Podróż po Stanach z dzieckiem, jak ją zaplanować?

Kolejny raz w zeszłym roku mocno nam się poszczęściło. Spędziliśmy znów prawie cały miesiąc w Stanach. Tym razem jednak z ręką na sercu muszę Wam się przyznać, że podeszliśmy do tej wyprawy zupełnie inaczej, bardziej świadomie. Mogłabym nawet napisać, że rok temu byliśmy słabo przygotowani, ale może też dlatego, że zeszłoroczne wakacje różniły się od tych tegorocznych np. ilością odwiedzonych miejsc i tempem. Wtedy postawiliśmy na Nowy Jork, Waszyngton, Filadelfię i Florydę. Nie zrobiliśmy tylu tysięcy kilometrów samochodem ile zrobiliśmy w tym roku.

We wrześniu przejechaliśmy autem 5 Stanów – Nowy Jork, Nevada, Utah, Arizona i Kalifornia. Razem grubo ponad 5 tysięcy kilometrów!

Tych kilometrów bałam się najbardziej. Mikołaj nie należy do miłośników podróżowania samochodem i szybko wkracza na pokład nuda, ale tym razem chyba okoliczności przyrody sprawiły, że podróże odbywały się bez większych spięć. Poza tym przed wyjazdem kupiliśmy Mikołajowi mały, lekki aparat, który też mocno go zajmował podczas jazdy autem. Robił zdjęcia, kręcił filmy, genialny sposób na długie wojaże! Plan podróży przygotowaliśmy w taki sposób żeby nie podróżować nocą, aby każdy z nas mógł porządnie wypocząć.

Niestety planując wyprawę po USA musimy wiedzieć, że tutaj z punktu do punktu dzielą nas setki kilometrów. Zerkaliśmy na mapę i wydawało nam się, że pewnie do danego punktu jest max. 200 km, a Google map informowała nas, że jest ich np. ponad tysiąc, to są Stany, a Stany są ogromne! Jednego dnia przejechaliśmy 950 km i to była najdłuższa trasa z punktu do punktu.

TRASA

New York -> Pensylwania – > Filadelfia -> Las Vegas -> Santa Monica (California) -> Los Angeles (Hollywood) -> Disneyland -> San Francisco ->Big Sur -> Monument Valley (Arizona) ->Grand Canyon -> New York

PLANOWANIE PODRÓŻY DO USA

  • wizy

Na pomysł wpadliśmy pod koniec 2016 roku. W związku z tym, że nasze wizy były już w szufladzie od ponad roku i dostaliśmy je na 10 lat, ten temat nam odpadł, ufff.

Jednak jeśli ich nie macie, a planujecie lot do USA to warto w nie zaopatrzyć się wcześniej, unikając tym samym stresu, kiedy np. pojawi się oferta lotu życia;) Temat wiz jest o tyle nieprzyjemny, że o naszym przejściu przez granicę decyduje pracownik na lotnisku już w Stanach. To on po przeprowadzeniu z nami krótkiej rozmowy decyduje o naszym być albo nie być, to jest lekko upokarzające, wiem, ale takie są procedury. Jednak nie kojarzę nikogo, kto został zawrócony. W naszym przypadku rok temu rozmowa polegała za zadaniu kilku pytań (na ile przylecieliśmy, gdzie będziemy podróżować, ile mamy ze sobą pieniędzy), w tym roku to była tylko formalność. Wszystko odbyło się bardzo sprawnie.

  • lot

Obserwowaliśmy ceny lotów i finalnie w lutym kupiliśmy bilety. Nam zależało na wylocie z Warszawy. Byliśmy zadowoleni z zeszłorocznej podróży LOTem. Chcieliśmy też celować w te same godziny startu. Wylot koło 17 to według mnie dobra opcja zwłaszcza kiedy lecimy z dzieckiem. Mikołaj do 21, 22 szalał w samolocie, a potem zasnął i obudził się w Nowym Jorku. Oczywiście to wersja light, były dzieci, które dużą część lotu przepłakały, zatem nie jest regułą, że nasz wybór będzie idealny dla każdego, może lepszą opcją będzie lot w ciągu dnia. Nie chcieliśmy eksperymentować. Lądowaliśmy na Kennedym, ale jest też opcja lądowania w Newarku, podobno ciut taniej i wiele osób tak właśnie podróżuje. W samym NY byliśmy czasu lokalnego po 20. Tym razem nie odbierała nas moja rodzina. Aby nie męczyć siebie i Mikołaja wzięliśmy hotel przy lotnisku żeby przespać kilka godzin. Nam jet lag w tamtą stronę jakoś mocno nie dał w kość. Po dwóch dniach przestawiliśmy się na czas lokalny.

