Wyzwolona „ja”

Do tego wpisu dojrzewałam dość długo. Miałam taki bałagan w głowie, że musiała usiąść i na spokojnie sobie wszystko poukładać.

Wiecie, gdzieś z moich krótkich wzmianek tutaj, że Mikołaj to wyjątkowo wymagające dziecko. Od urodzenia zwyczajnie byliśmy 2 w 1. Wszystko robiliśmy razem. Nasze RB czuć było od zawsze na kilometr. Mikołaj nigdy, przenigdy jako niemowlak nie miał momentów, że sobie zwyczajnie leżał w łóżeczku i coś tam do siebie gadał, ba, On w łóżeczku to czasem tylko spał. Słynna mata edukacyjna, która pewnego dnia pojawiła się w naszym domu w celach zbawiennych spowodowała taką lawinę łez, że szybko opchnęliśmy na allegro.

Mikołaj do dnia dzisiejszego musi mieć mnie w pobliżu. Nawet, kiedy gdzieś obok się pojawię to pyta czy zostanę i z Nim posiedzę. Nie mniej ciągle wydawało mi się, że robię dobrze, a ciągle coś nie grało, On przesuwał granicę i coraz bardziej wkraczał na mój teren, a ja?  Po prostu byłam coraz bardziej sfrustrowaną matką. Robiłam wiecznie coś dla Niego, dla Jego przyjemność, żeby Jemu było dobrze nie myśląc kompletnie o sobie. W końcu byłam już na takim etapie, że moja frustracja sięgała zenitu i powiedziałam sobie „dość”. Wtedy też w starych wpisach na blogu u Kamila jedna z czytelniczek poleciła książkę „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” A. Faber, E. Maslish. Tytuł dość przewrotny, ale miałam ogromną nadzieję, że ta książka mi zwyczajnie pomoże, była jakąś w pewnym sensie dla mnie ostatnią deską ratunku.

„Koncentrowanie się tylko na tym żeby dziecko było szczęśliwe nie jest dobre”

Po kilku stronach doznałam jakiegoś niewiarygodnego olśnienia. Ja, matka, ta, która ma przylepioną gdzieś w społeczeństwie łatkę tej, która winna się poświęcać może powiedzieć zwyczajnie „nie”, „nie chcę”, „nie mam ochoty”. Przeczytałam o czymś, co w książce nazwane zostało „gniewem bez ubliżania”, bo wymaganie od rodziców żeby zawsze byli cierpliwi  jest wręcz nierealistyczne i niepotrzebne. Ważne jest pokazywanie gniewu, ale w sposób, który nie obraża dziecka. Gardzę wręcz ludźmi, którzy obrażają kogokolwiek, a już w szczególności własne dzieci. Mogę się złościć, nie muszę się uśmiechać jak mnie coś zwyczajnie irytuje czy wręcz wkurza, mogę pokazywać swoje własne emocje wypływające gdzieś z samego środka, nie ubliżając jednocześnie innym.

„Nasz szczery gniew jest jednym z najsilniejszych środków służących zmianie zachowania”

„Kiedy uczucia zostaną nazwane i zaakceptowane dzieci i rodzice lepiej sobie uświadamiają, co czują”

Bywało milion sytuacji w których coś mnie dokumentnie irytowało, a naprawiałam to sama, sprzątałam sama, a dziś wyrażam swoje emocje, mówię, że coś mnie złości i smuci.

Mieliśmy, myślę, że jeszcze nadal mamy problem z moim wychodzeniem gdziekolwiek. Mikołaj całe dnie przebywa głównie ze mną, nie mamy tutaj dziadków, cioć, wujków. Zostaje albo ze mną albo z Tomkiem. W wakacje była u mnie moja mama, próbowałam wyjść sama na pocztę do sklepu, nie mogłam. Gotowało się we mnie. Pewnego razu chciałam wyjść gdzieś z domu przed południem, Mikołaj kurczowo trzymał się mnie płacząc, zostawał wtedy z Tomkiem. Byłam rozdarta na milion kawałków, ale wiedziałam, że zostaje bezpieczny w domu. Powiedziałam, że chcę wyjść, bo to dla mnie ważne i wyszłam. Słyszałam płacz na ulicy, a potem w uszach jeszcze przez kilka minut. Wiedziałam, że muszę postawić granice. Jechałam wtedy tramwajem i napisałam do Anity z pytanie czy dobrze zrobiłam czy idę właściwą drogą i tylko potwierdziła moje przekonania. Jest lepiej chociaż ciągle musimy nad tym pracować, ja musze pracować nad swoim „ja”.

