobnym tonie. Chciałam tym postem nakreślić, że skoro edukacja i cała ta szkolna machina ma wyglądać tak, jak tego młodego podstawówkowicza to ja chcę żeby moje dziecko jak najdłużej cieszyło się wesołym dzieciństwem i swobodą. Znam swoje dziecko i wiem kiedy jest najszczęśliwsze.

 

DSC_2794

print

Polecam zajrzeć też tutaj