Pierwsza ciąża vs druga cz. II

Dobrnęłam do ostatniego miesiąca mojej drugiej ciąży. Nie muszę Wam pisać, że ten czas przeleciał mi w mgnieniu oka. Prawda niestety jest taka, że ciągle go jednak poganiamy. Najpierw aby do wiosny, potem aby do urlopu, aby do lipca i tak dalej. Nie ukrywam, że mnie to jednak tak finalnie wkurza, bo przecież staram się celebrować każdą chwilę, ale sami wiecie jak weekend goni kolejny weekend.

Sprawy wielkiej wagi

Porównując pierwszą ciążę z drugą muszę Wam przyznać, że są to dwa totalnie odmienne dla mnie stany. Ta ciąża to u mnie zupełnie inna świadomość własnego ciała, umysłu. Zupełnie inne podejście do niektórych tematów. Z Mikołajem mocno przybrałam na wadze. Przytyłam wtedy ponad 16 kg i czułam wtedy duży dyskomfort, puchły mi nogi, ręce i nie mogłam patrzeć w lustro, kiedy szłam galerią i zerkałam na witryny sklepowe wydawało mi się, że już nigdy nie będę wyglądała tak, jak kiedyś, miałam z tego powodu dużego doła i nie chciałam nigdzie wychodzić do ludzi. Pamiętam, kiedy latem odwiedziliśmy rodzinę Tomka ktoś mi powiedział „ale Ty jesteś ogromna”, chciało mi się płakać, ale i miałam ogromny żal. Dziś mam na plusie o połowę mniej.

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży założyłam sobie, że chcę czuć się dobrze, świadomie podchodziłam do tego, co i ile jem. Od 8 tygodnia prawie codziennie ćwiczę i to daje mi po pierwsze mega powera, a po drugie moja psychika jest dużo zdrowsza. Paradoksalnie używam mniej kosmetyków, a wyglądam dużo lepiej, dostaję dużo komplementów i z tym też mi jest dobrze. Z Mikołajem w ciąży uciekałam od obiektywu aparatu, a tym razem sama proszę Tomka żeby mi robił zdjęcia, bo czuję się ze sobą bardzo dobrze. Szczęśliwie cała ciąża do tej pory jak to mówi mój ginekolog „nuda”. Tym razem skupiałam się na sobie przede wszystkim, ale i na otoczeniu, bo moja obecna ciąża to też ciągła obecność obok mojego ukochanego pierwszego dziecka, Mikołaja.

Dla porównania;)

Rodzeństwo, po co?

Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Mam dwie siostry i brata i zawsze powtarzam, że nic lepszego nie mogłam dostać od moich rodziców, nic lepszego niż rodzeństwo. Mimo, iż w dzieciństwie szarpaliśmy się za włosy i kopaliśmy pod kołdrą teraz wiem, że to skarb na całe życie. Zatem nie brałam nigdy pod uwagę faktu, że Mikołaj miałby nie mieć rodzeństwa. Szczęśliwie udało nam się spełnić to marzenie. Wiem, że kiedy nas zabraknie będą mieli właśnie siebie i mam nadzieję, że wspólnie z Tomkiem damy im tyle miłości, że będą ją potem mogli dzielić się między sobą. Na takie relacje pracuje się całe życie. Może to trochę egoizm, bo przecież nie o to chodzi w posiadaniu dzieci, ale takie właśnie przychodzą mi myśli, kiedy mam w głowie słowo rodzeństwo.

Decyzja o pierwszej ciąży właściwie przyszła u nas sama. Myśląc o pierwszym dziecku nigdy nie kalkulowałam czy to aby dobry moment czy zdecydować się dziś czy może za pół roku. Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży mój poziom euforii sięgała zenitu. Chciałam o tym mówić całemu światu. Potem jak wiecie była długa, długa przerwa. Mikołaj tak mocno dawał nam w kość, bo był wyjątkowo wymagającym dzieckiem, a my nie mieliśmy żadnego wsparcia obok, że decyzja o drugiej ciąży odwlekała się właściwie sama. Nie było tematu. Przed pierwszymi urodzinami Mikołaja byłam pewna, że znów jestem w ciąży i pamiętam jak dziś, że ryczałam w poduszkę, a Mikołaj obok w łóżeczku. Do pokoju wszedł wtedy Tomek, przytulił mnie i powiedział zwyczajne „damy sobie radę, jakoś to ogarniemy” i to mi wystarczyło. Ciąża była fałszywym alarmem. Potem było już lepiej, Mikołaj stawał się coraz bardziej samodzielny, a mi w głowie pojawiła się myśl o drugim dziecku, ale obok gdzieś też rósł w nas nasz egoizm. Tak nam teraz dobrze, podróżujemy, mamy więcej czasu dla siebie, więcej możliwości, śpimy długo, Mikołaj chodzi do przedszkola, a tu pchać się znów w pieluchy, nieprzespane noce, ząbkowanie i wielkie zmęczenie. No, ale wiecie jak to jest niektóre emocje i pragnienia są silniejsze od nas;) Zaszłam w drugą ciążę.

