Alicante w lutym

Według mnie mocno turystyczne miejsca warto odwiedzać z dziećmi właśnie poza sezonem. Cieszę się, że tak zobaczyliśmy późną jesienią Positano i okolice, ale i też Alicante z którego niedawno powróciliśmy. Sporo słyszałam o tym kierunku pozytywnych rzeczy, ale też sporo docierało do mnie głosów typu: „za dużo ludzi”, „za bardzo turystyczne”, „betonowe” itd.

Dostałam od Was dziesiątki wiadomości w których pisaliście, że nie poznajecie tych plaż, które my odwiedzaliśmy, że takie puste, że bez ludzi i tłumów. Tak, tak faktycznie jest teraz poza sezonem. To według mnie idealny czas na urlop właśnie z dziećmi. Nie ma tłumów, temperatura oscyluje w granicach 15-20 stopni, ciągłe słońce! No niczego nie brakuje nam w lutym czy styczniu jak właśnie tego słońca.

LOT

Nasze loty wybieramy tak żeby mocno nie zaburzyły rytmu doby naszych dzieci, szczególnie Matyldy. Tym razem znów lecieliśmy z Wrocławia. Lot mieliśmy o 18:30. Z domu wyjechaliśmy sobie na spanie Matyldy, zjedliśmy na spokojnie (żartuję) obiad, a potem pojechaliśmy na lotnisko. W Alicante lądowaliśmy po 21, Matylda usnęła podczas lądowania przy piersi (tutaj ta pierś mnie mocno ratowała).

HOTEL

Nasz hotel nie był usytuowany w samym Alicante. Spaliśmy zaraz przy plaży San Juan. Mocno polecam Wam właśnie te okolice. Nie są tak mocno oblegane jak samo centrum Alicante. Jest cudowna szeroka plaża z genialnymi placami zabaw na piachu ( no nie mogli tego wymyślić lepiej). Przy plaży jest szeroki deptak po którym można spacerować. Pytaliście o nasz hotel. Spaliśmy w hotelu Almirante. Duży plus za pokój z widokiem na wschód słońca przy plaży. Do samej plaży mieliśmy może 5 minut wolnym krokiem, śniadania na 4+ (mogło być więcej warzyw i mniej słodkiego), cichy, z miłą i pomocną obsługą i fajną biblioteczką w patio hotelowym.

ALICANTE

W związku z tym, że Matylda nie znosi po stokroć jazd autem wybieraliśmy miejsca do zwiedzania oddalone max 50 km od naszego hotelu. Nie chcieliśmy męczyć i nas i Matyldy. Wiemy, że ten etap za 2, 3 lata minie i musimy do tego przywyknąć. Nie mniej samego podróżowania nie porzucimy dlatego tylko, że są awarie w aucie;)

Samo Alicante jak mam być szczera (a ja tu zawsze) nie do końca w naszym klimacie. Może gdyby zrównać z ziemią te wszystkie wielkie molochy hotele to byłoby naprawdę piękne, ale póki co te molochy rosną jak grzyby do deszczu i idzie to niestety w złą stronę. Trochę smutno, bo plaża przy której mieliśmy hotel jest naprawdę cudowna i aż żal, że pozwalają na taką zabudowę. Zatem w samym Alicante ograniczaliśmy się tylko do spacerów po plaży i dookoła plaży. Jeżeli miałabym polecić coś w samym Alicante to byłaby to Castillo de Santa Bárbara – zabytkowa warownia, położona na wysokiej skale nad starym miastem w Alicante. Stanowi dominantę panoramy miasta od strony Morza Śródziemnego. Zamek znajduje się na wysokości 166 m n.p.m., na nagiej, jasnej skale i to miejsce bardzo nam się podobało. Było bardzo mało ludzi i mogliśmy sobie na spokojnie pospacerować dookoła.

VILLAJOYOSA

To miejscowość oddalona około 30 km od Alicante. My ją chcieliśmy zobaczyć z dwóch powodów. Po pierwsze fabryka czekolady, a po drugie kolorowe domki przy plaży. Sama fabryka czekolady Valor była atrakcją dla Mikołaja. Pierwsza część ciut nudna, bo w języku Hiszpańskim, więc nie wiele zrozumieliśmy z Mikołajem, ale druga to już sama fabryka i degustacja. Zwiedzanie trwa koło 45 minut, bilety darmowe. Dwa razy dziennie przewodnik anglojęzyczny, ale my weszliśmy, bo akurat Matylda spała i nam to bardzo pasowało.

