5 sposobów na to żeby codzienność była przyjemna i dla mamy i dla dzieci

My mamy wiemy dobrze jak każdy kolejny dzień różni się od następnego. Czasem wszystko idzie gładki i wręcz płynie, a czasem przeciwnie. Od rana potykamy się nie tylko o zabawki, ale też o problemy i przeciwności losu. A coś coś boli nasze dzieci, a to skończyło się mleko do kawy, a to nie ma już ulubionego arbuza,. Są dni kiedy okazuje się, że jak już mamy gdzieś wyjść to zaczyna lać deszcz, a po drodze jeszcze gdzieś nagle zaginie ulubiony ludzik z Lego. No która mama tego nie zna?!

Każda z nas ma też w głowie ustalone codzienne priorytety i plan jak „przeżyć” kolejny dzień w chociażby względnym spokoju. Dla niektórych ważne są zbilansowane posiłki, na innych bezpieczeństwo podczas zabaw. Jeszcze inne mają na względzie przede wszystkim swój komfort i święty spokój, więc odpuszczają porządki i połowę dnia spędzają na dywanie z dziećmi. Ciągle uważam, że aby zaspokojone były potrzeby naszych dzieci trzeba chociażby odrobinę zaspokoić swoje. Ja na przykład muszę zacząć dzień od kawy, inaczej zamieniam się w osę.

Lubię czuć balans pomiędzy byciem mamą, a kobietą. Trudno jest szczególnie będąc sam na sam z dziećmi bez żadnego wsparcia zadbać o swój komfort. Z tej strefy komfortu wychodzę w ciągu dnia kilka dobrych razy dziennie. Dziś napiszę Wam o tym co jest dla mnie priorytetem, kiedy te dni są słabsze i gorsze co robię żeby je przeżyć nie polegając na polu bitwy.

  • POSIŁKI

Kiedy wiem, że zostaję sama na posterunku na kilka dni zaopatruję się w podstawowe produkty, dzięki którym mogę coś szybko i zdrowo ugotować. Nie przepadam za wyprawami do warzywniaka z moją dwójką, bo po pierwsze albo o czymś zapominam albo czegoś biorę za dużo, bo np. Mikołaj usilnie musi coś zawsze dorzucić od siebie do koszyka. Dla mnie codziennym priorytetem są właśnie posiłki. Kiedy wiem, że moje dzieci mają pełne brzuchy, w których znajdują się owoce, warzywa, kasza i nabiał, to już jakby połowa sukcesu w danym dniu. Lubię improwizować, ale jak mam wolny czas i wolną głowę wieczorem, to planuję sobie posiłki na kolejny dzień. Czasem nawet na kilka kolejnych dni i wtedy wiem, że z głodu nie umrzemy.

  • PIELĘGNACJA I OCHRONA

Mam totalnego bzika na punkcie pielęgnacji i ochrony. Wiem, że jeżeli ta kwestia nie jest zaspokojona u moich dzieci i jest jakiś dyskomfort w postaci odparzeń czy podrażnień, to cierpi cała rodzina. Kiedy coś dzieje się u Matyldy najlepiej sprawdza się nam  Sudocrem w słoiczku.

Sprawdziłam go w ciągu kilku ostatnich gorących dni. To krem do stosowania, gdy skóra dziecka wymaga dodatkowej uwagi ze względu na pojawiające się odparzenia. Jego podstawowym składnikiem jest tlenek cynku, który działa przeciwbakteryjnie i osuszająco na odparzoną skórę. Dodatkowo chroni i łagodzi delikatną skórę dziecka przed dalszym podrażnieniem.

Dopiero niedawno odkryłam, że Sudocrem w słoiczku różni się zupełnie od tego w tubce. Sudocrem care & protect jest maścią do codziennego stosowania pod pieluszką, aby uchronić malucha przed odparzeniami. Zapobiega odparzeniom dzięki temu, że ma potrójne działanie: tworzy barierę ochronną na skórze dziecka, zabezpiecza przed zakażeniami i odżywia delikatną skórę.

Mocno sobie chwalę wariant care & protect gdyż zawiera pantenol i witaminę E oraz naturalne konserwanty, nie ma w składzie tlenku cynku, nie zawiera parabenów i można go stosować już od pierwszych dni życia.

  • RYTUAŁY

Bez nich „leżymy”. Swój poranek zaczynam od kawy i śniadania dla dzieci. Czas wakacyjny rządził się swoimi prawami, ale właśnie rozpoczynamy szkolny i znów porannym priorytetem będzie szybka organizacja. U Mikołaja w szkole są mundurki, więc problem z postaci dumania nad odzieżą nam odpada. Wcześniej też przygotowane mam ubranie dla siebie i Matysi. No lubię mieć w tek kwestii spokój. Ja wiem, że moją podstawą do względnego braku chaosu i poranku jest dobra organizacja i rytuały. Po odwiezieniu Mikołaja do szkoły zahaczam o ryneczek w którym zaopatruje się w potrzebne mi rzeczy do obiadu. Potem koło południa następuje drzemka Matyldy, a jak w tym czasie robię obiad i pracuje przy komputerze. Po obiedzie jedziemy po Mikołaja, a potem już spędzamy czas razem. Dla mnie mocno ważne są wieczorne rytuały. Kolacja, kąpiel, czytanie i sen dzieci. Najpierw usypiam Matyśkę, potem Mikołaja, bywają oczywiście od tego odchylenia, bo Matylda nie zawsze kwapi się do spania, więc kolejność odwracam. najpierw Mikołaj, potem Matylda. Koło 21 mam już czas tylko na swoje sprawy i ewentualnie jeżeli jest Tomek w domu to spędzam ten czas z nim właśnie.

  • WZGLEDNY PORZĄDEK

No tak już mam, że aby sprawnie funkcjonować w ciągu dnia muszę mieć dookoła siebie ład i porządek, taki w miarę względny oczywiście, bo jak mam Mikołaja cały dzień w domu jak to miało miejsce cały sierpień to odnosiłam wrażenie, że wykonuje syzyfową pracę. W niektóre obowiązki zaangażowałam Mikołaja, nie sprzątam po nim po posiłku czy kąpieli. On wie, że musi to robić za siebie. Jestem typem, który nie skupi się na pracy, kiedy w zlewie zalega stos naczyń, więc nim usiądę do komputera muszę mieć ogarniętą przestrzeń dookoła siebie.

  • UŚMIECH NA BUZI I WSPÓLNE ZABAWY NA ZEWNĄTRZ

To chyba taki numer jeden u nas! Kocham lato za to, że możemy długo i często przebywać na świeżym powietrzu, moim dzieciom do pełni szczęścia potrzebny jest tylko i wyłącznie osiedlowy plac zabaw czyli huśtawka i pełna piachu piaskownica dla Matyldy, a w przypadku Mikołaja „banda osiedlowa” do zabaw i misji. Nie ingeruję w ich zabawy i ten czas póki sami tego nie oczekują. Nie ma nic piękniejszego niż wracające pod wieczór umorusane i bose dzieci do domu. No wyłączając te kilogramy piachu, które przynoszą w swoich butach. Dużo na zewnątrz i uśmiech gwarantowany. Zabieram wtedy ze sobą wodę, przekąski, pieluszki i maść Sudocrem care & protect.

Wpis powstał przy współpracy z marką Sudocrem.

print

Polecam zajrzeć też tutaj