Nawet nie wiecie z jakim wielki strachem podchodziłam do tego jak ona będzie przebiegała. Czy naturalnie przejdziemy wspólnie w trójkę ten czas, bałam się zwyczajnie reakcji Mikołaja, bałam się takich prozaicznych czynności, że będę musiała odmawiać noszenia na rękach, spania z nim czy innych naszych rytuałów, które towarzyszyły nam do tej pory. Tego, że w pewnym sensie zostanie lekko na boku. Nawet, kiedy kupowałam pierwsze ubranka dla siostry brałam też coś i dla Mikołaja dla zabicia jakiegoś dziwnego siedzącego we mnie poczucia winy?! Jemu totalnie było wszystko jedno, cieszył się małymi bodami razem ze mną.

Muszę Wam powiedzieć, że to w jaki swobodny sposób przeszliśmy do mojego odmiennego stanu przekroczyło moje oczekiwania. Mikołaj bardzo świadomie obserwował i akceptował moje zmieniające się ciało, pewnie też ze względu na to, że niespełna 6 latek ma już w sobie naprawdę duże pokłady dojrzałości. Nie musieliśmy rezygnować ze wspólnego spania, nie było ani jednej sytuacji w której Mikołaj „wykrzyczałby” mi, że nie możemy czegoś robić, bo jestem w ciąży. Ba, nawet samoistnie nosił moje reklamówki z zakupami czy paczki do wysyłki z uśmiechem na buzi i komentarzem, że „przecież nie możesz dźwigać, bo jesteś w ciąży”, ale to już pewnie dzięki przykładowi danemu od góry, czyli od Tomka. W pierwszym trymestrze miałam momenty słabości i wtedy mogłam naprawdę swobodnie położyć się na chwilę na sofę.

Piszę Wam to dlatego, że wiele z Was, kiedy oznajmiłam, że jestem w ciąży pytało mnie o reakcję Mikołaja. Sami mieliśmy ogromną tremę i obawy żeby powiedzieć o tym Mikołajowi, ale uwierzcie mi On wcześniej zupełnie nie chciał słyszeć o rodzeństwie. Podczas ostatniej wizyty mój ginekolog zapytał jak Mikołaj, czy czeka na siostrę, a ja odpowiedziałam, że jego „instynkt macierzyński” jest chyba większy od mojego. Na ścianie wisi kalendarz w którym wykreśla dni do terminu porodu, częściej niż ja sama chce zaglądać do aplikacji w telefonie, która mówi na jakim etapie ciąży jestem. Jak wraca z przedszkola pyta jak siostra, czy kopie, a ja mam spokój wewnętrzny i mniejsze obawy jak będzie potem.

Narodziny

Zupełnie jednak nie idealizujemy przed Mikołajem czasu, kiedy urodzi się siostra. Sami do końca nie wiemy jak będzie. Mnie najbardziej przeraża sam fakt momentu w którym zacznę rodzić. Szczęśliwie będę mogła chwilę przed porodem liczyć na Mamę i Tatę. Wiem, że to dla pierwszego dziecka duża rewolucja w życiu, ale ufam, że instynktownie przejdziemy ten czas razem. Chcę przede wszystkim żeby to był tylko i wyłącznie nasz czas, żebyśmy mogli razem w czwórkę dotrzeć się, poznać. Założyłam sobie, że lipiec i sierpień chcemy być tylko dla siebie i mam nadzieję, że wszyscy dookoła to zaakceptują i zrozumieją. Nie chcę tłumów odwiedzających w domu, chaosu i skupiania się na tych, którzy nas odwiedzają. Chcę żeby bliscy dali nam nacieszyć się sobą i pozwolili nam zgrać się ze sobą. Tak też było, kiedy urodził się Mikołaj i bardzo chwalę sobie ten czas.

Ciążowe anegdoty:

A na koniec ku pamięci teksty Mikołaja, które przejdą do historii;)

  • Mamo, damy Jemu na imię Tymon, a nazwisko jakoś się wymyśli:D  Mikołaj na początku był przekonany, że będzie miał brata;)
  • Mamo, a nie możesz zrobić tak żeby tam było dwoje dzieci w środku, jedno to za mało! To po rozmowach o mnogich ciążach.
  • Mamo, a może wybrałabyś się na tańce? Jesteś jakaś taka opasła!  Jak ktoś zna książki o Basi to wie, że to cytat z niej właśnie;)
  • Ale Ty Mamo jesteś emocjonalna! – to po pewnej awanturce ze mną w roli głównej, bo i takie momenty w naszym domu mają miejsce, ale o tym już w kolejnym wpisie;)

 

Część pierwsza do poczytania tutaj

Polecam zajrzeć też tutaj