Kalifornia z dzieckiem

Tego wpisu miało nie być. Po pierwsze miałam wrażenie, że zdjęć z Kalifornii za ciekawych nie mam, ale przejrzałam całość, zrobiło mi się cieplej na sercu i pomyślałam, że to mimo wszystko ważna dla nas przygoda i lekcja życia;) Chcę Wam napisać kilka zdań gdzie się wybrać, a których miejsc moim zdaniem unikać i na co uważać;)

Kalifornia zaskoczyła nas przede wszystkim temperaturą. Swoją drogą podczas tegorocznej wyprawy do Stanów mieliśmy prawie cały przekrój pór roku, w okolicach Wielkiego Kanionu temperatury w nocy spadały do tych poniżej zera, a w Las Vegas termometry pokazywały ponad 40 stopni.

Słoneczna Kalifornia okazała się być lekką ochłodą po piekielnym Vegas. Wieczorem zakładaliśmy bluzy i wiatrówki, ale w ciągu dnia pogoda pozwalała na bardzo przyjemne plażowanie. W związku z tym, że na plażę mieliśmy jeden dzień nie do końca poczuła klimat „Słonecznego Patrolu”, który był kręcony właśnie w Santa Monica, miejscowości w której spaliśmy.

Po pierwsze ze względu właśnie na tylko jeden dzień na plaży, a po drugie w związku z wesołym miasteczkiem, które jest wizytówką Santa Monica;) Mikołaj uwielbia takie atrakcje, ma to właśnie po mnie, więc połowę dnia spędziliśmy na wszelkiego rodzaju karuzelach. Nie mniej plaże zachwyciły mnie tak bardzo jak te na Florydzie, szerokie, piękne, czyste i we wrześniu już nie tak mocno oblegane.

W Santa Monica mocno zaskoczył mnie poziom gastronomii, w wielu miejscach w USA mocno byliśmy zawiedzeni jedzeniem, a w Santa Monica codziennie jedliśmy wyśmienite śniadania, obiady i kolacje! Dla tych, którzy planują podróż w stronę Kalifornii i szukają noclegu w Santa Monita mocno polecamy nasz hotel klik😉

Moim marzeniem z lat nastoletnich było zobaczenie Hollywood. Zobaczyłam w prawdzie w oddali, ale samo Hollywood mocno mnie rozczarowało. Brudne, kiczowate i nie warte poświęcenia chociażby 2 godzin, ale byłam, widziałam! Nie mniej już bym tam nie wróciła;)

Najmocniej chyba myśląc o Kalifornii czekaliśmy na San Francisco, ale pewnie wiecie z IG czy Fb, że zostaliśmy w nim okradzeni z walizek, wózka i innych gadżetów. Trzeba mieć mocno oczy dookoła głowy i wyjątkowo bacznie przyglądać się ulicom na którym parkujemy. W żadnym mieście na świecie nie widziałam na ulicach takiej dużej liczby bezdomnych, koczują w namiotach przy ulicach, a widok naprawdę szokuje. Na zeznania na Policji, wymianę auta na nowe i poszukiwanie butów dla Mikołaja, który został boso straciliśmy dobre pół dnia, więc San Francisco nie zdążyliśmy zobaczyć w takim tempie w jakich chcieliśmy. Mimo przykrej przygody, która nas trochę wybiła z rytmu nadal uważam, że SF jest piękne, ma wyjątkową architekturę z zachwycającymi kamienicami, wyjątkowo dobrymi knajpami z wyjątkowo dobrym zdrowym jedzeniem i dla mnie to miasto, które ma pastelowe kolory. Cieszę się, że całą naszą trójką podeszliśmy do całej sytuacji na chłodno, nie chcieliśmy pokazywać paniki przed Mikołajem, bo On to mocno przeżył, szczególnie swoje skarby, które zbierał do tej części podróży. Szczęśliwie dnia następnego cieszyliśmy się tym, co mamy i sobą.

Przespacerowaliśmy się wzdłuż zatoki, zjedliśmy pyszną świeżą rybę z frytkami na plaży. Byliśmy też przy Golden Gate, ale nie udało mi się go uchwycić na fotografii, bo od początku do końca naszego pobytu był spowity gęstą mgłą, zatem chcemy jeszcze kiedyś raz jeszcze dać szansę San Francisco<3

Cieszę się, że cały jeden dzień poświęciliśmy na wyprawę w okolice Big Sur, bo to była niezapomniana wycieczka<3 Możecie poczytać o niej pod tym wpisem;)

 

Polecam zajrzeć też tutaj