Sama plaża bardzo piękna, szeroka, ale to znów okres poza sezonem, więc nie wiem jak sprawy się mają w czerwcu czy lipcu. Kolorowe domki nadają rzeczywiście pięknego klimatu.

BENIDORM

Gdybym miała raz jeszcze możliwość odwiedzić to miasteczko powiedziałabym „nie, dziękuję”. Kiczowate, architektura ręce opadają. Mimo lutego sporo ludzi, hałas. Zupełnie jestem na nie, ale byliśmy, widzieliśmy;) Dziękuję!

GUADALEST

Guadalest to czysty przypadek. Naszym celem była Altea, ale Matysia nam usnęła w aucie, więc wykorzystaliśmy ten moment i pojechaliśmy dalej. To był strzał w 10! To jest nasz klimat zdecydowanie. Guadalest to małe miasteczko (populacja około 200 mieszkańców) w górskiej części Marina Baixa, oddalone o około 21 kilometrów od Benidorm i również kilkadziesiąt kilometrów od Alicante, stolicy prowincji. Przepiękne miejsce, malownicze i kolorowe.

Dotarcie tu wymaga to pewnego wysiłku fizycznego. Wynagradzają go jednak z nawiązką bajeczne widoki. Guadalest otaczają w dolinach i rosnące na skalnych tarasach gaje oliwne, migdałowe, a niżej także pomarańczowe. Po przejściu wspomnianego tunelu wchodzi się do miasteczka i górującej nad nim twierdzy.

Dla nas to zdecydowanie must jeżeli chodzi o Alicante i okolice.

ALTEA

Do Altea wybieraliśmy się codziennie i nie mogliśmy dotrzeć, nawet już był plan żeby zrezygnować, ale trochę się uparłam i dotarliśmy tam w dzień przed wylotem. To był piękny, słoneczny, wręcz prawie letni dzień. Altea polecana była przez Was kilka razy. Wspominaliście żeby nie brać wózka, bo na samą górę prowadzą schody. No u nas nie ma opcji w okolicach południa bez wózka, bo Matylda musiała „zaliczyć” drzemkę, ale udało się. Piękne widoki, klimatyczne uliczki, znów mało ludzi. Przypomina mi trochę greckie Santorini ze względu na białe domki dookoła. Bardzo ładna zabudowa, plaża już mniej ciekawa.

Polecaliście też nam Cala La Granadella i Playa de Moraig, ale no ze wglądu na Matyldę nie udało nam się jej zobaczyć. Może kiedyś…Nie mniej jak wybieracie się do Alicante, a nic Was nie ogranicza to zapiszcie sobie te miejsca;)

JEDZENIE

Zawsze przed wyjazdem wcześniej robię rozeznanie we wszelkich miejscach „do jedzenia”. Tym razem mieliśmy jedno, idealne, najlepsze miejsce z polecenia i wracaliśmy tam niemal codziennie. Raz daliśmy się namówić na coś innego i mocno tego żałowaliśmy. Mianowicie w Alicante „stołowaliśmy” się w bardzo zwykłym/niezwykłym miejscu. Gdybym miała tam trafić przy okazji pewnie weszłabym i wyszła. Bardzo skromna, bez wyrazu, ale z samymi tubylcami knajpka. Mowa o Cerveceria Jesus. Lokalne jedzenie, w niedzielę musieliśmy wręcz czekać na jedzenie. Mikołaj jadał rybę i warzywa, Matyldzie przypadła do gustu nasza paella. My ją jedliśmy codziennie, no coś niesamowitego! Mocno Wam polecam to miejsce!

Mam mocno mieszane uczucia jeżeli chodzi o Alicante. Urlop sam w sobie był cudowny, słońce, plaża, spacery, dzieci w siódmym niebie, a jak i one to i my. Okolice równie urocze. Nie mniej w sezonie chyba bym Alicante odpuściła. Urlop tutaj właśnie naszą zimą lub jesienią to strzał w 10!

print

Polecam zajrzeć też tutaj