Rodzina na zdjęciu

Wspominałam tutaj już nie raz, że w tej ciąży czuję się ze sobą bardzo dobrze i fizycznie i psychicznie. Tak, jak z Mikołajem chciałam żeby rozwiązanie nadeszło wcześniej niż termin wskazywał i ostatni miesiąc unikałam luster i wszelkich innych witryn tak w tej mimo, iż zostały 3 tygodnie do końca mam w sobie jakąś taką mini melancholię, że zaraz koniec, takie wewnętrzne rozdarcie. Patrzę na swoje zmieniające się ciało i aż wierzyć mi się nie chce, że za miesiąc znów będę wyglądała inaczej, szok!

Kiedy Marta zaproponowała mi sesję zdjęciową byłam dość sceptycznie nastawiona i nawet już miałam gotową odpowiedź z podziękowaniem i odmową. Jednak dobrze, że jej nie wysłałam. Pomyślałam sobie, że to przecież fantastyczna pamiątka dla nas rodziców, ale i dla naszych dzieci, poza tym jak większość pewnie z Was zdjęć w komplecie ciągle mało! Obserwuję poczynania Marty i apetyt na własną sesję rósł w miarę oglądania nowych zdjęć. Jak wiecie mam lekkiego bzika na punkcie dobrych zdjęć i sama ciągle jeszcze się uczę i poznaję aparat. Kompletnie nie jestem fanką pozowanych zdjęć czy tych ze studia z patrzeniem przy każdym robionym zdjęciu w obiektyw. No cenię sobie naturalność i taką swobodę i lekkość. Miałam, więc obawy czy nasza wyjdzie naturalnie, bez sztywnej pozy. Sesje z dziećmi w ogóle rządzę się swoimi prawami, my jesteśmy w stanie coś „zagrać”, a dzieci mają taki w sobie luz, że po prostu mogą powiedzieć „nie mam ochoty” i na to też byłąm gotowa;) Jak się jednak okazało tajemnica tkwi nie w nas samych, a przede wszystkim w dobrym podejściu do sprawy fotografującej nas osoby! Marta stworzyła taką atmosferę, że wyszło naprawdę tak, jak chciałam!

Backstage też wyglądał zupełnie inaczej. Na sesję umówieni byliśmy na 19, a jak wiadomo dzieci w tych godzinach bywają w różnych nastrojach. Mikołaj bywa wtedy zupełnie na „nie” i my to akceptujemy. Nasza nocka przed sesją też nie wyglądała idealnie. Mikołaja złapało lekkie przeziębienie i w nocy słabo spaliśmy. Sama niedziela była taka jakaś napięta, jakby coś „wisiało” w powietrzu, każdy chodził od rana lekko poddenerwowany i jedynym słusznym wyjściem było unikanie siebie nawzajem. W drodze na sesję zasnął w aucie, a na niebie zbierały się burzowe chmury, nie wspomnę już nie nie mogliśmy znaleźć miejsca i stresowałam się, że się spóźnimy, a wiedziałam, że Marta następnego dnia wyjeżdża na urlop. No warunki między nami nie były sprzyjające dobrej atmosferze. Szczęśliwie jak to zawsze bywa rozmowy mają moc, więc z minuty na minutę nasze nastroje zmieniały się jak aura na niebie, cenię sobie też luz u Tomka, który właściwie ma w sobie taką spontaniczność i luz, że i ja jestem bardziej otwarta.

Nie mniej na pierwszych zdjęciach niektórzy mają takie miny…;)

Ale potem było już tylko lepiej;)

Zatem jeżeli macie ochotę na taką przygodę uderzajcie do Marty na FB lub IG. Ja mam ochotę na jeszcze, dzięki Marta<3

 

Polecam zajrzeć też tutaj