Marcowe wow

Marzec to nas tak przygniótł pod każdym względem, że wow! Ale no było, minęło i trzeba czekać na lepsze czasy. Nie mniej wielkim wow były dwa małe stworzenia, które pojawiły się naszej rodzinie, dwa cudne bobasy! Kiedy ciotka Was zobaczy?! Co za czasy!

Oczywiście cycki do góry (jakkolwiek to w mojej obecnej sytuacji brzmi) i do przodu. Mam dla Was na „pocieszenie” kilka dobrych wow i nie ma co się smucić!

MODA

Takie czasy, że sobie można tylko w sieci pooglądać to i owo i może i lepiej. Ja już dawno porzuciłam zakupy stacjonarne i on line jakby też mocno, ale zerkam tu i ówdzie, nie powiem. Tak też oto te buty „chodzą” za mną mocno, oj mocno. Zresztą ja do obuwia no mam słabość, nie ma co się oszukiwać. No, ale póki co na zerkaniu się kończy. Chwalę sobie, że dres fajny jest i dla mnie i po domu i na wyjścia wszelakie na plac zabaw. Taka anegdota przy okazji. Mąż kupił sobie nowe buty i mówi, te będę miał do pracy, a tamte na plac zabaw:D takie teraz okoliczności przyrody:D

No i już jak o bluzie mowa to zapytujecie co to za róż na sobie miewam od czasu do czasu. A no to ta bluza za dobrą cenę i skład też. Są dostępne w innych kolorach też. Do całości dorzucam Wam koszulkę, którą sobie sprawiłam na Dzień Matki. Wiem, że to daleki temat, ale nie ma co zwlekać i tak póki co będzie czekała na większe, dalsze wyjście w świat, chlip, chlip.

URODA

Makijaż w obecnych czasach zarazy to już u mnie jakoby święto i od święta, no, bo lepiej przecież jak skóra oddycha, a że oddycha tylko w domu to tym szczególniej. Ale, ale! Mam coś na specjalną okazję do warzywniaka czy przed blok do pokopania piłką. To ten puder rozświetlający, dla mnie jak bronzer trochę, bo ciemny kolor. Nigdy bronzerów nie używałam, bo wychodziła z założenia, że jak blond to róż. Nic bardziej mylnego i jak coś gdzieś mi w oko wpadnie to staram się najpierw kupić mini próbkę na próbkę. Tak też zrobiłam tym razem.

KSIĄŻKI

No tak sobie założyłam, że ta kwarantanna będzie mocno okraszona dobrą książką, ale no nie da się. W czasie drzemek albo przy komputerze działam albo okna myję albo coś gotuję, wieczorem spędzam godzinę z Tomkiem, bo potem już do łóżka się kładę, bo nocki jak wiadomo nadal dramatyczne. Jak dzieci na „chodzie” w ciągu dnia to nie ma opcji przeczytać chociażby zdania. ten, kto ma dzieci, wie jak jest,. Ten kto nie ma nie wie, może sobie wyobrażać, a i tak ta wyobraźnia sięga zupełnie w inne rejony niż matek. Nie ma co się oszukiwać. Ale, ale…kończę jedną fajną w miarę luźną książkę „Nie ma” M. Szczygieł. Sporo dobrego o niej czytałam, a, że i w miarę cienka to szybko do końcówki zmierzam. Nie mniej niby wow, ale nie ma tego czegoś czego się spodziewałam po przeczytaniu recenzji. Jestem też po kilkunastu stronach książki „Ciche dni” i tak jak byłam ciut sceptyczna po przeczytani recenzji i opisu tak śmiem twierdzić, że mimo, iż fabuła nie jest jakoś mocno zawrotna to w ciekawy sposób opisuje ludzkie emocje i to z czym zmagamy się często w naszych domach, szczególnie w ostatnich tygodniach.

BIŻUTERIA

Zaczęłam sobie sama tworzyć swoją własną biżuterię. Wybieranie kamyków i minerałów sprawia mi nie lada frajdę i jak tylko mam odrobinę dla siebie to nic mnie tak nie wycisza jak robienie pierścionków czy innych bransoletek. Nawet kilka na sprzedaż wystawiłam, może ktoś chętny będzie.

Nie mniej nadal oglądam to, co w sieci i mocno w moim klimacie te piękne, delikatne, zmysłowe pierścionki i bransoletki od Littlestones. Takie marki powstają jak grzyby po deszczu i super, bo talentów nie można marnować, a za tą biżu kryje się talent! Tak samo w przypadku biżuterii 696 jewelry. Tutaj mocno, mocno w oko mi wpadły pierścionki z kamieniami. Są delikatne i zmysłowe, wielkie wow!

INSPIRACJE

Mówię Wam nie chodzę do kosmetyczki czy innej manikiurzystki, ale jak minie ta cholerna kwarantanna to normalnie z tej radości pójdę sobie i zrobię szalony kolor albo inny wzór, a co! Mam tego sporo zapisanego na Pinterestach, więc jak macie ochotę to zaglądajcie😉 Sporo też tam zapisanych bransoletek właśnie i je kocham oglądać i przeglądać.

FILMY

Wszyscy pewnie teraz ogarniają „Dom z papieru”, my też! Chociaż powiem Wam, że ten serial wprowadza mnie w takie napięcie, że po całym dniu różnych innych napięć aż mnie lekko wkurza, ale no ciekawa jestem dalszych odcinków, a nie ma ich dużo, więc oglądamy. W międzyczasie w dwa wieczory zobaczyliśmy film „Hejter”. Lubię takie kino dające do myślenia, trudne i mocne. Film wielkim moim wow zdecydowanie, ale chyba największym wow w tym filmie jest rola Macieja Musiałowskiego. Normalnie chłopak tak genialnie wcielił się w głównego bohatera, że aż miałam ciarki nie raz! Jak nie widzieliście to koniecznie do obejrzenia!

print

Polecam zajrzeć też tutaj