S jak siła, S jak Sundose

Tak się składa, że jutro skończę 35 lat. Gdyby ktoś pytał na ile się czuję to bez zastanowienia mogę stwierdzić, że na jakieś 10 mniej i to bez ściemy i kokieterii. Wciąż mi bliżej do szaleństwa niż spokojnego, stabilnego życia.

Moja siła to moja rodzina i to, co robię na co dzień.

Rok 2018 i 2019 przeczołgał mnie do granic możliwości. Każdy ma swoją definicję zmęczenia. Ja swoją znam i do tej pory to były moje granice. Mało snu, dużo wysiłku psychicznego i fizycznego. Nowy członek rodziny. Emocje związane z końcem przedszkola Mikołaja i początkiem szkoły.

Problemy z karmieniem piersią, garść rozczarowań, że znów podobnie mocno wymagające drugie dziecko. Mówili, że kolejne będzie inne i trochę na to liczyłam chociaż byłam przygotowana bardziej na „gorzej” niż „lepiej”. Matylda spała jeszcze mniej, a przez pierwsze pół roku dzienne drzemki zaliczała albo na mnie albo w chuście.

Więcej nieprzespanych nocy, więcej zmęczenia, więcej bycia trochę więźniem własnego dziecka, a ja tego nie lubię. Muszę mieć swoją przestrzeń. Dzieci kocham nad życie, ale swoje życie poza dziećmi muszę mieć i każdemu to polecam, bo inaczej frustracja gotowa.

Przywiązane połączone z uwiązaniem. Skrajne emocje. Te dwa lata skupiałam się wyłącznie na własnych dzieciach. Na tym żeby starsze było tak samo dobrze zaopiekowane i młodsze lulane jak tylko zakwili.

Były tygodnie, że siadałam wieczorem i nie mogłam sobie przypomnieć czy i ile zjadłam, czy wzięłam jakąś witaminę czy dopiłam kawę czy herbatę zrobioną w południe.

W końcu powiedziałam sobie dość. Wiem, że istnieją na świecie matki dla których świat poza „dzieciowy” nie istnieje, ale te matki nie będę dobre dla siebie, a jak nie będę dobre dla siebie to nie będę dobre dla otoczenia. Nadejdzie taki moment, że fala frustracji przekroczy dozwoloną normę.

Krok po kroku…

W grudniu obiegłego roku coś we mnie pękło. Poczułam, że muszę zadbać o siebie, bo zaraz nastąpi moment w którym nie będę umiała zadbać o swoją rodzinę.

Zaczęliśmy od kontroli naszego zdrowia. Pod koniec ubiegłego roku zrobiliśmy sobie gruntowne badania. Wyniki każdego z nas bez zarzutu, a ja mimo wszystko już od samego otwarcia oka czułam się zmęczona.

Na początku tego roku mocno też dał mi się we znaki kręgosłup. Były dni, że robiłam obiad siedząc na krześle. Przeszywający ból był tak duży, że wieczorem nie mogłam sobie znaleźć miejsca na sofie.

Umówiłam się do fizjoterapeuty. Okazało się, że moja postawa niczym z czasu ciąży mocno obciąża mój kręgosłup. Poza tym mój komfort snu w tym czasie pozostawiał wiele do życzenia.

Do tego okazało się, że mam dość spore rozejście mięśnia prostego. Wykupiłam pakiet spotkać u fizjoterapeuty i osteopaty. Już po pierwszej wizycie poczułam ulgę. Dostałam kilka ćwiczeń „do domu”, które działały cuda za każdym razem, kiedy znów mój kręgosłup był lekko obciążony i zmęczony.

Do wiwatu w tym czasie też dawała mi Matylda. Noce były jednym wielkim koszmarem. Kilkanaście pobudek każdej nocy, do tego pandemia i ograniczenia na każdym kroku. Miałam serdecznie dość.

Od czego zaczęłam?

  • sen

Odstawiłam Matyldę od nocnego karmienia. Miałam spore opory, wyrzuty sumienia, ale czułam, że dalej nie dam rady. Było trudno o czym mówiłam Wam na stores, na IG. Po kilku tygodniach poczułam ulgę. Zaczęłam się wysypiać i miałam ciut więcej sił, jednak wciąż czułam brak energii, spadek formy, niechęć do podstawowych czynności. Bardzo nie lubię tego stanu. Jestem typem zadaniowca. Mam plan i działam. Robię często odstępstwa. Jednak lubię to, co zaplanowane realizować. Kładę się codziennie w okolicach 23 i to już jest mój stały rytuał.

