Kosmetyki naturalne #3 wyniki konkursu!

Od ostatniego wpisu z tego cyklu minął rok. No aż wierzyć się nie chce;)

Przez ten czas wymieniłam chyba już wszystkie możliwe używane kosmetyki na te naturalne. Pozbyłam się antyperspirantu z silikonem i zmieniłam podkład na bardzo lekki z większą ilością dobrego dla mojej cery. Dziś chcę Wam pokazać po co sięgam w ciągu tygodnia jak wyglądają moje rytuały kosmetyczne.

Mam zdecydowanie więcej kosmetyków pielęgnacyjnych niż tych kolorowych. Z kolorowych mam kilka szminek, których używam od lat i parę pojedynczych cieni, których nie używam prawie wcale;) Jak już kiedyś wspominałam przy okazji tego wpisu swój wieczorny rytuał zaczynam i kończę oczyszczając cerę trzyetapowo. Stosuję tą metodę już kilka dobrych miesięcy i do tej pory u mnie sprawdza się idealnie.

Pielęgnacja twarzy

Jestem właścicielką cery naczynkowej. Wiele osób patrząc na mnie nie chce w to wierzyć, ale taki jest fakt. Od lat ukrywam latem twarz przed słońcem, a jak już jest wystawiona na promienie to mocno ją chronię filtrami. Od ponad miesiąca moim nr 1 jest serum z Witaminą C z The Ordinary. Ma świetną konsystencję, jest mocno rozświetlający i przyjemnie kwaśny. Serum to bezwodna zawiesina 30% proszku kwasu askorbinowego zawarta w bardzo lekkich silikonach. Preparat działa antyoksydacyjnie na skórę, ujednolica jej koloryt, rozjaśnia przebarwienia oraz zapobiega powstawaniu zmarszczek. Nadaje skórze gładkość, elastyczność, jednocześnie ją ujędrniając. Idealne dla osób, które mają mocno przebarwienia na skórze. Ogromnie Wam polecam! Moje kosmetyki przywozi mi szwagier ze Szkocji, można je dostać w jednym sklepie w Polsce, ale ciągle są braki na magazynie. No i kosztuje grosze. Lekko ponad 20 zł! Stosuję często na dzień i na noc.

Kolejnym hitem z The Ordinary jest peeling kwasowy. Służy do złuszczania skóry na wielu poziomach. Przeznaczony głównie dla cery tłustej, mieszanej i trądzikowej, z wypryskami, zanieczyszczonymi porami czy bliznami potrądzikowymi. Preparat odpowiedni jest także dla cery suchej, dojrzałej, zniszczonej jako intensywna kuracja złuszczająca, rozjaśniająca przebarwienia po wypryskach i opalaniu. Wygładza skórę i odświeża jej koloryt bez względu na wiek. Ma bardzo duże stężenie witaminy C, więc nakładamy go na maksymalnie 10 minut. Kosmetyk nie zawiera wody, alkoholu, olejów i orzechów. Jest wegański.

Zostając jeszcze w temacie The Ordinary to mam swój hit na noc. To organiczny tłoczony na zimno olej z nasion dzikiej róży. Jak wiadomo róża mocno polecana jest cerze naczynkowej, wrażliwej, suchej, łuszczącej się, dojrzałej i zniszczonej (np. działaniem słońca), wiotkiej z przebarwieniami, wymagającej regeneracji. Bogaty w kwas linolowy i prowitaminę A. Może być stosowany na okolice oczu, szyję, dekolt oraz skórę całego ciała. Rekomendowany dla skóry z rozstępami, cellulitem, bliznami, łuszczących się, z oparzeniami i trudno gojącymi się ranami. Cudeńko!

Ostatnie moje odkrycie tej marki to podkład. Niestety ich nie ma dostępnych w Polsce, a są mega! Lekki, ale kryjący, mocno wydajny. Nawilża skórę i długo utrzymuje się na twarzy. No jest genialny! Jak jesteście gdzieś za granicą to szukajcie ich kosmetyków. Nie dość, że są od a do z naturalne, działają cuda to jeszcze są mega tanie!

Jeżeli chodzi o moją cerę to od kilku miesięcy mocno skupiłam się na moich zmarszczkach pod oczami. Po 30 roku życia nie ma co się oszukiwać pojawiają się tu i ówdzie zmarszczki. Zainwestowałam w krem pod oczy Kiehl’s i jestem mocno z niego zadowolona. Olej awokado, który jest głównym składnikiem kremu jest bogaty w kwasy tłuszczowe. Naturalne źródło witaminy A. Osobiście mój hit!

