Dziki Zachód i Monument Valley

Wiem, że miał być wpis innej treści, ale mam sporo zaległości w Malinowym, więc w doskoku zaglądam tutaj. Obiecuję, że lada moment pojawi się iście poradnikowy wpis. Już ma się ku końcowi! Tymczasem w ramach rekompensaty nadal jeszcze krążąc w temacie dziki Zachód!

Po kilkunastu dniach w drodze, naszym kolejnym celem miało być Monument Valley. Bardzo, bardzo mocno namawiałam na nie Tomka. Trochę kręcił nosem, bo było oddalone setki kilometrów od następnego po nim miejsca na mapie naszego podróżowania, ale dopięłam swego. Szczęśliwie nie rozczarowałam nim chłopaków.

Trasa do Monument Valley prowadzi przed słynną historyczną Route 66. Naszym pierwszym przystankiem, zupełnie spontanicznie i przypadkowo był sklep z pamiątkami i muzeum drogi 66 w Hackberry. Zajechaliśmy do totalnie dzikiego miejsca. Miejsce w którym zupełnie cofnęliśmy się w czasie. Wiał gorący wiatr, który huczał nam w uszach, dookoła wraki starych samochodów i przedmioty, które oczami wyobraźni widziałam w naszym mieszkaniu. Mocno polecam każdemu, kto rusza w tamte kierunki.

Zaraz potem pełni kolorowych obrazków w głowie ruszyliśmy w stronę Monument Valley. Spaliśmy w Goulding’s Apartment’s poleconym przez znajomych. Miejsce idealnie wpisujące się w scenerię. Zupełnie zaczarowane. Możecie mi wierzyć lub nie, ale ta dzikość i krajobraz dookoła oczarował nas do granic możliwości. Jedno z piękniejszych obrazków jakie widzieliśmy. Spaliśmy między górami z szalejącym za oknem wiatrem, który w nocy swoim dźwiękiem wręcz nas rozbudzał i wprowadzał w dziwny stan lęku, ale o poranku stwierdziliśmy, że to były warte przeżycia momenty. W związku z tym, że dojechaliśmy tam tuż przed zmrokiem czekałam na moment, kiedy obudzę się rano i będę mogła poszaleć z aparatem.

Dzikie konie, kowboje tak przewspaniale na nich galopujący, indianie, tipi, czerwona ziemia to dla nas filmowe sceny, a tam to zupełna normalność, ich codzienny krajobraz, ich życie, ich otaczająca natura. Momentami nie wierzyłam, że to miejsce na Ziemi.

Monument Valley to region w USA, na wyżynie Kolorado, położony administracyjnie na granicy stanów Utah i Arizona, w całości na terenie rezerwatu Indian Navaho (Monument Valley Navajo Tribal Park). Należy do rejonu Four Corners. Indianie Nawaho uważają się za gospodarzy tego miejsca od zawsze, jako że są bezpośrednimi następcami żyjących na tym terenie co najmniej od I w. p.n.e. Indian Anasazi. Nazwa doliny brzmiąca w języku Nawaho Tsé Bii’ Ndzisgaii oznacza Białe smugi wewnątrz skały.

Rankiem wyruszyliśmy w stronę Monument Valley Navajo Tribal Park. Mogliśmy wjechać tam swoim samochodem i z mapką w ręku odwiedzać te punkty na które mieliśmy ochotę. Można to zrobić z przewodnikiem, ale wtedy jedziecie tam, gdzie przewodnik ma zaplanowaną trasę i wtedy, kiedy on zdecyduje kiedy się zatrzymać. Sami dokonacie wyboru;)

Monument Valley jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych krajobrazów w Stanach Zjednoczonych, a zainicjował to John Ford, który zafascynowany miejscem chętnie umieszczał tam akcje swoich filmów. Jednak pierwszym filmem, którego tłem była Monument Valley był niemy film Georgea Seitza z 1925 roku noszący tytuł Ginący Amerykanin (ang. The Vanishing American). Jeszcze nie widzieliśmy;)

Pierwszym westernem Johna Forda, którego akcja miała miejsce w krajobrazie doliny był nakręcony w 1939 roku Dyliżans (ang. Stagecoach). Film zapoczątkował wielką karierę Johna Wayne’a, który od tamtej pory stał się ulubionym aktorem Forda. Ponadto Ford nakręcił w Monument Valley takie klasyczne westerny jak: Poszukiwacze, Fort Apache, Nosiła żółtą wstążkę, Jak zdobywano Dziki Zachód oraz, mimo braku tu jakiejkolwiek rzeki, w dużej części nakręcił film Rio Grande.

 

My mamy wiele pięknych wspomnień z tym miejsce, zostawiliśmy tam część siebie samych. Mam ogromną nadzieję, że te obrazki nigdy nie zostaną zatarte z pamięci Mikołaja.

Polecam zajrzeć też tutaj

  • O losie jak pięknie! Na świecie jest tyle wspaniałych miejsc i człowiek chciałby je wszystkie zobaczyć ale po prostu się nie da.
    Zazdroszczę Wam tych wyjazdów do USA i jednocześnie trzymam kciuki za kolejne Wasze wyprawy bym choć na blogu miała okazję obejrzeć te przecudne obrazy złapane w Waszym kadrze.