Oslo z dziećmi w 48h

Ci, którzy nas czytają wiedzą, że permanentnie nas nosi. Lubimy zmienić klimat nawet na 48 godzin. Od Stanów nie byliśmy nigdzie, a to jak na nas dość długo. Zatem w październiku padł pomysł żeby Sylwester spędzić w Skandynawii. To już drugi taki nasz Sylwester, w zeszłym roku spędzieliśmy go w Kopenhadze. Cel – Oslo. Nie chcieliśmy być zmęczeni podróżą, więc wybraliśmy destynacje z lotem z Poznania.

O 16:20 wylecieliśmy z Poznania i po godzinie z minutami byliśmy w Oslo – Torp-> uwaga z lotniska do samego centrum Oslo jest około 120 km, więc trzeba mieć to na uwadze. My wypożyczyliśmy auto i w dwie godziny (okrutnie słabe warunki na drodze) byliśmy na miejscu.

Celowaliśmy w hotel w centrum żeby „atrakcje” znajdowały się w pobliżu noclegu. Tomek znalazł fajny minimalistyczny hotel Citybox. Pokoje niewielkie, ale lokalizacja idealna, do Opery około 500 metrów na nogach. Ciekawy pomysł z samoobsługową recepcją.

Gdybyśmy mieli raz jeszcze lecieć w to samo miejsce o tej samej porze roku to zapewne celowalibyśmy w 30 grudnia, a nie 31 grudnia. W Sylwestra ledwo doczekaliśmy do 00:10;)  Poza tym 1. stycznia jest duży problem z czynnymi knajpami czy miejscami do zwiedzania. Nie mniej nam się jak zwykle upiekło.

Zaraz po pobudce byliśmy chyba pierwszymi ludźmi na mieście w Oslo;) Kiedy cała reszta dogorywała w łóżkach my zaliczyliśmy długi spacer, niestety w deszczu, akurat na nasz przylot temperatura podskoczyła do tej powyżej zera. Zobaczyliśmy okolice Zamku Królewskiego, a potem słynną Operę w Oslo, która swoją architekturą mocno zachwyca.

Po kolejnej zmianie obuwia udało nam się wejść do Muzeum Ekspedycji Polarnych Fram, które zrobiło na nas wielkie wrażenie. Jeżeli będziecie z dziećmi w Oslo, koniecznie tam zajrzyjcie, sporo miejsc z multimedialnymi atrakcjami. Nie będą nudziły się i dzieci i dorośli.

W związku z tym, że w Oslo chcieliśmy zobaczyć trochę zimy pod wieczór wybraliśmy się trochę „wyżej” w okolice skoczni i tam faktycznie mieliśmy śniegu po pas. Mikołaj szalał jak dziki dzięki czemu ten tydzień spędza w domu kurując się, ale nie mogłam zabronić tarzania się po śniegu, którego u nas w Polsce po prostu nie ma.

Trafiliśmy też na polecaną i chyba na nasze szczęście jedyną otwartą knajpkę w Oslo Olivia, genialne włoskie potrawy.

Naszą podróż zakończyliśmy dnia następnego długim spacerem po lesie i to w zupełności wystarczyło żeby chociaż na chwilę nacieszyć się śniegiem;)

 

Polecam zajrzeć też tutaj