Kto od czego czyli o podziale obowiązków

Zdawać by się mogło, że jeszcze kilka, kilkanaście lat temu podział obowiązków w rodzinach był jasno określony i bez większych „odchyleń”;-) Wyjątek chyba stanowił od zawsze mój Tata, który idealnie odnajdywał się w roli kucharza czy człowieka od okien, ale to ewenement, On nawet w długich rejsach wyszywał serwetki;-) No ideał pomyślicie;)

W naszym domu nie było przed ślubem jakiś wielkich debat co, kto i kiedy. Wszystko odbywało się w dość naturalny sposób. Pewne kwestie wyszły „w praniu”, komuś coś lepiej wychodziło, coś bardziej lubił robić. Znów pewne założenia diametralnie zmieniły się po różnych kolejach losu i tak na przykład w przebieraniu pieluch małżonek bardzo się wyspecjalizował, a uprzednio zarzekał się, że nie ruszy i koniec.

Generalnie ja idealnie odnajduję się w tych wszystkich domowych czynnościach i to ja dopinam wszystko na ostatni guzik, kosmetyka też należy do mnie. On jest zaopatrzeniowcem i to On sprawia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zdobędzie wszystko, nigdy nie wraca bez tego o co poproszę. W terenie odnajduje się idealnie! A zatem po kolei!

G O T O W A N I E:

Bezsprzecznie to moja domena. Lekkim szokiem był po doświadczeniach wyniesionych w domu rodzinnego niegotujący mąż. To ja jestem od śniadań, obiadów i kolacji. Faktem jest, że małżonek świetnie przyrządza jajecznicę na szynce, ale trwa to mniej więcej 45 minut, więc albo wtedy umieramy z głodu albo trzęsie nas z nerwów. Raz jedyny bardzo dawno temu po jakimś powrocie z delegacji zaserwowano mi sałatkę „mix” w którym głównym składnikiem okazała się papryczka chilli. Czujecie ten romantyzm:D Mąż i syn mają zatem to szczęście, że gotowanie sprawia mi ogromną frajdę i na ten moment ten podział chyba wszystkim wychodzi na dobre.

S P R Z A T A N I E:

Tutaj Was lekko zaskoczę. Przyznaję się, że robię to szybciej, ale o wiele bardziej dokładniejszy jest mój mąż. Kiedy zabiera się za wkładanie naczyń do zmywarki, a tą czynność przejmuje w weekendy (procedura znów trwa grubo ponad godzinę) efekt jest taki, że ja już bym odpuściła tym naczyniom zmywarkę, naczynia też wkłada o niebo lepiej. U mnie to kwestia upchania, u niego jakiegoś logicznego ułożenia. Zatem mąż jak już się weźmie za sprzątanie to końca nie widać, ale jak już dobrnie do finału efekt jest piorunujący. Do dziś nie zapomnę mieszkania po powrocie ze szpitala z Mikołajem, szczerze nigdy nie było w tak idealnym stanie!

Z A K U P Y:

Mam tu oczywiście na myśli spożywkę. Generalnie od zakupów spożywczych jestem ja, mąż jest od chemii. Nie mniej kiedy pogoda brzydka, a zakupów wiele w weekend zaopatrzeniowcem jest Tomek. Trwa to znów dobre 2,5 godziny, ale wraca ze wszystkim, co na kartce, a jak czegoś nie ma to przejeździ pół Poznania, a zdobędzie. Dla Niego nie ma masła niemożliwego! Już nawet wie jaka to kwaśna śmietana i jaki poznać, że miód to akurat ten płynny. Jeden minus to ilości. Napiszesz mix sałat, przywiezie 3 różne, ale nad tym popracujemy!

P R A S O W A N I E:

Znów wygrywa On, mam tu na myśli efekt końcowy i dokładność. Spodnie wyprasuje lepiej niż panie w 5àSec. Nie mniej szkoda w tym chyba większa, bo znów trwa to obłędnie długo, bywają wieczory, ba nocki podczas których prasowanie trwa do 3 nad ranem. Tak, mąż sam sobie prasuje koszule i chwała Jemu za to!

R E M O N T Y:

Gdybyśmy mieli wspólnie budować dom ze trzy razy do pięciu byśmy się rozwodzili. Iskrzy między nami przy malowaniu, wymianie podłóg, wkręcaniu śrub, montowaniu szafek czy szlifowaniu. Ciągle uważam, że te wszystkie czynności wykonuję dużo…lepiej! To nie ja kilka razy przewierciłam się do drugiego pokoju, szczęście, że mamy mieszkanie narożne, szczęście Wasze sąsiedzi. Z wiertarką w ręku czuję się jak z tuszem to rzęs, władam bardzo poprawnie. Ba, uważam nawet, że mam lepszy zmysł w każdej remontowej sferze, a to pewnie za sprawką dużo większej ilości cierpliwości.

P R A N I E:

Jeszcze do niedawna uważałam, że to On jest w tym lepszy. Do momentu w którym wyjęłam kilka białych w kolorze szarym bluzek. Odkryłam wtedy, że mój mąż pięknie dzieli pranie na to prane w 30, 40, 60 stopniach zapominając o segregacji kolorów, a to w dalszym ciągu uważam za ciut ważniejsze!

P L A N O W A N I E, D Z I A Ł A N I E:

Mam na myśli planowanie weekendu, dnia czy wakacji. Małżonek jakby do tego stworzony, czasem Go poniesie zanadto i życie wszystkich dookoła zaplanował by idealnie i po swojemu, ale ja tu jestem od pociągania za rękaw i na ziemie sprowadzanie. Wakacje mamy zaplanowane zawsze od a do z, gdyby ta kwestia miała należeć do mnie pewnie pomyliłabym godziny lotu, a rezerwacji dokonała na zupełnie inny termin. On czuwa nad wszystkim, a ja ostatecznie jestem od tego żeby wszystko „klepnąć”.

O P I E K A  N A D  D Z I E C K I E M:

Jestem przekonana, że idzie nam równie dobrze, nie mniej zdecydowanie ja jestem od sfery duchowej i rozwojowej ( w tej technicznej i książkowej formie) mąż od „atrakcji różnych” i braku nudy w domu i na zewnątrz. Kiedy Mikołaj jest pod moja opieką ma we krwi dużo więcej witaminy c, d i e, a podczas pobytu dłuższego z tatą cukrów. Nie mniej słowo kocham słyszymy z zupełnie taką samą częstotliwością.

DSC_6878

DSC_6881

DSC_6885

DSC_6888

DSC_6890

DSC_6893

DSC_6904

DSC_6909

DSC_6918

DSC_6929

DSC_6933

DSC_6936

DSC_6940

DSC_6946

print

Polecam zajrzeć też tutaj