A jak akceptacja

Ogłaszam nowy cykl na blogu!

W związku z tym, że co jakiś czas dostaję od Was wiadomości w których pytacie o różne kwestie związane z naszą codziennością pomyślałam, że takie wpisy mogą być dla Was odpowiedzią na nie;) Poza tym mam taką wewnętrzną potrzebę zdefiniowania niektórych moich przemyśleń no i lubię pisać, ale to już wiecie.

A jak akceptacja!

Tak bardzo życzyłabym sobie żebyśmy mogli wzajemnie akceptować naszą inność jakkolwiek ona się przejawia. Nasze różnice w poglądach, wyglądzie, w podejmowaniu decyzji i wielu innych kwestiach. Myślę, że kluczem do tego żeby między nami ludźmi była minimalna harmonia jest właśnie akceptacja.

Dziś o akceptacji z różnych punktów widzenia. Jestem przekonana, że akceptacja na wielu różnych podłożach i sferach w życiu jest kluczem do dobrej komunikacji. Jednak mimo wszystko mocno trudna do osiągnięcia. Z roku na rok dochodzę do wniosku, że bycie respektowanym jest ogromną potrzebą w naszym życiu. Jak łatwo by nam się żyło gdybyśmy byli akceptowani na wielu polach. Często robimy wiele wbrew sobie aby to nasze „ja” zostało zaakceptowane.

Akceptacja działań naszego dziecka.

Nigdy bym nie przypuszczała, że jest tak bardzo trudna do osiągnięcia. Mnie ciągle jest trudno zaakceptować pewne zachowania Mikołaja. Po ludzku wkurza mnie to, że w trudnych sytuacji nie może po prostu robić tego, co bym chciała. Często chciałabym żeby przestał „jęczeć” np. z powodu tego, że zapomniał pod spodnie założyć bielizny i znów musi je ściągać, a my właśnie gdzieś się szykujemy i muszę pamiętać o tym żeby nie zapomnieć portfela, pieluch, ubrań na zmianę i kluczyków do auta.

Chciałabym żeby zrobił tak jak chcę i tyle. Jak wtedy byłoby łatwiej i bez nerwów. Jednak po chwili przychodzi opamiętanie (czasem jak emocje mnie poniosą to za późno). Zadaję sobie pytanie czy faktycznie chciałabym żeby postępowania Mikołaja były poczynaniem dla mojej własnej akceptacji jego zachowań czy żeby były tym, co on faktycznie czuje. Taka akceptacja uczuć własnego dziecka. Jakże trudna. Muszę wtedy zadać sobie pytanie dlaczego tego nie akceptuje i dlaczego to jest dla mnie takie trudne. Uświadomienie sobie tego, że ktoś inny może czuć inaczej jest wyjątkowo trudne i przełomowe, szczególnie w relacjach rodzic – dziecko. Owszem, kiedy dziecko widzi, że my nie jesteśmy zadowoleni z danego zachowania potrafi je szybko zmienić i dopasować do oczekiwań dorosłego, tak w imię akceptacji właśnie. Nie jest to jednak kluczem do budowania dobrej relacji.

Poczucie własnej wartości, a akceptacja

Myślę, że moje pokolenie ciągle, albo wręcz na nowo uczy się poczucia własnej wartości. Ja sama mimo, iż wyszłam z domu pełnego miłości, szacunku, zrozumienia musiałam na nabyć większej pewności siebie, zaakceptować we mnie pewne rzeczy. Szkoła zupełnie mi w tym nie pomagała. Ocenianie i rywalizacja nie sprawiały, że moje poczucie akceptacji samej siebie wzrastało. Wręcz przeciwnie.

Mikołaj od początku był wrażliwym dzieckiem. Czuł więcej niż rówieśnicy. Bardzo przeżywał i nie radził sobie z emocjami i porażką np. tymi związanymi z wyjściem na plac zabaw. Próbował gdzieś się wspiąć, nie udawało się i były wielkie łzy, zniechęcenie. Bywały momenty, że miałam dość i po prostu chciałam go z tego placu zabaw zabrać do domu. Nie akceptowałam tego, że sobie nie radzi i szukałam w nim problemu, a problem był we mnie. Nie miałam w sobie na to akceptacji. Bywały momenty, że miałam ochotę wykrzyczeć to, co myślę, ale potem przychodziło opamiętanie.

Chcę żeby moje dzieci czuły, że są akceptowane. Nie chcę ich porównywać, etykietować (z tym bardzo walczę w naszym domu), słowa czasem rzucone mimo uszu trafiają bardzo głęboko. Pamiętam taki wykład z socjologii w którym była mowa o samospełniającym się proroctwie. O tym chyba pisał Zimbardo. Nasze oczekiwania, które determinują zachowanie dzieci. Czyli np. nasze dziecko kilka razy potknie się o ten sam dywan i w zamian dostanie etykietę z napisem „fajtłapa”. Tak bardzo chciałabym żeby moje dziecko akceptowało to, że ktoś może lubić bawić się w Ninjago, a ktoś inny w zbieranie kamieni.

Mikołaj mnie ostatnio zawstydził, bo wyraziłam opinię na temat jego kolegi, a on mi powiedział „Mamo, każdy jest inny, nie można oceniać ludzi po wyglądzie”. Jak on mi zaimponował. Tak bardzo chciałabym żebyśmy my rodzice bezwarunkowo akceptowali nasze dzieci, bo to klucz do ich wiary w siebie. Ja mam do siebie w tej kwestii dużo do zarzucenia, ale staram się codziennie naprawiać te błędy, bo rodzicielstwo bliskości z więcej niż jednym dzieckiem jest dużo trudniejsze.