  • noclegi

Planując podróż do Stanów braliśmy pod uwagę dwie możliwości rezerwacji noclegów. Airbnb i booking.com. Mocno Wam polecam airbnb, nie bójcie się tej opcji! Wiem, że czasem trafia się niewypał, ale my za każdym razem byliśmy zadowoleni i niech Was nie zwodzą krążące historie z odwoływanymi rezerwacjami, to naprawdę sporadyczne historie. Jest też opcja wynajmu dużo tańszych hosteli na przykład na Hostelbookers, my jeszcze nigdy nie korzystaliśmy. Jak ktoś z Was przetestował tą formę to piszcie jak wrażenia. No i coraz bardziej popularne couchsurfing czyli  noclegi oferowane za darmo przez użytkowników portalu.

W związku z tym, że podczas tego wyjazdu spaliśmy w kilkunastu miejscach często tylko po 1 dobę nie mogliśmy za każdy razem korzystać z airbnb, więc spaliśmy w różnych miejscach, nawet w typowym amerykańskim motelu, genialne wrażenia i niezła przygoda!

  • transfer lotnisko 

Warto wiedzieć, że lotnisko JFK znajduje się w dzielnicy Queens. Jest oddalone od centrum Manhattanu o około 25 km. Zatem mamy kilka możliwości dostania się do centrum.

żółta taksówka – dojazd do Centrum zajmuje 40 – 60 minut. My jechaliśmy niespełna godzinę. Transfer jest niesamowicie sprawny. Wychodzimy z lotniska i już z daleka widać taksówki ustawione w rzędzie. Podchodzimy, pan koordynujący całe „zamieszanie” pyta o nasz adres docelowy, drukuje paragon i przydziela taksówkę w zależności jak dużo mamy bagażu. Dojazd do dowolnego miejsca na Manhattanie jest stała. Wynosi 52$ + 15-20% napiwku. Dojazd z/na Brooklyn wynosi od 45$ (w okolice Coney Island) do 65$ (Downtown Brooklyn). UWAGA: przy lotnisku stoi mnóstwo prywatnych właścicieli samochodów, raczej z nich nie korzystajcie. Ceny finalnie wychodzą dużo większe niż za przejazd żółą taksówką. 

Busiki wiem, że są. Nie znam szczegółów jak odbywa się transfer, ale słyszałam, że koszt to około 20$, ale warto to wcześniej sprawdzić np. tutaj

Metro – nie korzystaliśmy z uwagi na ilość bagażu, nie ogarnęlibyśmy tego w żadnym wypadku, ale jak ktoś leci na kilka dni bez dzieci i z małym bagażem to jest to najtańsza opcja dotarcia do Centrum. Ceny do 10$, ale czas podróży to jakieś 1,5 – 2h.

Uber – wiem, że to coraz bardziej popularna forma podróżowania na całym świecie. Musimy zainstalować na miejscu aplikację.

Wynajem auta – tym razem nie wynajmowaliśmy auta w NY, bo zwyczajnie stałoby pod mieszkaniem, więc zupełna strata pieniędzy, ale jeżeli mogę Wam coś polecić to z całym sercem Avis. Nigdy się nie zawiedliśmy, a korzystamy przy każdej większej podróży, bo jak wiecie podróżujemy na własną rękę. Kiedy wybito nam szybę w aucie w SF i okradziono, pojechaliśmy zeznawać na Policję. Tam dostaliśmy dokument z którym pojechaliśmy do wypożyczalni i w 15 minut dostaliśmy nowe auto, zupełnie takie samo.

  • jedzenie, woda, dużo wody!