Na zmianę z serum i olejkiem z The Ordinary stosuję od jakiegoś czasu lekki krem z Purite Face Mousse. Przeznaczony do pielęgnacji skóry twarzy i szyi. Mocno nawilżający i delikatnie kojący. Działa odmładzająco i przeciwzmarszczkowo. Dzięki właściwościom ściągającym zmniejsza wydzielanie sebum oraz nadaje się do pielęgnacji cery trądzikowej. Faktycznie genialnie nadaje się pod makijaż. Mocno polecam latem gdyż chroni również przed wysuszającym działaniem słońca.

Na noc co jakiś czas bardzo lubię też nałożyć sobie ujędrniające serum do twarzy z pomarańczą z Mokosh. Maceraty z kwiatów pomarańczy i opuncji figowej rewitalizują skórę, łagodzą podrażnienia i zaczerwienienia oraz poprawiają strukturę płaszcza hydrolipidowego. Dodatkowo olejek eteryczny z pomarańczy pozytywnie wpływa na elastyczność skóry zaś olejek z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie zmniejszając ryzyko powstawania stanów zapalnych. Jest świetny i mocno go Wam polecam szczególnie po leci, kiedy skóra wymaga nawilżenia.

Tyle w temacie mojej cery. Te kilka kosmetyków mocno sprawdziłam na swojej skórze i każdy wyjątkowo mi odpowiada.

Pielęgnacja ciała

W tym temacie też zupełnie ograniczam się do minimum. Raz w tygodniu jak tylko pozwoli na to czas biorę dłuższą kąpiel i robię sobie peeling. Do mycia używam płynu z Clean on me. Małe opakowanie za poleceniem siostry kupiłam w Vegas, a wczoraj wysępiłam od niej duże<3 Pachnie jak perfumy Miss Dior! Mega nawilża i jest mocno wydajny.

Od miesięcy wybieram śliwkowy peeling z Ministerstwa Dobrego Mydła na zmianę z tym z Hagi. Oba uwielbiam i nie mam ochoty zamieniać na żadne inne peelingi.

Po kąpieli mimo, iż ba peelingi tak mocno nawilżają, że nie ma potrzeby nakładać innych kosmetyków lubię porządnie musnąć czymś moją skórę. Wybieram wtedy albo masło mandarynka – grejpfrut z Purite albo moje kostki do masażu z Lush. Aktualnie szwagier dostarczył mi tą z fasolą i moją ulubioną bąbelkową. O kosmetykach Lush pisałam pod tym wpisem, więc odsyłam po szczegóły właśnie tam. Natomiast masło mandarynka – grejpfrut to moje odkrycie. Uwielbiam kolor, konsystencję i to jak nawilża moją skórę. Pomaga zwalczać cellulit oraz doskonale nawilża i odżywia skórę. Olejek grejfrutowy wykazuje działanie oczyszczające, reguluje pracę gruczołów łojowych, działa bakteriobójczo oraz bakteriostatycznie. Zapobiega zaburzeniom rogowacenia mieszków włosowych, powstawaniu zaskórników, rozjaśnia przebarwienia.

Muszę też Wam wspomnieć o genialnym różanym mydle z Purite. W składzie róża, wanilia, miód. Przeznaczone do skóry wrażliwej, naczynkowej i dojrzałej. Działa przeciwstarzeniowo oraz doskonale nawilża i regeneruje skórę. Miód odżywia skórę, nawilża, koi i przyspiesza gojenie się naskórka. Ma właściwości zmiękczające skórę. Wanilia zmiękcza i wygładza skórę pozostawiając ją gładką i satynowo miękką w dotyku. Ma właściwości nawilżające, tonizujące, łagodzące – znakomicie regeneruje skórę. Używamy na zmianę z Mikołajem;)

Tyle hitów moich ostatnich miesięcy. Myślę, że na ten moment mam komplet specyfików, których szukałam miesiącami. Teraz tylko polećcie mi coś do regeneracji płytki paznokcia u stóp po hybrydzie!

Na końcu chciałabym Was jeszcze zaprosić na genialne Targi Kosmetyków Naturalnych Ekocuda!

