Dzień taki jak ten

Bywają takie poranki, które nas rodziców rozkładają na łopatki. Macie za sobą takie dni, kiedy od momentu otwarcia oka naszego i naszych dzieci wszystko idzie nie tak, jak trzeba?

U nas ostatnio bardzo często. Od rana wszystko na „nie”. Kiedy miałam tylko Mikołaja mogłam całą sobą skupić się na swoich i na Jego potrzebach. Klękałam przed nim i starałam się rozwiązać kolejny problem, który pojawił się w ciągu 10 ostatnich minut nie tracąc szybko cierpliwości.

Teraz jest z nami Matylda, ona też zaznacza głośnym płaczem swoje potrzeby. Zupełnie w tym samym czasie w którym pomocy potrzebuje Mikołaj. Wtedy moje Rodzicielstwo Bliskości zawodzi. Do tego dochodzi zmęczenie, które ciągnie się już kilka dobrych tygodni, kolejna słaba nocka. Wrażliwość na każdy dźwięk, każde najmniejsze stuknięcie. Są dni, kiedy wkurza mnie już nawet praca zmywarki czy głośny dźwięk pobieranego mleka z ekspresu.

Znów powróciło chodzenie na palcach mimo, iż zarzekaliśmy się, że Matylda nie będzie wzrastała w ciszy. Skoro już po kilku próbach uśpienia w końcu mamy sukces to na palcach chodzi każdy. Im bardziej starasz się zachować cicho tym bardziej to nie wychodzi, ostatnio tak zbiłam swoje ulubione perfumy…

Zaspokajanie potrzeb

Nie mogę zaspokoić jednocześnie potrzeb Mikołaja i Matyldy, nie mówić już o moich, które są równie dla mnie ważne. Mają bowiem kolosalny wpływ na wiele moich zachowań. Tak już mam, że kiedy moje potrzeby są chociaż w minimalnym stopniu zaspokojone łatwiej mi zadbać o potrzeby moich dzieci. Teraz to wyjątkowo trudne.

Niczego mi tak o poranku nie brakuje jak współpracy z moim starszym dzieckiem. Jednak od początku wszystko kuleje i kolejny wulkan wybucha. Najpierw kasza, która jest za gorąca, potem pasta, która nie chcę się wycisnąć, następnie koszulka, która akurat musi dziś być brudna w praniu. Zakurzone buty, których Mikołaj nie będzie ubierał, nie ten kapelusz, czapka, a do tego wszystkiego tracąca już cierpliwość Matylda. Między tym wszystkim zerkam na zegar, który pokazuje, że powinniśmy już być w drodze do przedszkola.

Porozumienie bez przemocy

Staram się aby w naszym domu nie rozwiązywać konfliktów krzykiem, jednak często ostatnio całej naszej trójce nie do końca to wychodzi. Krzyknie tata to dlaczego nie może też krzyknąć dziecko? Zaczyna to przypominać błędne koło. Jak wiadomo dzieci są naszą kopią. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że ten krzyk to jakiś komunikat w moją stronę. Nie ma nic ważniejszego niż mówienie o swoich uczuciach.

Za nami takie dni w których Mikołaj definitywnie odmawiał chodzenia do przedszkola. Myślałam, że tą niechęć spowodowała długa przerwa, dumałam też czy może wydarzyło się coś o czym nie wiem. Jednak w zeszły piątek usłyszałam, że jest mu smutno, bo Matylda zostaje ze mną, a on musi chodzić do przedszkola. Żalił się, że całe dnie myśli o nas i zerka na zdjęcie w ramce, które ma na szafce.

Rozłożyło mnie to na łopatki. Pod wpływem chwili chciałam zaproponować zostanie w domu. Jednak czułam, że to nie jest żadne rozwiązanie. To był ten moment w którym Mikołaj potrzebował mojej empatii. Zatem znów uklęknęłam i zaproponowałam jakąś wspólną aktywność po powrocie do domu. Często jednak bywają takie sytuacje, kiedy empatia to ostatnia rzecz która przychodzi mi na myśl. Mam ochotę ubrać się i trzasnąć za sobą drzwiami.