Musicie się nastawić, że Stany to przekrój różnych kultur i smaków, które nie zawsze trafiają w nasze polskie gusta. Jeżeli miałabym podać jedną rzecz, która permanentnie wkurzała mnie podczas naszych wojaży po Stanach to byłoby to jedzenie. Ciężko znaleźć prawdziwe pieczywo, musicie się nastawić na wszechogarniający wszelkie hotele chleb tostowy, który jest ohydny. Płatki kukurydziane oblane cukrem, a owoców i warzyw po prostu nie szukajcie, bo ich nie znajdziecie, znajdziecie za to przesłodkie dżemy i polewy to przesłodkich już samych w sobie gofrach. My przeważnie rezerwowaliśmy hotele w których był aneks kuchenny i przygotowywaliśmy sobie śniadania sami. Jak już była w hotelu patelnia i garnek byliśmy w domu;) Wyruszając w drogi Arizony pamiętajcie o conajmniej dwóch zgrzewkach wody, owocach, przekąskach i pełnym baku w aucie. Sklep na Waszej drodze może pojawić się dopiero za 300 km! To nie żarty;)

Ważne informacje dla wynajmujących auto po raz pierwszy.

  • auto warto zarezerwować wcześniej. My po latach korzystania z Avis mamy kartę Preferred dzięki czemu nie musimy stać w kolejce. Podchodzimy do biura, na monitorze wyświetla się nasze nazwisko z numerem miejsca na parkingu, a my udajemy się po przygotowane auto.
  • warto sprawdzić czy auto można zostawić w każdym mieście w Stanach. W Avis jest taka opcja. Braliśmy w jednym Stanie, oddawaliśmy w innym.
  • kaucja. Avis przeważnie blokuje 100$, ale inne wypożyczalnie potrafią zablokować kilkaset złotych, trzeba mieć to na uwadze.
  • trzeba mieć kartę kredytową, inaczej mogą być problemy z wypożyczeniem.
  • sprawdzić czy nasz fotelik (jeżeli go zabieramy) będzie można zamontować do auta. Jeżeli nie zabieramy fotelika to czy jet wypożyczalnia, jakie oferowane są foteliki i za jaką opłatą. W zeszłym roku z racje tego, że odbierała nas przy pierwszym etapie podróży rodzina fotelik pożyczyliśmy od chłopca z rodziny, który już z niego wyrósł, więc ani nie musieliśmy targać swojego, ani wypożyczać. W tym roku zabraliśmy nasz fotelik. Krótko przed wylotem zmieniliśmy na ten do jazdy przodem, więc gabarytowo był mniejszy. Nie płaciliśmy nigdzie za jego przeloty. Oddawaliśmy do luku razem z walizkami.
  • koszty tygodniowego wynajmu auta. Dla przykładu w Pensylwanii koszt wynajmu auta Toyota RAV4 Suv za 4 dni -> 217$, Floryda (rok 2016), 5 dni -> 242 $, Nowy Jork, Avis lotnisko JFK, 2 dni -> 271$. Dlatego w tym roku taniej wyszła nam taksówka w NY.
    W tym miejscu wspomnę jeszcze o opłatach dodatkowych i kosztach paliwa w USA. Za galon benzyny (3,79 litra) zapłacimy w granicach 4$ w Kalifornii. W stanie Arizona to juz tylko 2,85, a w Utah nawet ok 2,89. W Stanie NY koło 3,78$.  Pamiętajcie też o parkingach, które też nie są tanie;/ Ceny autostrad tu już nie są jakieś duże koszty. Za 100 mil (około 160 km) -> 3,4 $.

W podróż czas -> start!

Poniżej nasza cała trasa wycieczki podzielona na miejsce, które odwiedziliśmy, wszystkie polecam, wszystkie zobaczyłabym jeszcze raz i wszystkie i Wy kiedyś musicie zobaczyć!

1. NOWY JORK, miasto marzeń i inspiracji

Nasza podróż przez Stany swój początek miała w NY.

W Nowym Jorku spędziliśmy pierwszy i ostatni etap podróży. W sumie byliśmy w nim 10 dni. Pierwsze 6 dni spaliśmy w wynajętym mieszkaniu na East Village i to jest strzał w 10 jeżeli chodzi o lokalizację! Oczywiście jeżeli planujecie pobyt w NY dłużej to wtedy fajnie jest pierwszą część np. spędzić na East Village, a kolejną np. na Williamsburgu. Tak zrobiliśmy rok temu;) Nasz nocleg klik.