Juul pisał, że samoakceptacja pozwala radzić sobie ze stresem, obciążeniem psychicznym, niepowodzeniami. Tak bardzo życzyłabym sobie żeby moje dzieci samoakceptowały siebie. Przed nami szkoła. We wrześniu Mikołaj zmieni otoczenie, miejsce, ludzi dookoła, tak mocno wierzę, że poradzi sobie z tym nowym wyzwaniem, ale też wiem ile my rodzice musimy odrobić lekcji żeby one nabrały tej ufności, że będzie dobrze, że zaadaptuje się w nowej rzeczywistości.

Zatem akceptacja dzieci to fakt respektowania ich takimi jakie są, a nie takimi jakie chcielibyśmy żeby były. To ogromnie trudne. Ogromnie, wiem. Sama nadal się tego uczę!

Akceptacja danego stanu rzeczy.

Nawet nie wiecie jak bardzo nie umiem zaakceptować tego, że moja córka budzi się w nocy nawet kilkanaście razy. W dzień ta akceptacja nawet mi wychodzi i podchodzę do tego jak do stanu przejściowego, ale pod osłoną nocy bywają momenty totalnego załamania. Po 6 latach na nowo uczę się akceptować fakt, że chodzę jak cień i mój poziom frustracji sięga zenitu.

Tak samo trudno jest mi się pogodzić z tym, że w naszym domu i otoczeniu panuje tak wielki chaos. Mam sporego bzika na punkcie porządków, nie jestem typ typem, który przymyka oko na brudne naczynia w zmywarce czy szczoteczkę do zębów, którą ciężko odkleić od blatu. Do pracy potrzebuję uporządkowanego miejsca dookoła mnie. Zmagam się z tym i nie umiem zaakceptować faktu, że może już tak będzie na dłużej.

Na wiele rzeczy nie mam wpływu. Przypomniało mi się jak chwilę po urodzeniu Matyldy wymieniałam się wiadomościami ze znajomą i użalałam się nad tym jak mocno nie kontroluję tego, co się dzieje dookoła mnie (Alicja – pozdrawiam Cię) i Ona mi napisała, że kiedy była w podobnej sytuacji, chociaż może trudniejszej, bo po urodzeniu synka byli w trakcie przeprowadzki. Patrzyła na swoje nierozpakowane kartony i szlag ją trafiał, ale doszła do fajnego wniosku. Zaakceptowała ten stan, że jest potrzebna maluchowi i nie rozpakuje tych kartonów w jeden dzień. Założyła sobie, że będzie robiła jedną rzecz dziennie. Genialne pomyślałam! Będę miała coś zrobione, nie za wszelką cenę, ale jednak w ciągu całego dnia uda mi się osiągnąć ten cel. Dlatego tak ważne jest przepracowanie w głowie naszych oczekiwań i akceptacja tego jak jest w danym momencie. Teraz już będąc mamą dwójki wiem, że to przecież stan przejściowy.

Akceptacja własnego ciała

Trwa akcja #10yearchallenge i nawet nie wiecie jak bardzo lubię siebie obecną niż tą 10 lat mniej mimo, iż tyle może i bym znów chciała mieć. Ileż ja miałam 10 lat temu kompleksów. Za małe piersi, za krótki tułów, cienkie włosy, masywne kolana…mam wymieniać dalej? A dziś! Dziś siebie naprawdę akceptuje. Może gdybym jeszcze więcej spała byłoby lepiej, ale nie czułam się tak dobrze ze sobą nigdy wcześniej. Urodziłam przecież dwoje dzieci, mam swoje 34 lata i jest mi z tym cholernie dobrze! Cieszę się, że mówi się sporo o zmianach w ciele kobiety i o tym, że te zmiany czynią nas jeszcze piękniejszymi. Cieszę się, że pokazuje się rozstępy po ciąży czy blizny po cc. To nasze ciało z historią, często najpiękniejszą jaka nam się przytrafiła.

Akceptacja partnera

No i tutaj myślę, że jest tak samo trudno jak w przypadku tej akceptacji naszych dzieci. Dobieramy się w pary i oczekujemy, że nasze oczekiwania nie spotkają się z rozczarowaniem. Akceptować drugiego człowieka to danie zielonego światła na ten cały bagaż psychiczny, zalety, ale też i wady. Sukcesy życiowe i porażki. Ciągle próbuję wyzbyć się przekonania, że partner nie musi być taki jak ja, nie musi tak samo myśleć, podejmować takich samych decyzji i działać w ten sam sposób. Dlatego tak trudno czasem o akceptację zachowań drugiego człowieka, a kiedy w parze idzie jeszcze zmęczenie, choroby i zima, której nie ma i wiosny, której nie widać może zgrzytać. Myślę, że na gruncie bezwarunkowej akceptacji może rozwinąć się dobra komunikacja i oczywiście bezwarunkowa miłość.

Zatem starajmy się o samoakceptacje i akceptację tych wszystkich, którzy nas otaczają.

We wpisie pojawiło się nosidło Tula Explore Everblue i tenisówki dla mam Tula Play.

Zdjęcia Paulina Kania


print

Polecam zajrzeć też tutaj