Nie biegaj, bo się spocisz!

Sezon na place zabaw, podwórka i inne atrakcje na powietrzu uważam za otwarty. Dzieci w końcu mogą porządnie się wybiegać, powspinać, wyślizgać i wybujać, ale czy faktycznie mogą?!

Pewnego zimowe popołudnia Mikołaj przypomniał sobie o placu zabaw, poszliśmy w podskokach, niestety za moment było totalnie rozczarowanie, na placu nie było ani jednego dziecka. Nie było, bo nasze place zabaw to sezonowa atrakcja. Coraz częściej ogradzane z licznymi monitoringami. W miejscowości gdzie mieszka moja teściowa plac zabaw zamykany jest na klucz, są przeważnie przerostem formy nad treścią, nie pobudzają wyobraźni. Jakiś czas temu pokazywałam Wam place zabaw w Stanach klik, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, były proste, ale wyjątkowe!

Cześć rodziców mam wrażenie, że nie do końca czuje te dziecięce potrzeby uczestniczenia w życiu podwórkowym. Najpierw prowadzają jeszcze to nie chodzące samodzielnie dzieci za ręce zmuszając je do pierwszych kroków i pokazując świat z ciekawej perspektywy, a jak już wspomniane dzieci samodzielnie idą na własnych nogach i o własnych siłach w świat blokuję je i woła permanentnie „nie”.

Takich klasyków podwórkowych pewnie każdy z Was ma w zanadrzu i mógłby sypać historiami jak z rękawa, ale nie po to ten wpis żeby wytykać innym rodzicom ich ułomności, ja sama też je mam. Na swoim własnym domowym przykładzie napiszę Wam jak to jest z tymi wysiłkiem fizycznym u nas.

W niedzielę byłam świadkiem sytuacji w której pewien tata prosił uprzejmie swojego syna żeby wsiadł na rower i ruszył wspólnie z nim i starszym bratem na wycieczkę. Syn bardzo się opierał na co tata finalnie rzucił „jak się nie wybiegasz na świeżym powietrzu to jesteś potem w domu nieuprzejmy”. No nie była to może miła uwaga rzucona w obecności innych rodziców, ale faktycznie coś w tym jest. Osobiście wracając z porannego joggingu poziom endorfin mam na tak wysokim poziomie, że kocham cały świat i jestem zupełnie inna dla swojego najbliższego otoczenia.

Wiadomym jest, że aktywność fizyczna jest jedną z podstawowych potrzeb biologicznych człowieka w każdym okresie życia. Szczególnie ważna jest w dzieciństwie i młodości, gdyż jest jednym z kluczowych czynników warunkujących prawidłowy rozwój i zdrowie.

Kiedy żegnaliśmy z Mikołajem Czytogruszkę do której chodził na zajęcia dla maluchów Asia, nauczyciel Montessori która prowadziła zajęcia z dziećmi na podstawie swoich obserwacji podpowiedziała mi, żebym w przedszkolu do którego zapisywałam Mikołaj zwrócić uwagę, że on musi co jakiś czas w ciągu dnia „wyżyć się fizycznie”. Faktycznie Mikołaj tak ma, że jak np.wtedy, kiedy jest chory i siedzimy w domu porządnie się nie spoci to jest kolokwialnie pisząc „nie do życia”. Myślę, że większość dzieci tak ma. Pamiętam jak lecieliśmy do Stanów i Mikołaj zaczynał „chodzić po suficie” stanęłam z nim przy toalecie trzymałam go za ręce, a on sobie skakał w miejscu. Kiedy czytam jemu książkę rzadko kiedy siedzi obok mnie, przeważnie krąży dookoła jak orbita, skacze i chodzi po mnie.

Zimą, kiedy aktywności fizycznych na zewnątrz jest zdecydowanie mniej kupiliśmy Mikołajowi drabinkę do pokoju z liną do wspinania i bujania się. Szczerze Wam napiszę, że nie było dnia żeby na niej nie zwisał.

Jestem też zdecydowanie za zajęciami dodatkowymi sprzyjającymi ruchowi, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy dana aktywność przynosi przede wszystkim radość dziecku, wtedy, kiedy faktycznie ono chce te zajęcia baletu, z piłką czy basen.