Kilka dni przed wylotem wynajęliśmy coś na kształt mieszkania, ale już przez booking.com. Chociaż tak naprawdę niczym nie różniło się od tego wynajętego przez airbnb. Mieliśmy wyposażoną kuchnię i robiliśmy sobie śniadania i kolacje. Uważam, że to idealna opcja szczególnie z dziećmi, kiedy jak chce jeść to tu i teraz i z rana nie zawsze jest czas, siła i ochota na szukanie kawiarni, a jedzenie w prawie wszystkich hotelach w NY to koszmar, uwierzcie mi;) My drugie śniadania jedliśmy już na mieści.

2. Kiczowate, ale wyjątkowe LAS VEGAS

Po 6 dniach w NY na weekend pojechaliśmy do rodziny. Stamtąd, dokładanie z Filadelfii w poniedziałek rano mieliśmy lot do Las Vegas. Lot do Las Vegas trwał ponad 4 godziny. Musimy się wtedy przygotować na kolejną zmianę czasu (kolejne 3 godziny w tył). Las Vegas to miejsce z którego chcieliśmy zacząć naszą podróż po Zachodniej części Stanów, a samo Las Vegas chcieliśmy zobaczyć poglądowo;) Tomek był już lata temu w LV, ale nie bardzo pamięta ten pobyt, więc teraz bardziej świadomie;) Las Vegas można zobaczyć raz, ale to wiadomo;) Z Las Vegas ruszyliśmy jedną z piękniejszych tras Nevady w stronę słonecznej Kalifornii.

3. Witamy w słonecznej Kalifornii

Kalifornia o dziwo przywitała nas chyba największymi korkami w jakich do tej pory staliśmy i nie do końca ciepłą pogodą. Wieczorem było bardzo chłodno, ale już w ciągu dnia pogoda była iście plażowa. Zatrzymaliśmy się w Santa Monica, miejscowości znanej ze Słonecznego Patrolu, tak to tutaj plażą biegała Pamela;) Zatrzymaliśmy się w tym hotelu i mocno go polecamy;) Świetna lokalizacja, fajna filozofia prowadzenia obiektu i wygodne łóżka. To w Santa Monica swój koniec ma słynna Route 66. Na Kalifornię i Santa Monica nie mieliśmy zbyt dużo czasu, ale chociaż w minimalnym stopniu udało nam się poczuć klimat tego miejsca. Na duży plus baza gastronomiczna, kuchnia jak na amerykańskie warunki wyjątkowo smaczna i zdrowa.

4. Powrót do dzieciństwa czyli jeden dzień w Disneyland

W zeszłym roku odwiedziliśmy Disneyland w Orlando. Mikołaj był zachwycony i o dziwo my też. Mocno z oporem dałam się namówić, ale bawiłam się fantastycznie od samego rana do wieczora. Disneyland w Kalifornii to pierwszy Disneyland, który powstał na świecie, więc już jest mocno nadgryziony zębem czasu. Parada nie zrobiła na nas takiego wrażenia jak ta w Orlando i same atrakcje nie dość, że mocno podniszczone to jeszcze musieliśmy do niektórych czekać w 50 minutowych kolejkach po czym okazywało się, że coś nie działa. Zrobiliśmy duży błąd, że wybraliśmy się tam weekend, nie celujcie w te dni, bo jest zatrzęsienie ludzi, a dwa warto trochę dopłacić i kupić tzw. „fast pass” czyli opłata dzięki której nie trzeba stać w tych zwykłych kolejkach tylko ustawiać się od razu do tych w których stoi kilka, a nie kilkaset osób. W Disneyland jest możliwość wypożyczenia wózków.

5. San Francisco, marzenia kontra rzeczywistość

Jak wiecie San Francisco nie wspominamy najlepiej. Na samo hasło mam mocno jeżące się włosy na głowie. Okradli nas z dwóch walizek, Mikołaja wózka i wielu innych ważnych dla nas przedmiotów. Szczęśliwie szybko się pozbieraliśmy i cieszyliśmy tym, co nam zostało. Nie mniej połowę pierwszego dnia straciliśmy na zakup butów i wózka dla Mikołaja. San Francisco to miasto w którym widziałam chyba największą ilość bezdomnych na metr kwadratowy. Koczują wszędzie, przy ulicach są wystawiona namioty i tam prowadzą swoje życie, ale San Francisco jest mimo wszystko urokliwe, ma wyjątkową architekturę i zachwyca swoim położeniem i ilością mostów na których się wznosi. My San Francisco damy kiedyś jeszcze jedną szansę, ale to za jakiś dłuższy czas.

