Mazury w wersji slow

Mazury „chodziły” za mną od dłuższego czasu. Fajnie, że dobrzy ludzie namówili nas na ten weekend, bo do dziś go wspominamy z uśmiechem na buzi. Ciągle tam nam było daleko i nie po drodze. Jak już byliśmy w trasie śmialiśmy się z Tomkiem, że jeszcze godzina, dwie i bylibyśmy w Nowym Jorku. Mimo, iż nasze kierunki wakacyjne to głównie wielkie miasta brakuje mi coraz bardziej natury. Cenię sobie spokój i śpiew ptaków o poranku, ciszę nie zagłuszoną dźwiękiem syren karetek, cieszę się każdymi łamanymi pod butem gałęziami w lesie i żukiem idącym z wolna śnieżką. Mam ogromną potrzebę bycia bliżej łąk, lasów i natury. Gdzieś chodzi mi po głowie mały domek z drewnianym podestem i dębowym stołem, ale wygoda miasta wciąż jest bardziej kusząca. Nie mniej ten weekend należał do jednych z lepszych w ostatnim czasie. Wszystkie te momenty celebrowaliśmy wspólnie ze znajomymi i to był dobrze spożytkowany czas. Mikołajowi prawie w ogóle nie zabraliśmy zabawek i on ich w ogóle nie potrzebował i to było fajne. Największą atrakcją było ognisko, bieganie po łąkach i robienie zdjęć naturze.

Spaliśmy w Domu Wakacyjny Kordaki, który Wam mocno polecamy, zresztą sami zajrzyjcie klik

Polecam zajrzeć też tutaj

  • Marta

    Miejsce jak z bajki! Piękne zdjęcia 🙂 Ps- Haniu, wkradł się jeden błąd w zdaniu „cieszę się każdą łamaną pod butem gałęziom w lesie” 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Piękne miejsce. Nam też zawsze jakoś Mazury nie po drodze choć bardzo bym chciała w końcu się tam wybrać. Dzieciaki bez zabawek dają sobie świetnie radę, mimo naszych obaw – sama sprawdziłam w Kościelisku kiedy nawet kredki nie mieliśmy. Ale głowy pełne pomysłów i sprzyjające otoczenie:)

    • Tak;) mocno polecam;) mimo, iż mam klep z zabawkami to uważam, że dzieci powinny mieć ich jak najmniej;)