B jak (prawie) BLW

Rozszerzanie diety budzi wiele emocji, może też spędzać sen z powiek rodzicom i przysporzyć sporo stresu. Z perspektywy mamy drugiego dziecka, które właśnie jest w trakcie przygody z tym tematem muszę Wam napisać, że jestem na zupełnie innym etapie;) Trochę już o tym pisałam pod tym wpisem.

Wtedy jeszcze to był temat bardziej w teorii, dziś napiszę Wam jak to wygląda u nas w praktyce.

GOTOWOŚĆ!

Myślę, że to totalnie kluczowa sprawa i to po stronie rodziców jak i dziecka. Z jednej strony bardzo czekałam na ten moment, a z drugiej miałam sporego pietra, mówię Wam! Chyba bardziej stresowałam się teraz niż przy Mikołaju. Chociaż jak mam być szczera to już zapomniałam jakie mi wtedy towarzyszyły emocje. Natomiast temat rozszerzania diety u Matyldy to świeży temat, więc napiszę Wam jak u nas to wyglądało.

Kiedy w kalendarzu minął magiczny 6 miesiąc zasiadłam z Matyldą na kolanach do stołu i podałam awokado, a potem jeszcze brokuła. Awokado wielka miłość od początku (po mnie chyba) natomiast brokuł! Dawno nie widziałam tak skwaszonej miny Matyldy. Zupełnie jakby ją wkurzała konsystencja. Z każdym innym warzywem było podobnie, więc po kilku dniach odpuściłam. Myślę, że to też było spowodowane tym, że Matylda w tym czasie była w trakcie infekcji i po prostu może czuła dyskomfort. Po 2 tygodniach, wraz z końcem infekcji przyszła wielka zmiana. Matyldzie ewidentnie jedzenie sprawiało radość i fun! Przez cały miesiąc, a nawet 6 tygodni Matylda jadła siedząc u mnie na kolanach. W zeszłym tygodniu przyszło do nas krzesełko Up&Down marki Beaba.

Będzie o nim jeszcze osobny wpis, ale już teraz muszę Wam napisać, że mimo, iż długo się nad nim dumałam to jestem z niego bardzo zadowolona! Uwielbiam za 6-stopniowa regulacja wysokości. W prawdzie Matylda siada do niego tylko i wyłącznie do posiłków, jest o krok od samodzielnego siedzenia. Nie mniej cieszę się, żę będzie mogła uczestniczyć w zabawach i rodzinnych posiłkach przy małym stoliku, stole w jadalni czy kuchennym blacie. Wystarczy jedno kliknięcie.

CO JE MATYLDA?

Najpierw dawałam jedno danie dziennie, przeważnie śniadaniowe. Kasza jaglana, płatki ryżowe, jaglane, kasze Mamuko. Kiedy zaczęła 7 miesiąc wjechały omlety, placuszki, była już jajecznica. Aktualnie Matylda ma 7,5 miesiąca i nasz schemat wygląda mniej więcej w taki sposób. W dalszym ciągu moje mleko jest na pierwszym miejscu.

  • 5:30 – 6:00 pobudka mleko
  • 7:00 – 8:00 śniadanie
  • 8:30 – 9:00 pierwsza drzemka (mleko)
  • do 12 pierś na żądanie
  • 12:00 – 13:00 drzemka (mleko)
  • 13:00 – 14:00 obiad + mleko
  • 15:00 – 15:30 drzemka (mleko)
  • 16:00 – 16:30 owoc
  • od 15:00 – 19:00 mleko na żądanie
  • 19:00 spanie

A potem to już wiadomo mleko, mleko, mleko;)

OD CZEGO ZACZĄĆ?

Oczywiście dobrze mieć zaplecze w postaci gadżetów do samodzielnego jedzenia, pisałam już o nich tutaj. Jednak znów bardziej w teorii. Jestem za tym żeby nie spieszyć się z wkładaniem jeszcze niesiedzących dzieci do krzesełek. Samodzielne siedzenie w przypadku 6 miesięcznego dziecka to kwestia kilku tygodni, na same posiłki takie już prawie siedzące i nie chwiejące się na boki dzieci ok, ale gdyby Matylda zupełnie nie trzymała pionu dalej jadłabym z pozycji moich kolan. Wiemy, że BLW nie przewiduje łyżeczki, ale ja do tego podeszłam zupełnie na luzie i nie biczuję się za to, że Matylda czasem zje coś co przypomina papkę. W takiej formie zjada np. kasze jaglaną o poranku czy starte jabłko z kaszką Mumuko. Chociaż ona chyba BLW potraktowała bardziej poważnie, bo zabiera mi tą łyżeczkę, zbiera co na niej do jedzenia i wkłada sobie do buzi;)