Co wtedy robię?

Muszę zadbać o siebie. Jeszcze kilka miesięcy temu były to mocno wygórowane przyjemności. Kawa ze znajomymi na mieści czy wyjście do kina. Dziś energię czerpię z 5 minutowego stania pod prysznicem czy wyjścia na chwilę do sklepu, chociażby tego na osiedlu. Wczoraj ukojenie dała mi przejażdżka autem z głośną ulubioną muzyką. Bywają takie dni kiedy nie mam wsparcia męża, bo go po prostu nie ma. Wtedy cierpliwie odliczam dni do wieczora. Dzieci śpią, a ja w ciszy po prostu siadam na sofę i przeglądam coś w telefonie. Staję na balkonie i oddycham świeżym powietrzem. Poranki muszą zaczynać się kawą, nie ma wtedy nic bardziej frustrującego jak brak mleka.

Grunt to nie dać się sprowokować!

Nie wiem jak jest u Was, ale jak u mnie machina złości ruszy z całym impetem nie przynosi to nic dobrego. Dziecko w stresie nie słyszy co krzyczy do niego rodzic, a ja czasem też sama nie wiem co mówię. Plączę się w swoich wywodach, a przede mną w Mikołaju pojawia się bunt. Momentami czuję tak wielką złość, mam ochotę na karę. Jednak ciągle powtarzam sobie, że nie tędy droga. Gdzieś ostatnio przeczytałam, że „Dziecko najwięcej miłości potrzebuje wtedy, gdy najmniej na nią zasługuje” i coś w tym jest.

Gdzie się podział usamodzielniony sześciolatek?

Mimo, iż przed narodzinami Matyldy sporo pracowaliśmy nad samodzielnością Mikołaja (mycie, jedzenie, ubieranie, nalewanie wody, sięganie do szafek) to od kilku tygodni ten temat kuleje. Chce żebym go myła, ubierała, karmiła i nawet poprosił mnie o noszenie w chuście. Tym zachowaniem daje nam sygnały, że też chce tak dużej atencji jak siostra. Dużo o tym rozmawiamy, ale i tak jeszcze zdarzają się sytuacji, że kiedy Matylda mocno płacze Mikołaj pokazuje, że tu i teraz też chce żebym się nim zajęła.

Wydaje mi się, że to zbiegło się też z wiekiem. Uważam, że sześciolatki to mocno już pewne siebie i swoich możliwości dzieci i coraz częściej bardzo mocno sygnalizują to swoim zachowaniem, ale to temat na zupełnie inny wpis.

I kiedy tak wszystko nakłada się na siebie, a ja zaczynam się pogrążać jak mi źle i ciężko wybawieniem jest pomoc męża. Nic tak nie wyprowadza mnie wtedy z równowagi jak 10 czy 15 minutowe spóźnienie z pracy do domu. Chodzę jak osa, a zegar jest dla mnie mało łaskawy.

Doceniam, że mogę liczyć na to wsparcie kilka dni w tygodniu, bo często jest też tak, że od samego rana do samej nocy jestem na posterunku sama. Wtedy cisza wieczorna chociażby ta 20 minutowa jest dla mnie zbawienna. Aż sama czasem dziwię się jak szybko potrafi mnie ona regenerować. Stawiam zatem czoła każdemu dniu, szanuję to, że jesteśmy zdrowi, a najgorszy sezon w roku przed nami.

Nie mniej ku pokrzepieniu serc dla tych mam, które są obecnie w podobnej sytuacji, coś na pocieszenie;) Dacie wiarę, że za kilka lat obecni dwudziestolatkowie będę nie przesypiać nocy, słaniać się ze zmęczenia, a my gdzieś pod palmą będziemy spijać chłodne drinki?;) Wydrukujcie to sobie i powieście na lodówkę!

 

Jeżeli chcesz się podzielić tym wpisem ze znajomymi kliknij tutaj lub po prostu polub ten wpis na Facebooku, będzie mi bardzo miło;)

 

 

 

Polecam zajrzeć też tutaj