Domowe sposoby na walkę z infekcjami

Mikołaj od maja jest przedszkolakiem. Wiedziałam, że pierwsze miesiące mogą być różne, że to czas, kiedy będzie nabierał odporności, że te jego przeziębienia to coś naturalnego. Przerwy w chodzeniu następowały po 1,5 do dwóch tygodni. Przeważnie wtedy, kiedy zbliżały się dla Mikołaja ważne wydarzenia, on był chory. Infekcji wirusowych Mikołaj zaliczył pewnie do tej pory koło sześciu. Nie były to szczęśliwie prócz jednej anginy poważne choroby, ale mocny kaszel, osłabienie, katar lejący się z nosa, nieprzespane noce wykluczały wyjście do przedszkola. Niestety aktualny okres zima/jesień to czas kiedy dzieci chorują dość często.

Znajoma była jakiś czas temu na wykładach dotyczących wspomagania odporności i jeden z profesorów zapewniał, że najlepszym sposobem wspomagania odporności jest ruch na świeżym powietrzu. Zatem nawet jak pada zakładamy kalosze i ruszamy na chociażby kilkunastominutowy spacer dookoła osiedla. Odkryłam też, że Mikołaj zupełnie inaczej niż ja odczuwa ciepło. Ja śpię w skarpetkach i po uszy przykryta kołdrą, a on tylko w majtkach i z nogami na zewnątrz, więc jak mówi mi, że jest mu gorąco to nie patrzę na samą siebie opatuloną szalikiem tylko po prostu zdejmuje szal o którego zrzucenie prosi.

Dziś napiszę Wam jakimi domowymi sposobami ratujemy się w sytuacjach kiedy pojawia się infekcje.

Jak tylko Mikołaj zaczyna porządnie kichać w ruch idzie inhalator. Nie ma wtedy nic lepszego niż inhalacja z soli fizjologicznej. Mikołaj nie przepada za inhalowaniem, więc zawsze wtedy musi w pakiecie pojawić się bajka, ale zupełnie nie mam wtedy z tym problemu. Inhalacje sprawiają, że Mikołaj czuję ulgę w oddychaniu przez nos, a i wydzielina zostaje rozrzedzona. Nie mamy jakiegoś super wyjątkowego inhalatora, kupiliśmy 2 late temu ten i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

Razem z inhalacjami podwajamy ilość wypijanej wody. Podobno wszystkie syropy typ na mokry, suchy kaszel działają jak placebo, a woda działa cuda. Nie mniej kilka razy podawałam Grin Tuss, syrop na bazie naturalnych składników, my byliśmy z niego zadowoleni. Wracając jednak do wody to nasze płuca składają się w 85% z wody? Ciało potrzebuje wody do oddychania. Aby pobierać tlen i wydalać dwutlenek węgla, nasze płuca muszą być stale nawilżane wodą. Przeciętnie człowiek traci od pół do jednego litra wody dziennie tylko przez oddychanie. Wodę należy uzupełniać, aby płuca mogły właściwie funkcjonować.  Przy kaszlu picie należytej ilości wody pozwala na utrzymanie cienkiej nawilżonej warstwy śluzu w płucach, co ułatwia mokry kaszel. Woda pomaga również rozluźnić flegmę i zwyczajnie łagodzi podrażnienie gardła. Na katar zawsze naszym sprzymierzeńcem jest maść majerankowa.

Prócz wody Mikołaj lubi pić ciepłe herbaty, zaparzamy roibos do którego przemycam pierzgę lub pyłek kwiatowy. Sprawdziłam na sobie już kilka razy, kiedy czułam, że coś mnie łamało w kościach brałam łyżeczkę pierzgi i drugiego dnia byłam jak nowo narodzona. Pierzga to pyłek kwiatowy przyniesiony do ula, złożony i „ubity” przez nielotne pszczoły w komórkach plastrów. W trakcie tego składania pyłek jest rozdrabniany, zwilżany śliną pszczoły (następuje tu wzbogacanie go enzymami wytwarzanymi tylko przez te owady) i miodem. W tak zgromadzonym pyłku w warunkach ulowych przebiega proces fermentacji mlekowej. Konserwuje go kwas mlekowy, a dodatkowo pszczoły na zimę zalewają komórki z pierzgą miodem, dzięki czemu nie ulega ona zepsuciu.

Jak mówi prof. Ryszard Czarnecki: „Tego, co robią pszczoły, nie może wyprodukować żadne najnowocześniejsze laboratorium, żaden syntetyk”. O genialnych działaniach pierzgi poczytajcie Tutaj. Do herbaty, jogurtu, mleka spienionego z rana dosypuję często acerolę.

Gorąca wieczorna kąpiel z dodatkiem soli i kilkoma kropelkami olejku pichotowego to nasz kolejny punkt w walce z przeziębieniem. Czasem dwie krople lądują na poduszce na której śpi Mikołaj. Olejek pichtowy zawiera naturalne substancje antybakteryjne i antywirusowe. Zapobiega i wspomaga doraźne leczenie kataru, kaszlu, infekcji górnych dróg oddechowych, anginy, grypy, przeziębień. Niezawodnie wzmacnia i chroni organizm w okresach przesileń i zmian pogodowych. Można go stosować u dzieci od 4 roku życia.

Na noc Mikołaj często prosi o mleko z czosnkiem i miodem. Tomek już jak je widzi ma odruch wymiotny, a ja pijałam mleko w dzieciństwie i bardzo lubię jego smak. Mikołaj szczęśliwie też. Aktualnie jesteśmy w trakcie infekcji i Mikołaj za każdym razem walczy z duszącym kaszlem. Tym razem dobre osiedlowe dusze poleciły syrop z buraka. Po jednym dniu suchy, piejący kaszel zmienił się w mokry, odkrztuszający. Po dobie widzę ogromną różnicę, poprawę. Sok z buraka przygotowuje następująco. Jednego większego buraka kroję ze skórą na grubszą kostkę, zalewam 2 łyżkami miodu, odstawiam na noc do momentu puszczenia soku i następnego dnia podaję po łyżeczce Mikołajowi, nawet 4 razy dziennie. Burak ma wiele genialnych właściwości leczniczych, w każdej postaci wzmacnia odporność organizmu na choroby, zwłaszcza wirusowe.

Od 2 tygodni podaję Mikołajowi tran, suplementujemy też witaminę D3 i probiotyki. Z witaminą D3 sytuacja wyglądała pewnie tak, jak u większości z Was. Podawaliśmy Mikołajowi zaraz po urodzeniu, a potem chyba koło 1.r.ż. przestaliśmy. Tak naprawdę witamin D3 powinno suplementować się bodajże do 18 roku życia.

Latem najważniejszym źródłem witamina D3 jest słońce, a od września mamy go za mało i powinniśmy włączyć suplementację. Mikołaj 400 j.m. otrzymuje w tranie, więc dodatkowo podaję 400 j.m. w kapsułkach (rybkach), ja z Tomkiem łykamy 2000 j.m. w kapsułkach. Ważne żeby Witaminę D podawać bezpośrednio do buzi dziecka, nie na łyżeczce czy w butelce!  Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach mają dużą absorbcję do ścianek, czyli po prostu „przyklejeją się” do tej łyżeczki czy butelki, a nie trafiają do organizmu dziecka. Jeżeli chodzi o probiotyki to my całą rodziną przyjmujemy Entitis.

Piszcie mi o swoich naturalnych domowych sposobach.

print

Polecam zajrzeć też tutaj