To jakie plany na sobotni wieczór?

Siedzę sobie w zeszłą sobotę wyluzowana u kosmetyczki, dziewczyna na oko 10 lat młodsza ode mnie. Dyskutujemy na różne ambitne i mniej ambitne tematy, jak to u kosmetyczki i nagle pada luźne pytanie w moją stronę – „jakie plany na wieczór”? Oczywiście momentalnie chce mi się śmiać i byłby to śmiech z delikatnym ukłuciem, z zazdrością małą i taki z podtekstem – co za pytanie? Wiem bowiem, że Ona może dziś wieczorem pójść do klubu i tańczyć pół nocy, do kina czy na długi spacer z chłopakiem. Wstrzymuję się jednak, bo przecież to nie jej wina, że ja nie mam takiego wachlarza możliwości jaki ma ona. Uśmiecham się tylko i nakreślam jej naszą sytuację, a Ona potakuje, że wie o czym mówię, ale oby na pewno?

Jak dobrze wiecie nie mamy w zasięgu ręki babci żadnej, dziadka czy cioci. Kompletnie nikogo zaufanego z kim moglibyśmy chociażby na godzinę zostawić Mikołaja. Nie mamy zatem żadnej możliwości na spontaniczność w postaci wypadu do kina czy na kolację. Nie możemy sobie wyjść na randkę, kurde, jakie to prehistoryczne słowo! Oczywiście możemy znaleźć nianię, która wpadnie na wieczór i zaopiekuje się Mikołajem, ale takie rozwiązanie to totalnie nie nasza bajka i nawet w największych kryzysach nie przyszło żadnemu z nas do głowy żeby kimś takim się wesprzeć.

Nasze wieczorne weekendy zatem wyglądają bardzo podobnie. W piątek mamy swój rytuał i jemy sushi, a potem w okolicach 22:30 ja zerkam na Tomka, a On na mnie czy już możemy bez wyrzutów zamknąć oko, bo każde z nas od dobrych 30 minut walczy ze snem. Kiedy ja kontroluje się żeby nie zasnąć, Tomek w tym czasie już śpi na dobre. Ja przenoszę się do sypialni, a Tomek twardo walczy ze sobą na sofie, bo plany ma wielkie, bo życie ucieka przez palce. Dla mnie sen jest najważniejszy, więc z nimi nie walczę, po prostu śpię. Koło 4 nad ranem i On przenosi się zmarznięty z sofy do sypialnianego łóżka. W sobotę jest powtórka tylko bez sushi, w niedzielę to samo. Towarzyszy nam zawsze jakiś dobry serial czy film. Mimo braku atrakcji lubimy te nasze wieczory.

Sytuacja się zmienia, kiedy przyjeżdżają moi rodzice. Wtedy szukamy dobrego filmu w kinie i to trwa prawie tyle samo co wybór miejsca na wakacje. Jak już wychodzimy do kina to musi to być perełka, coś, co spełni nasze oczekiwania w 100%, kiedyś szliśmy na wszystko, co grali, bo kino odwiedzaliśmy nawet dwa, trzy razy w tygodniu, a dziś chcemy być usatysfakcjonowani do granic możliwości. Problem pojawia się w momencie, kiedy film ma skończyć się o północy, zaczynam marudzić, że późno, że rano będę mało wyspana i tak dalej, wiem, mało romantyczne. Czasem np. widzę, że mój mąż czeka na moje marudzenie, bo sam nie ma sił na wyjście. To typ, który pierwszy nie odpuści, padnie na twarz, a wyjdzie gdzieś. Wybawieniem wtedy jestem ja, podejmuję tą trudną, ciężką decyzję i proponuję lampkę wina i wieczór w kocu, no i w sumie obie strony są zadowolone;) Kiedy rodzice wyjeżdżają znów mamy wyrzuty sumienia, że nie skorzystaliśmy z możliwości wyjścia i wtedy  na nowo obiecujemy sobie, że gdzieś wyjdziemy i snujemy plany różne i podłużne. Taka sama sytuacja jest z sylwestrowym wyjściem. W tym roku już znów zarezerwowaliśmy sobie rodziców i balujemy do białego rana, w teorii;)

print

Polecam zajrzeć też tutaj