Sardynia z dzieckiem w czerwcu

To nasze drugie sardyńskie wakacje. Pierwsze spędziliśmy dwa lata temu w maju. Było równie pięknie, ale z ciut kapryśną pogodą, trochę deszczu, trochę słońca, dużo wiatru. W tym roku było iście upalnie. W mieście może to dość dokuczliwa sprawa, ale nad wodą było wprost bajkowo. Pytacie mnie w wiadomościach o szczegóły naszego wyjazdu, więc dla Was mój mały przewodnik.

Lecieliśmy z Berlina z lotniska Schenefeld liniami EasyJet. Lot w dobrym klimacie. Natomiast pierwszy raz mieliśmy małe problemy z wypożyczeniem auta. Nie wiem co nas pokusiło żeby zmienić wypożyczalnię. W Rzymie powróciliśmy już do Avis. Tomek założył też kartę Preferred, dzięki temu np. bez kolejki odbieramy auto. Mocno polecam!

Pierwsza część wakacji była wyjątkowo w wersji slow. Tomek był dwa dni na rajdzie, a my plażowaliśmy. Daliśmy się raz namówić na jeden odcinek, mocno widowiskowy, Mikołaj nawet zmienił dotychczasowe nastawienie do rajdów;)

Wynajęty przez nas hotel mieścił się w Platamona w prowincji Sassari. Okna balkonu wychodziły na plażę, zasypialiśmy przy akompaniamencie morskich fal. Coś pięknego! Śniadania nie powalały, bo było w bardzo okrojonej wersji i na słodko, Mikołaj pierwszy raz jadł „Mutelle” 😉 Zatem po pierwszym dniu zrobiliśmy sobie zakupy i jedliśmy to, co nam odpowiadało. Miejsce godne polecenia chociaż w nocy przy otwartym balkonie słychać było muzykę z plaży i miejscowość jest tak mała, że nie było w niej nawet jednego sklepu spożywczego;) Z jednej strony na plus, z drugiej przy dłuższym pobycie może być kłopotliwe.

Hotel – klik

Po weekendzie przenieśliśmy się do Olbii i tak, jak miejsce na plażowanie było urocze i malownicze tak miejsca do spania nie będę Wam polecała, bo sama lokalizacji wyjątkowo słaba. Nam to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, bo jeździliśmy do plaży 16 km autem w bardzo przyjemnych okolicznościach przyrody, ale dla tych, którzy nie planują wypożyczać auta może być kłopotliwe. Jeżeli szukacie w tym rejonie plaży godnej rozłożenia ręcznika to polecamy Wam Liscia Ruja. 

Do plaży trzeba kierować się szutrową drogą i zajmuje to jakieś dodatkowe 10 minut, ale plaże są tak piękne, że dech zapiera. Miejsce stosunkowo mało zaludnione z beach barem do którego chodziliśmy po lody i mrożoną kawę. W pobliżu plaży znajdował się dobrze zorganizowany parking.

W Olbii jadaliśmy w knajpie KKULT, znalazłam ją na IG i nam bardzo odpowiadała.

Jednego dnia na obiad wybraliśmy się do Alghero. Miasteczko urzeka swoją architekturą. Posiada piękną miejską plażę, dosłownie miejską i malowniczą Starówką. Alghero nazywane jest Barcelonettą czyli małą Barceloną. W Barcelonie jeszcze nie byliśmy, ale patrząc na Alghero musi być piękna! Mnie osobiście trochę przypominała uliczki Porto. Nie nastawialiśmy się na zwiedzanie, ale podobno warto zobaczyć Grotę Neptuna. Oddalona jest w prawdzie 20 km od centrum miasta, ale podobno zachwyca. My po prostu postawiliśmy na długi spacer.

Może ktoś z Twoich najbliższych wybiera się na Sardynię?;) Jeżeli tak możesz udostępnić ten wpis na swojej tablicy [su_button url=”https://www.facebook.com/sharer.php?u=https://www.dookolanas.pl/2017/06/20/sardynia-dzieckiem-czerwcu/” style=”soft” background=”#e79599″ icon=”icon: asterisk”]klik[/su_button] i przy okazji kliknąć [su_button url=”https://www.facebook.com/DookolaNasBlog/” style=”soft” background=”#e79599″ icon=”icon: asterisk”]lubię to[/su_button] 😉

 

Polecam zajrzeć też tutaj