Odbędą się w dniach 25-26 listopada, w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy, a tam polscy i zagraniczni producenci zaprezentują swoje kosmetyki inspirowane naturą. Gdybym tylko mogła napewno bym się na nie wybrała!  

Na Targach będzie można poznać ponad 100 marek kosmetycznych, pojawią się też nowe firmy.

Wstęp na Targi jest bezpłatny.

Sponsorem strategicznym wydarzenia jest marka Naturativ, specjalizująca się
w naturalnych kosmetykach pielęgnacyjnych. Jedyna polska marka z międzynarodowym certyfikatem naturalności NATRUE.

Jak co edycję odbywać się będą wyjątkowe spotkania poświęcone zdrowiu, pielęgnacji i makijażowi. Nie zabraknie wykładów i warsztatów z nowymi markami. Jak zawsze odbędą się też te z marką Annabelle Minerals, Lily Lolo oraz Naturativ.

UWAGA WARSZAWA I OKOLICE;)

Mam dla Was dwie wejściówki na warsztaty właśnie z marką Annabelle Minerals. Zasady rozdania są bardzo proste. Napiszcie mi w komentarzu Wasze trzy odkrycia kosmetyczne minionego lata, a ja spośród odpowiedzi wylosuję dwie osoby, które otrzymają wejściówki;)

Warsztaty odbędą się 25 listopada, w sobotę w godzinach: 13.30 – 16.00.

Bawimy się do 15. listopada! Dzień później ogłoszę wyniki;) Powodzenia!

Jeszcze więcej o Targach możecie dowiedzieć się tutaj:

Wejściówki drogą losowania wygrywają Anita Wata i Domowa Manufaktura Noszki;)

Gratulujemy! Wasze nazwiska właśnie „lecą” do organizatorów warsztatów;)

Polecam zajrzeć też tutaj

  • Moje trzy odkrycia? Po pierwsze Ministerstwo Dobrego Mydła i olejek z malin, po drugie podkład Annabelle, a po trzecie krem ochronny dla dzieci Iossi 🙂

  • Kaja Frydrych

    moje wakacyjne odkrycia: mydło salicylowe, olej z migdałów (to odkryłam po raz drugi bo w ciąży tez go używałam, a po ciąży zapomniałam), kosmetyki Nacomi – peeling, masło do ciała

  • Anita Wata

    Moim pierwszym odkryciem jest olejek do demakijażu Resibo – matko, co on wyprawia z moją twarzą! Nie zamienię go na żaden inny kosmetyk do demakijażu twarzy. Nevah! Kolejnym odkryciem jest Ministerstwo Dobrego Mydła i „Jej Królewska Mość” – ŚLIWKA. Mam cudowny pelling do ciała i olej z pestek śliwki (z malin i orzechów zresztą też 😉 ). Używam go do wszystkiego (chyba go tylko jeszcze nie piłam) – uwielbiam marcepanowy zapach „śliwek” i ich cudowane właściwości. And last but not least – kryjący podkład mineralny Annabele Mineralls. Mam „świra” na punkcie kryjących podkładów. Do tej pory, od kilku lat, używałam tych z tzw. górnej półki (znane marki, cena dość spora). Wszelkie próby zamiany podkładu na coś „tańszego” kończyły się fiaskiem – podkład nie utrzymywał się cały dzień i koniec końców wracałam do poprzednich, które – niestety – są dość ciężkie i zapychają skórę. Annabelle Minerals to w końcu jakaś alternatywa – w dodatku naturalna. Miały być trzy odkrycia, ale nie mogę przemilczeć jeszcze jednego: YOPE! Mam od nich mydła (również kuchenne), żele pod prysznic oraz środki czystości (płyny do łazienki i kuchni oraz podłóg). I te ostatnie, choć kosmetykami nie są, zasługują na przysłowiowe „czapki z głów”. Jestem tak niesamowicie zadowolona, że zdecydowałam się na porzucenie chemicznych środków czystości na rzecz YOPE, że sama sobie mam ochotę przybić piątkę 😉 Nie dość, że są bardzo skuteczne, to mają jeszcze cudowny i odświeżający zapach. No i nie muszę się zamykać w trakcie sprzątania w łazience w obawie, że moja czworonożna przyjaciółka złapie językiem coś żrącego, co zazwyczaj skutkowało moim duszeniem się oparami w trakcie sprzątania i wybieganiem z łazienki w poszukiwaniu oddechu. Polecam bardzo mocno!