Kwietniowe wow

Ostatni miesiąc mignął znów niepostrzeżenie. Dostaliśmy w gratisie jeden totalnie wiosenny weekend po którym nadeszła znów jesień i nawet już nie sprawdzam prognoz pogody, bo końca tej ponurej aury nie widać. Chociaż Tata wczoraj do mnie nadawaj z mórz, że w drugi weekend maja 29 stopni! Tato, trzymam za słowo;) Tymczasem kwiecień przyniósł kilka fajnych hitów o których warto napisać.

FILMY

W moim repertuarze ciągle „Żona idealna”, jak wspomniałam Wam ostatnio Tomek przestał mi już towarzyszyć podczas oglądania tego serialu, więc kiedy tylko jestem sama wieczorem albo, tak jak ostatniego wieczora mamy ciche wieczory idealnie nadrobiłam w ciszy i spokoju właśnie ten serial. Nowością naszą wspólnie oglądaną jest „The Crown”. Nigdy nie przepadałam za filmami kostiumowymi, ale ten albo jest tak dobry albo ja się trochę zmieniam, bo chłoniemy go jak tylko jest czas i sposobność. Serial skupia się na panowaniu Elżbiety II od śmierci jej ojca do czasów obecnych i dotyczy nie tylko samej królowej, ale także okresu historycznego, w którym rządzi. Myślę, że budżet na ten film kosztował krocie, bo to widać gołym okiem. Piękne zdjęcia, ciekawa fabuła. Mocno polecam! Obejrzeliśmy też w międzyczasie „Wielkie kłamstewka” i do dziś nie wiem co myśleć o tym serialu. Z jednej strony mocno mi się podobał za grę aktorską (dla mnie odkryciem Reese, boska!), zdjęcia i oczywiście muzykę, a z drugiej strony nie wbił mnie w fotel tak bardzo jak np. Most nad Sundem.

MODA

Nigdy nie podejrzewałabym siebie o strój jednoczęściowy, ale jak tylko ubrałam w przymierzalni właśnie ten klik w sekundy zmieniłam zdanie! Obłędnie podkreśla figurę, sprawia, że kompletnie nie krępuje ruchów, nie trzeba wciągać brzucha, a poza tym jest po prostu uroczy. Muszę jeszcze tylko przekonać do niego Tomka, bo to ta frakcja, która myśląc o plażowaniu w głowie ma tylko bikini. Nadchodzące lato ogłaszam latem spódnic i sukienek! Kiedy mamy pokazywać nogi jak nie teraz! Ta klik przywołuje lata 50 i ja w tych latach bardzo mocno się odnajduje. Czuję się w niej cool i nie dziwię się, że już nie ma rozmiarów do 40! Może jeszcze wrócą!

URODA

Dwa hity tego miesiąca to nic oryginalnego, bo znane są wszech obecnie, nie mniej warto o nich napisać, bo może nie wszystkim obiły się o uszy. Pierwszy z nich to nawilżający krem do skóry suchej i wrażliwej z Make me bio, faktycznie jest idealny do cery wrażliwej, wydaje mi się, że moja skóra jest jaśniejsza i mniej zaczerwieniona. Zapewne kupię drugi słoiczek. Drugim hitem jest krem odżywczy z Resibo. Czuję, że moja skóra jest odżywiona i fajnie się wchłania, a potrzebowałam właśnie czegoś pod makijaż. Jeszcze raz za niego dziękuję! To drugi po olejku do demakijażu produkt z Resibo do którego wrócę!

ZDROWIE

Prócz mojego biegania cyklicznie staram się wykonywać też inne ćwiczenia. Najmłodsza siostra podlinkowała mi ostatnio fajny trening cardio. Fajne jest w nim to, że ćwiczenia są tak skonstruowane, że w trakcie nie masz języka na brodzie i nie zdychasz jak przy Chodakowskiej, a dnia następnego nie wiesz jaką pozycję przybrać żeby wstać z łóżka, bo czujesz każdy wypracowany mięsień ciała

Drugim hitem są moje nowe buty do biegania, które udało mi się upolować na trwającej moment promocji Nike. Zapłaciłam za nie 130 zł, a biega mi się w nich bardzo dobrze. Podobne tutaj

KSIĄŻKI

W tym miesiącu znów wróciłam do książki o NY o której pisałam tutaj , więc te dwie pozycje, które Wam pokazuje to moja lista „do przeczytania”. Pierwsza z nich „Jak Oni pracują” to zebrane przez Agatę Napiórską metody pracy tuzów polskiej literatury, nauki i sztuki, między innymi Wandy Chotomskiej, Andrzeja Sapkowskiego i Joanny Bator. Druga to chyba kolejna z cyklu „hygge”. „Życie po duńsku” to druga z nich. Brytyjska dziennikarka postanowiła przeprowadzić się na rok do Danii, żeby poznać przepis jej mieszkańców na zadowolenie z życia. W każdym rozdziale przygląda się innemu elementowi kultury Danii lub jej społeczeństwa. Podobno bardzo dobrze się czyta!

INSPIRACJE

Mam wrażenie, że inspiracje zalewają nas z każdej strony, ja je lubię, ale nauczyłam się już na chłodno podchodzić do wszystkich inspirujących rzeczy, ludzi, które gdzieś spotykam na drodze, bo odnoszę wrażenie, że często inspirujące miesza się z próżnym. Nie mniej nad niektórymi warto się zatrzymać i tak jest też w przypadku nowego pierwszego drukowanego magazynu Mammazine. Pierwszy numer jest mocno inspirujący. Drugą dla mnie inspiracją miesiąca jest blog, który poczytuję od dawna, ale ich progres ostatnich miesięcy to mój ogromny zachwyt. Mowa oczywiście o Mammamija. To jedyny blog do którego zaglądam cyklicznie i za każdym razem wdycham! Wzdychałam do ich Nowego Jorku, a teraz wzdycham do Nowej Zelandii.

 

 

Polecam zajrzeć też tutaj