marcowe wow

Nie muszę mówić, że znów jestem pod wrażeniem, że to już kolejny miesiąc za nami. Prawie dwie nogi zanurzone w wiośnie, która i cuci i odurza jednocześnie. Od kilku dni walczę z dwoma wrogami – niemocą połączoną ze zmęczeniem i przesileniem.

No, ale to minie, musi! Tymczasem wow zeszłego miesiąca do poczytania dla Was.

MODA

Z początkiem marca pojawiły się nowe kolekcję. Tak, jak zeszłe sezony rzucałam się na nie bez większego zastanowienia tak w tym roku z dużą dozą dystansu. Właściwie nic jakoś szczególnie mnie nie zachwyciło. Przejrzałam swoją szafę wzdłuż i wszerz i oddałam to, co nosić już nie będę i tak naprawdę prócz 2,3 tiszertów, sukienki może jednej, spodni nie potrzebuję niczego. No, ale zawsze można sobie pomarzyć. Obuw zawsze mile widziany i torebka, ale to znów bez szaleństw. Mocno zatem w oko mi wpadły te spodnie, te w sumie też klik, sukienka klik. Do tego dorzucam buty i portfel klik .

KOSMETYKI

Znów bez jakiegoś totalnego szału. W związku z tym, że jesteśmy przy kosmetykach to naszła mnie taka refleksja. Kocham ten zero waste’owy trend, który właśnie nastał, ale nie rozumiem jednego! Obserwuję duże konta, które mocno kładą nacisk na zmianę myślenia o redukcji plastiku, o chemii minimalizmie, ale w kontrze do tego 5 razy w tygodniu rozpakowują coraz to nowsze wielkie paki z coraz to nowszymi produktami. Rozumiem, że aby trafić na dobry szampon w kostce trzeba trochę potestować i poszukać, ale to mi się totalnie kłóci z tą całą ideą zero waste. Takie moje wolne wnioski. No, ale jak już jesteśmy przy kosmetykach i rzeczach z nimi związanymi to po pierwsze krem Weleda, kupiłam i jestem w zupełnym zachwycie. To mocno tłusty produkt, ale tak bardzo nawilżył moją skórę, że kończę już tubkę i zamawiam kolejną. Mimo, iż jestem mocno zmęczona i niewyspana moja cera wygląda dzięki niemu naprawdę dobrze.

Zamieniłam ten szczoteczkę plastikową na tą z bambusa i póki co bardzo na tak. Myślałam, że nie moja buzia nie będzie umiała sobie poradzić ze strukturą, ale jest spoko! Za moment wymieniam chopakom. Moją mam stąd. Kiedy miałam naście lat (takie totalne początki) i spędzałam wakacje u dziadków to przy wieczornej kąpieli podkradałam dziadkowi maszynkę do golenia z wymiennymi żyletkami. Ile bym dała żeby ją teraz mieć! Mamy w Poznaniu taki fajny sklep w którym można kupić właśnie taką maszynkę. To będzie mój kolejny krok do eliminacji plastiku na rzecz czegoś wielorazowego. Aktualnie niedostępna, ale obserwuję bacznie! Maszynka tutaj. Na koniec piękna perełka! Marka Alkemie właśnie wypuściła najnowszą serię produktów, a opakowania powstały przy współpracy z artystami. Biorę za same opakowania! Zestaw zawiera krem i booster. Jeżeli skończą mi się moje wszystkie kremy spróbuję właśnie ich produktów. Muszę tylko sprawdzić jak są pakowane.

KSIĄŻKI

Na Dzień Kobiet dostałam od chłopaków książkę„Becoming”. Jak ta książka mnie wciągnęła. Jakie to lekkie pióro, jak dobrze napisana i ile z niej „wyciągam” dla siebie każdego wieczora. Szkoda jedynie, że jestem w stanie przebrnąć z moimi ciężkimi oczami tylko dwie strony maksymalnie.

DOM

Mam wielką ochotę wysprzątać w moim domu, dostać się za każdą szafę i zakamarek łóżka, poprzesuwać, zmienić, przewiesić tylko, że nie ma chętnych do pomocy. Mam związane ręce z Matyldą i moje zmienianie przestrzeni kończy się tylko na wytarciu blatu i włożeniu naczyń do zmywarki. No, ale ze spokojem, ze spokojem. Przyjdzie na to czas. Tymczasem mogę coś jeszcze przewiesić lub zawiesić i tak też z sentymentu zamówiłam sobie plakat. Ryszard Kaja i Jego plakaty chodzą mi po głowie od dawna. Długo dumałam i padło na Szczecin. Do tego jeszcze dorzucam kilka doniczek i kwiat nowy i od razu mi lepiej!

MAŁE PRZYJEMNOŚCI

Taka nowość z tym cyklu. Tak, chcę mieć chwilę czasem na swoje małe przyjemności. Tym razem marzę o długiej kąpieli z tą świecą obok, a potem z balsamem antycellulitowym. Takie przyjemne z pożytecznym;)

print

Polecam zajrzeć też tutaj