6. Big Sur rekompensuje wszystko

O Big Sur powstał już jeden wpis, więc odsyłam Was tutaj, ale będąc w SF i mając wolny jeden dzień musicie się tam koniecznie wybrać. Uwierzcie mi, tą podróż będziecie wspominać na długo. Big Sur nie dość, że powala pejzażem to pozwala na chwilę zadumy, refleksji, momentu odetchnięcia od zgiełku miasta. Gdybym miała wybrać się do SF to znów zboczyłabym z trasy i odwiedziła klify.

7. Filmowe klimaty czyli podróż historyczną Route 66

Mocno zależało mi na przejazd przez historyczną Route 66. Nawet trochę zjechaliśmy z trasy żeby zatrzymać się w miejscu, które znane nam było do tej pory z amerykańskich filmów. O Route 66 też już wspominałam pod tym wpisem, więc znów Was tam odsyłam i znów mocno polecam jeżeli lubicie klimaty rodem z Dzikiego Zachodu.

8. To się nie dzieje naprawdę, totalnie dzika i nieodkryta Arizona

Arizona to stan, który już na zawsze będzie powodował u mnie ciepło na sercu, zupełnie nie spodziewałam się, że tak dzikie miejsca tak mocno przypadną mi do gustu. Kiedy byłam w liceum marzyłam o podróży jeepem przez dziką Arizonę. Moje marzenie się spełniło, a dopełnił jeszcze fakt, że mogłam sama zasiąść na kółko i poczuć klimat tych dróg. To była jedna z dłuższych naszych tras po Stanach, ale wszyscy wspominamy ją z uśmiechem na buzi.

9. Indianie atakują, czyli dwa dni w okolicach Monument Valley

Uparłam się na Monument Valley wyjątkowo. Ani tam nie było nam po drodze ani wcześniej o tym nie słyszeliśmy, ale kiedy zobaczyłam zdjęcia z podróży po MV u Agi z Mask zakochałam się po uszy i długo męczyłam Tomka żebyśmy pojechali w to miejsce. O Monument Valley też już Wam pisałam pod tym wpisem, więc jak nie czytaliście i nie oglądaliście musicie tam zajrzeć;)

10. Wielkie wow czyli Wielki Kanion

Wielki Kanion był naszym ostatnim punktem wyprawy w Zachodniej części Stanów. Planując naszą podróż miejsce to było na naszej liście na pierwszym miejscu. Nie wyobrażam sobie być w Arizonie i nie zobaczyć Kanionu. Pytacie mnie czy jeden dzień na Wielki Kanion z dziećmi to wystarczający czas, odpowiadam, że zdecydowanie tak. Na teren parku wjechaliśmy późnym popołudniem. Zaskoczyła nas temperatura, która w nocy spadła do -2 stopni, wyjątkowo świeże powietrze i dzika zwierzyna spacerująca brzegiem lasu. Spaliśmy w tym hotelu, który wyjątkowo polecamy ze względu na lokalizację, klimat i całkiem dobre śniadanie. Pisałam Wam już pod tym wpisem, że Wielki Kanion mimo, iż jestem osobą mocno odważną mocno mnie zmęczył. Trzeba mieć dzieci totalnie bez przerwy na oku, bo trasy widokowe są mocno strome i powodują drżenie nóg. Jeżeli planujecie podróż bez dzieci można spędzić na terenie parku więcej czasu i wybrać się pieszo w którąś z tras, myślę, że to niezapomniane wrażenie.

11. Jak dobrze, że wracamy do NY

Na deser zostawiliśmy sobie jeszcze na dwie dobry NY. Po pierwsze tak mocno kochamy to miasto, że musieliśmy pooddychać jego klimatem, a po drugie nie wyobrażaliśmy sobie trasy bez przerwy przez całe Stany do samej Warszawy, to już zbyt długi czas na lot z dzieckiem, a przynajmniej z naszym dzieckiem;) Zatem odwiedziliśmy jeszcze nasze ulubione miejsca i posnuliśmy plany na przyszłość, a dwa dni później lecieliśmy już do domu;)

Mam nadzieję, że to, co tutaj opisałam pozwoli osobą wybierającym się w podobną podróż, a mającym pewne pytania czy wątpliwości rozwiać je. Jeżeli jakiś temat Was interesuje, a nie pojawił się we wpisie śmiało piszcie;)

Polecam zajrzeć też tutaj