Swoją drogą jeżeli bywają takie dni, że musicie na szybko zrobić coś do jedzenia to te kaszki mogę Wam polecić z całego serca. Mają tak prosty skład i są zupełnie bez niepotrzebnych dodatków! Idealne np. na wakacje. Wracając do łyżeczki muszę Wam napisać o tych świetnych marki Spuni! Pech, jedną gdzieś zgubiliśmy, więc będę musiała się zaopatrzyć w jeszcze jeden komplet, ale są naprawdę świetne! Ważna kwestia! SPUNI to pierwsza łyżeczka do karmienia niemowląt, której opatentowany kształt zachęca dziecko do zassania i połknięcia pokarmu. Innowacyjny design ułatwia jedzenie.

Naczynia! Tutaj na początku kierowałam się designem, bo tak mi już dawno do gustu przypadł zestaw z Liewood, że musiałam go mieć, a jak znalazłam w promocji to już w ogóle się nie zastanawiałam. Jednak szczerze to jest zestaw do jedzenia „na później”, kiedy już to samodzielne jedzenie będzie już mniej ekspresyjne:D Jednak przynacie, że cudo!

Zatem ten piękny zestaw na zaś. Aby uniknąć nudy i urozmaicać Matyldzie formy podawania posiłków zastawa u nas różna. Czasem po prostu kładę na blacie krzesełka, ale lubię jak ma podane w ładnej formie, więc u nas zamiennie posiłki podawane są na macie silikonowej z EZPZ, którą bardzo lubię za przegródki i małe rozmiary klik. W obiegu też silikonowy talerzyk Mikokoioi, który znów lubię za to, że ma przyssawką zapobiegającą przesuwanie i zrzucanie talerzyka;)

Podstawą przy posiłkach jest zdecydowanie śliniak i jeszcze raz fartuszek;) Tak! Fartuszki są na samym początku najlepsze! Nie znalazłam nic „ładnego”, więc dobra dusza kupiła mi piękny fartuszek z Liewood właśnie w UK, ale dobra wiadomość! Niedługo mają pojawić się w Moon Kids. Nie mniej dla mnie to jakikolwiek ratunek przed całkowitym przebieraniem po jedzeniu. Matylda ma je w uszach, oczach i na skarpetach, nie wspominając już o bodach, ale to normalne, przy BLW bałagan to coś zupełnie naturalnego;) Jeżeli są posiłki mniej „brudzące” zamieniam na świetny śliniak z kieszonką na szelkach z Minikoiko. Jest świetnie zaprojektowany, bo zapinany na plecach dziecka. Dzięki temu nie przesuwa się wokół szyi, a dziecko nie odczuwa dyskomfortu i nie próbuje go ściągać.

A to nasz cały śliniakowy asortyment;)

1.+2. Liewood klik,klik 3. Aden&Anais klik, 4. Minikoioi klik

Moim wielkim sukcesem przy rozszerzaniu diety u Mikołaja był fakt picia wody. Od samego początku pił tylko i wyłącznie wodę, żadnych soczków, przecierków czy innych tego typu napojów. Jeżeli ma teraz wybrać między sokiem a wodą wybiera wodę. Matyldzie też podajemy wodę. Mamy i Doidy Cup i bidon Bbox. Doidy jeszcze nie ogarnia, ale od zeszłego tygodnia zaczęła pić z Bboxa, więc to wielki krok.

Do zadań specjalnych mamy genialne urządzenie! Mowa o Babycook marki Beaba. Myślałam sobie, że to zbędny gadżet, bo przecież można warzywa ugotować w garnku, a zamrożone owoce odłożyć na kilka godzin do odmrożenia, ale to wielofunkcyjne urządzenie pomaga mi naprawdę zaoszczędzić sporo czasu. Robimy w nim musy, blendujemy kasze na placki, gotujemy warzywa na parze. O Babycook będę jeszcze pisała przy okazji cyklicznych wpisów z propozycjami przepisów dla Was, ale już dziś jak ktoś z Was się waha nad zakupem, polecam;) ps. będzie też konkurs;)

Podsumowując chciałabym Wam jeszcze napisać żebyście pozwolili dzieciom na zabawę jedzeniem, na poznawanie konsystencji, struktury, smaków. Żebyście im zaufali (piszę to też do siebie). Jedzenie ma być dla nich przyjemnością, a nie codziennym obowiązkiem.

Jeżeli wpis wydał Wam się wartościowy to będzie mi miło jeżeli go udostępnicie u siebie na FB;)


print

Polecam zajrzeć też tutaj