Ostatni raport NIK dotyczący wychowania fizycznego w Polsce mówi: wśród dzieci i młodzieży drastycznie spada zainteresowanie ćwiczeniami fizycznymi i sportem. Efekt: ponad pół miliona uczniów w Polsce ma problemy z nadwagą lub cierpi z powodu skrzywienia kręgosłupa! Tylko 23% dziewczynek w wieku gimnazjalnym deklaruje, że ćwiczy regularnie!*

Czuję, że w tym wszystkim winę ponosimy my, rodzice. Nie dajemy swoim dzieciom przestrzeni na bieganie, skakanie, wspinanie się, wręczamy dla spokoju tablety i mamy święty spokój. Pokazujemy swoje lęki, boimy się, że spadnie, poobija się i poobdziera kolana, ale niech się obija, niech obdziera kolana i niech się poci. To z korzyścią dla niego, dla nas samych też.

Aktywność ruchowa dziecka została nawet gruntownie zbadana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Według jej ustaleń, osoby w wieku od 5 do 17 lat potrzebują następującej „dawki” ćwiczeń:

  • 60 minut dziennie – ćwiczenia muszą być jednak różnorodne, a i wysiłek, który podczas nich się wykonuje, powienien mieć różną intensywność
  • 5 razy w tygodniu dziecko powinno wykonywać przez 30 minut intensywne ćwiczenia, podczas których się zmęczy
  • 3 razy w tygodniu najmłodsi powinni wykonywać 15-minutowe ćwiczenia wzmacniające mięśnie i poprawiające gibkość

Młodszy wiek szkolny (6.–12. rż.) charakteryzuje się nadal dużą gotowością do ruchu, potrzebą „wyżycia” ruchowego i dużą spontaniczną aktywnością fizyczną. Jest to tzw. złoty okres motoryczności, w którym stopniowo pojawia się celowość i ekonomia ruchów, panowanie nad ciałem. Dziecko łatwo opanowuje podstawowe umiejętności ruchowe (np. pływanie, jazdę na rowerze, nartach, łyżwach), czerpie radość z osiągnięć i współzawodnictwa sportowego.

W okresie dojrzewania płciowego (12.–18. rż.) następuje przejściowe zakłócenie rozwoju motorycznego (tzw. mutacja motoryczności). W wyniku przyspieszonego, ale nieharmonijnego wzrastania poszczególnych części ciała zmianie ulegają proporcje ciała (sylwetka wyrostka i podlotka), pojawia się niezgrabność ruchowa. Zakłócenie równowagi procesów pobudzenia i hamowania powoduje wzmożone napięcie mięśniowe, powrót do pewnej rozrzutności ruchowej oraz niechęć do ruchu. Jest ona szczególnie nasilona u dziewcząt („lenistwo ruchowe”), zwłaszcza w okresie około pierwszej miesiączki. Istnieje hipoteza, że jest to naturalny, ukształtowany w filogenezie mechanizm obronny, który zabezpiecza organizm dorastającej dziewczyny przed nadmiernym wydatkiem energii niezbędnej do prawidłowego rozwoju funkcji rozrodczych.

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Gdzie je spędziliście? Ja swoje głównie na zewnątrz, na trzepaku (o mamo podobno likwidują klasyk naszych czasów).

W 1989 r. 7,5-letni chłopiec potrafił wisieć na drążku na ugiętych ramionach przez 17 sekund. Dziś jego rówieśnik wytrzymuje w takiej pozycji zaledwie siedem sekund! Biega też wolniej – na 600 metrach traci już 10 sekund!*

Oczywiście i mnie się czasem wyrwie „wolniej”, „bądź ostrożny”, nie na kolanach” itd, ale próbuję to w sobie zwalczać, bo moje lęki to lęki mojego dziecka.

Wszyscy  potrzebujemy ruchu, jednak dla przedszkolaków jest on szczególnie ważny. Naukowcy podkreślają, że u małych dzieci zabawa rozwija ważne umiejętności poznawcze i społeczne, które przygotowują grunt dla bardziej skomplikowanych pojęć w późniejszych latach.

Zatem do biegu, gotowi, start!

* na podstawie raportów: NIK, FOCBOP 2013, EU Kids Polska.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „lubię to” lub udostępnij go na swojej tablicy klik

print

Polecam zajrzeć też tutaj