Umysłowy minimalizm

(…)”Największy rozwój wewnętrzny zanotowałam, gdy przestałam chcieć więcej i nastawiałam się na akceptację tego, co mam. Gdy skupiałam się na „mieć”, nie miałam czasu „być”(…)

Przeczytałam je i pomyślałam sobie, że ktoś w końcu werbalnie nakreślił to, co w mojej głowie siedzi od dłuższego czasu. Te słowa przeczytałam pod koniec książki „Mniej”, która otworzyła mi głowę na naprawdę wiele aspektów z których składa się moje, nasze domowe życie. Dwie soboty temu trafiliśmy z Mikołajem do szpitala. Zapowiadało się na zwykłą leniwą sobotę. Zjedliśmy późne śniadanie, ja zaliczyłam poranny jogging. Wspólny obiad, zabawy, kawa przy czymś słodkim, kilka wypitych herbat, dużo rozmów, zabawy. Pod koniec dnia pomyślałam sobie, że znów wieczorem zasiądziemy na sofie, włączymy nasz serial i kolejny raz zaśniemy razem koło 23, nuda. Chwilę później jechałam na sygnale z Mikołajem do szpitala. Paradoks.

Kiedy w nocy siedząc przy łóżeczku Mikołaja patrzyłam w kilka punktów szpitalnej sali pomyślałam sobie jak przewrotny może być los, jak nie doceniamy tego, co mamy. Banał, wiem. Wtedy dałabym wszystko żeby znaleźć się na wspomnianej sofie i cieszyć się chwilą. Wymienialiśmy się z Tomkiem smsami w których zapewnialiśmy sobie, że teraz ważne są tylko nasze wspólne chwile, a dla mnie w tym momencie najważniejszy na świecie był miarowy i spokojny oddech mojego syna. Nic więcej. Skupiłam się na akceptacji tego, co mam.

Kilka dni temu zrobiłam małe zamieszanie na Instragramie, poprosiłam żeby osoby, które odgrywają rolę tylko i wyłącznie „biernych obserwatorów” przestały obserwować nasz profil. Zablokowałam nasze konto czyniąc je prywatnym. Nawet nie wiecie ile „dziwnych użytkowników” miałam na kocie. Pomyślałam sobie, że na IG pokazuję dużą część naszego życia i nie chciałabym jednak żeby miały do tego dostęp przypadkowe osoby. Sama też przestałam obserwować profile, które niczego nie wnosiły do mojego życia, a wyłącznie wzbudzały jakąś ogólną frustrację. Staram się skupiać na tym, co najbardziej istotne. Nie oglądam wiadomości, nie czytam co 20 minut TVN24, nie chcę zaśmiecać sobie głowy niepotrzebnymi informacjami. Bodźców z zewnątrz jest dookoła zbyt dużo, a ja z dnia na dzień czuję ich przesyt. Nie mniej mój mąż, który wszystkie newsy odświeża co 15 minut zasypuje mnie tymi „śmieciami”, a ja grzecznościowo słucham. Mam do tego dystans, ale to znów niczego na lepsze nie zmienia w moim życiu.  Uważam, że jak coś nas frustruje warto się od tego zwyczajnie odciąć.

Akceptuję to, co mam. Nie zazdroszczę nikomu nowego mebla, nowego domu czy dywanu. Zazdrość nas niszczy, powodu ogólny brak akceptacji tego, co mamy w naszym życiu. Podziwiam i tyle. Daje temu wyraz i cieszę się gdy komuś się wiedzie. Nie mniej mniej mnie na IG, na FB. Nie mam włączonych w telefonie powiadomień o nowych komentarzach na FB czy lajkach na IG, zwariowałabym chyba i nie umiała skupić się na prawdziwym życiu. Bo prawdziwe życie jest obok mnie.

Jedyne czego nie chce to uciekającego i przelatującego mi przez palce życia, a przy takich bodźcach z zewnątrz jestem na dobrej drodze żeby tak się stało. Niczego już nie muszę, mogę zrobić nowy wpis, bo chcę. Muszę tylko wtedy, kiedy umawiam się na jakiś termin. Nie robię sobie z niczego ciśnienia. Zaczynam uczyć się minimalizmu umysłowego. Ostatnio łapałam się na tym, że nie potrafiłam skupić się na książce, bo co chwilę bez sensu zerkałam na IG czy FB, a kiedy odłożyłam telefon robiłam więcej dobrego dla siebie i dla ogółu. Chciałabym tego minimalizmu nauczyć mojego męża, który wiecznie gdzieś biegnie i na nic nie ma czasu, jest sfrustrowany, nerwowy i pobudzony. Chcę żeby zwolnił.

Ostatnio wpadła mi w ręce Uroda życia i wywiad z Agnieszką Maciąg, która przyznała się, że mimo swoich 46 lat prawdziwe życie zaczęła 9 lat temu, bo zaczęła świadome życie. Podziwiam Ją za Jej spokój i harmonię. Sama dążę to osiągnięcia spełnienia. Jestem przeokrutnie wrażliwą osobą, która ciągle analizowała to, co kto mi powiedział, co ja powiedziałam komuś czy nie zbyt dosadnie, czy nie za bardzo wyniośle. Dziś to, co mówię wypowiadam z większą pewnością. Nie chcę nikogo ranić, ale i nie mam zamiaru oszukiwać, chcę być sobą.

Mój minimalizm to też znajomi. Moje grono skurczyło się do totalnego minimum i dobrze mi z tym w zupełności. Tam, gdzie pojawia się zawiść, złe zamiary, brak dobrej woli tam mnie nie ma po pewnym czasie. Siedzi we mnie sprzeczność, z jednej strony jestem ogromnie otwarta i szybko chwytam kontakt z każdym, a z drugiej strony mam sporą barierę. Nie mam przyjaciółki. Mam duże grono znajomych, ale nie mam kogoś, kto byłby mi oddany w 100%, bo podobno przyjaciół nie poznaje się w biedzie tylko po tym jak znoszą Twoje szczęście. Takie poste, takie prawdziwe, ja sama nie wiem czy zasługuję dziś też na prawdziwą przyjaźń. Uczę się akceptacji własnej osoby, ale i osób z zewnątrz. Dziś mój minimalizm tyczy się wielu sfer życia. Jedynie czego nie chcę minimalizować to szczęścia.


thumb_DSC_0336_1024thumb_DSC_0312_1024thumb_DSC_0323_1024thumb_DSC_0305_1024



print

Polecam zajrzeć też tutaj