Bieganie dodaje skrzydeł

Już w zeszłym roku bieg Wings for Life wzbudzał we mnie duże emocje, mimo, że nie biegałam i nawet nie miałam jeszcze wtedy zamiaru tego robić. W tym roku chciałam żeby był to mój pierwszy poważny, prawdziwy bieg. Sama oczywiście nie miałam odwagi kliknąć „zarejestruj”, więc tematem za mnie zajął się Tomek. Podesłał mi info o tym, że jestem zapisana, a mi głupio było się wycofać.

Ostatnie dni bardzo dały mi w kość, praca nad sklepem, potem samo otwarcie, Mikołaj jakby bardziej wymagający i potrzebujący mojej uwagi, krótsze noce i mniej sił na trening, bieganie.

W sobotę miałam myśli typu – po co mi to?! W niedzielę jakoś słabo się czułam, miałam złe sny, które pewnie sama przyciągnęłam. Poza tym włączyła się moja nad wyraz wkurzająca mnie chora ambicja i myśl, a jeżeli poddam się przed tym jak dogoni mnie samochód meta?! Potem jednak odrzuciłam te myśli i kiedy byłam już na Malcie, na miejscu startu zaczęłam zupełnie inaczej myśleć. Atmosfera wprowadziła mnie w totalnie inny stan, stan euforii i satysfakcji, że jestem tam i że zaraz ruszę i pobiegnę w bardzo szczytnym celu.

[dropshadowbox align=”center” effect=”lifted-both” width=”470px” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”1″ border_color=”#dddddd” ]Wings for Life to międzynarodowa organizacja typu non-profit wspierająca badania nad rdzeniem kręgowym. Naszym głównym celem jest znalezienie metody leczenia przerwanego rdzenia kręgowego. Na całym świecie finansujemy badania naukowe i testy kliniczne na najwyższym światowym poziomie, które dążą do wyleczenia urazów rdzenia kręgowego.[/dropshadowbox]

100% wniesionej przeze mnie opłaty startowej zostało przekazane na przełomowe projekty badawcze, których celem jest wyleczenie urazów rdzenia kręgowego.

Wings for Life World Run jest wyjątkowy i różni się od wszystkich innych biegów. Zamiast starać się osiągnąć w jak najkrótszym czasie linię mety, tutaj ucieka się przed samochodem pościgowym. 3 maja w 35 lokalizacjach na całym świecie, wszyscy wystartowali punktualnie o 11:00 UTC (13:00 polskiego czasu). 30 minut później na trasę wjechał samochód pościgowy. Gonił biegaczy aż do chwili, gdy wyprzedził ostatniego z nich.

Mnie auto – meta dogoniło na 13 kilometrze, którego nigdy wcześniej nie przekroczyłam, najwięcej przebiegłam do tej pory 10, więc to moja życiówka;-) Atmosfera i organizacja na najlepszym poziomie, kibice na trasie na 6 z plusem. Na 9 kilometrze czekali na mnie Tomek z Mikołajem i to Oni dodali mi moich skrzydeł. Ogromnie cieszę się, że wystartowałam. Po pierwsze zrobiłam to w szczytnym celu, a po drugie przełamałam swoją kolejną barierę.

A teraz pytanie;-) Głowię się kto zaczepił moich chłopaków na trasie i zlokalizował po blogu?;-)

wings for life 2

wings fo rlife 3

wings for life 5

wings for life 6wings for life 4

Wings for life

 

print

Polecam zajrzeć też tutaj