„Przebywanie z dziećmi na codzień bez względu na to jak wykwalifikowani są rodzice i jak czarujące są dzieci jest wyczerpującą pracą, pełną prób i sprzecznych interesów”

tym wpisie jakiś czas temu pisałam Wam jak ważne jest dla mnie wychodzenie gdziekolwiek na kilak godzin z domu, jakie do dla mnie oczyszczające, jak wtedy na skrzydłach wracam do domu. W wakacje byłam na kawie ze znajomymi, po spotkaniu, kiedy czekałam na tramwaj zadzwoniła do mnie sąsiadka, pogadałyśmy chwilkę, a Ona pod koniec powiedziała „Haniu, jaki Ty masz szczęśliwy głos”. Pomyślałam sobie wtedy, że kurcze, nie chcę mieć tylko szczęśliwego głosu kiedy wychodzę z domu, chcę być szczęśliwa i tutaj w czterech ścianach z moim mężem i moim dzieckiem, bo może to takie już wyświechtane stwierdzenie, ale „szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko”.

„Rodzice stanowią „magazyn” najlepszych momentów z życia dziecka”

Po przeczytaniu tej książki wiem też jak ważny jest nasz przekaz słowny. Jak ważne jest to jak określamy nasze dzieci, jeżeli będziemy im potwierdzać to, że są nieudacznikami i nieukami na przykład to dlaczego nie mieliby grać tej roli w dalszym ciągu. Mikołaj ma ogromną tendencję do zniechęcania się. Wystarczy, że coś się złamie, czegoś nie włoży za pierwszym razem od ręki jest wielki płacz i rozpacz. Staram się jak najsprawniej Jemu w tym pomóc. Podchodzę i pytam czy potrzebuje pomocy, a jeżeli moje słowa nie docierają do Niego wychodzę na chwilę żeby sama ochłonąć i przeważnie jest tak, że podchodzi i prosi żebyśmy się przytulili. U nas bardzo dużo mówi się o emocjach. Na głos mówimy, że się kochamy i na głos mówimy, że coś nam się nie podoba.

Sztandarowym przykładem stawiania granic, trochę może śmiesznym jest u nas „gadanie misiem” Coż to takiego pomyślicie. Mianowicie Mikołaj bierze misia jakiegoś tam i ja mam nim „gadać”, robiłam to zawsze, aż pewnego dnia, kiedy padałam już pod wieczór na twarz powiedziałam „nie, nie chcę Mikołaj gadać misiem, jestem zmęczona i boli mnie głowa”, pierwsze reakcje były wiadome. Mikołaj frustrował się i pewnie był na mnie strasznie wściekły, ale np. wczoraj znów miałam „gadać misiem” i odmówiłam. Mikołaj położył misia na łóżko i zapytał czy możemy poczytać w zamian. Byłam w lekkim szoku, ale jakże zadowolona i spełniona.

„To właśnie wtedy, kiedy tłamsimy w sobie uczucie złości, dochodzi do niebezpiecznych wybuchów”

W naszym domu nie ma kar i nagród. Zdarzają się wyjątki, kiedy na przykład wizytujemy u dziadków i Oni trochę na przekór dają coś w nagrodę, ale u nas staramy się tego unikać.  Długo głowiłam się nad tym jak zastąpić. Dziś już wiem co prawie zawsze działa w sytuacji kiedy np. Mikołaj niby dla żartów sypie kogoś piachem i moje prośby nie skutkują. Podchodzę wtedy do Niego i zdecydowanie mówię” albo przestajesz tak robić, albo będziemy musieli wrócić do domu, daję Ci wybór” W 99% moje słowa skutkują. NIe karam Go za coś tylko daję wybór.

„Nie kara – działanie”

„Kiedy karzemy dziecko odbieramy mu szansę przyjrzenia się sobie samemu”

Gorąco każdemu polecam tą książkę, jest też fajny rozdział o chwaleniu, naprawdę genialnie zobrazowany na przykładach. Mnie ta książka dała naprawdę dużo, forsują w dalszym ciągu żeby przeczytał ją też Tomek, bo to w naszej dwójce siła. Wracam do niej często, nie włożyłam między inne książki tylko leży na wierzchu i często sobie odświeżam niektóre cytaty i rozdziały. To moje kompendium.

Najważniejszym zadaniem rodziców jest sprawić, aby dzieci polubiły siebie, przekazać im, że są dobrymi, godnymi szacunku ludźmi, których uczucia i myśli mają wartość”

Polecam zajrzeć też tutaj