  • joga/bieganie/pilates/rower czyli R U C H

Nie wyobrażam sobie swojej codzienności bez uprawiania sportów. Jestem typem, który lubi się zmęczyć. Endorfiny, które pojawiają się u mnie po bieganiu czy jodze sprawiają, ze moja energia wraca i czuje wewnętrzne spełnienie. Staram się 3 razy w tygodniu zrobić jakiś mały trening. Chociażby 15 minut pilatesu czy jogi. Lekko zaprzepaściłam bieganie, a też robiłam to regularnie i też dawało mi sporo powera. Jednak paradoksalnie czas wiosenno/letni nie jest dobrym czasem na powrót do biegania. Jest ciepło i organizm szybciej się meczy. Nie mniej staram się aby każdy tydzień wypełniony był nawet małym treningiem. To dobre i dla ciała i dla duszy! Do tego dołożyłam rower, najczęściej jak się da. Do szkoły i ze szkoły rowerem, na zakupy rowerem. Weekendy na rowerach!

  • odpowiednia suplementacja witamin, minerałów, probiotyków

Coś tam brałam jak mi się przypomniało. Wiecie jak to jest z taka regularnością jak są dzieci. Pilnujemy ich suplementacji, zapominając o sobie, a to jest podstawowy błąd. Sama do suplementacji podchodzę mocno sceptycznie. W skuteczność tych zwykłych aptecznych suplementów nie wierze. Jednak kiedy dowiedziałam się o personalizowanych suplementach diety zaświeciła mi się lampka. Może by tak spróbować? Chociaż miesiąc, dwa. I tak sięgnęłam po personalizowane suplementy z Sundose.

Czym jest Sundose?

Sundose jest to produkt, który zmienia całkowicie podejście do suplementacji. Prawda jest taka, że nasza suplementacja jest mocno wyrywkowa. Jak skurcz to magnez, mało słońca, witamina D, okres jesienno – zimowy witamina C. Nie konsultujemy się ze specjalistami i nie zastanawiamy się czy jest to faktyczny powód naszych problemów. Czy aby napewno bierzemy właściwie dawki oraz czy substancje, w suplementach są na pewno wysokiej jakości.

Zespół, który założył Sundose za cel postawił sobie stworzenie inteligentnej suplementacji. Różnimy się od siebie płcią, wiekiem, ilością stresu, aktywnością fizyczną czy rodzajem wykonywanej pracy. Każdy z nas ma inne zapotrzebowanie na witaminy, minerały, kwasy omega czy probiotyki.

Każdy skład Sundose jest zawsze weryfikowany przez dietetyka. Dzięki temu masz pewność, że substancje są dopasowane do wymagań Twojego organizmu i stylu życia, jaki prowadzisz.

Sundose jest mieszanką tych wszystkich składników dopasowanych w 100% do potrzeb konkretnej osoby.

Przygodę z Sundose rozpoczynamy od wypełnienia obszernej ankiety, a jeżeli ktoś posiada ostatnie wyniki badań, od ich analizy. Na podstawie wspomnianej ankiety dietetyk tworzy dla nas personanizowany pakiet suplementów w skład, których wchodzą witaminy, minerały, probiotyki, Kwasy omega-3 i substancje biokatywne, antyoksydanty.

Sundose jest w formie proszku I kapsułek. To ile i jakie to będą kapsułki zależy od składu.

W Sundose nie znajdziesz konserwantów i sztucznych barwników, dlatego powinien być przechowywany w lodówce.

Wszystkie składniki, z których powstaje Sundose są wolne od pestycydów i metali ciężkich, laktozy, cukru, czy sztucznych słodzików.

Jeżeli macie ochotę jeszcze bardziej zgłębić temat zapraszam Was do obejrzenia filmu, który zrobił National Geographic o Sundose.

https://youtu.be/A4fr93qoAX4

Co z kobietami w ciąży i karmiącymi piersią? Co z weganami?

Skład Sundose może być dopasowany również do kobiet w ciąży i karmiących piersią (w oparciu o rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego), starających się o dziecko, a także do osób na diecie wegańskiej i wegetariańskiej.

Swoją przygodę z Sundose kontynuuje już 3 miesiąc. Lepiej mi się wstaje o poranku, mam więcej energii i sił. Czuję większą chęć do działania. Mimo, iż każdy dzień wypełniony jest po brzegi obowiązkami czuje się wieczorem nadal dobrze i mam nadal energię.

Poza tym czuję poprawę w kondycji włosów i paznokci. Moja skóra też wygląda lepiej, promienniej.

Sundose pije też już moja przyjaciółka i mój tata. Oboje czują poprawę i zamawiają co miesiąc kolejna porcję.

Jeżeli chcecie wypróbować jak działa Sundose, bo czujecie zmęczenie czy spadek formy mam dla Was -16% na pierwsze zamówienie!

Hasło: Dookolanas16

Tutaj macie link przenoszący do ankiety medycznej Sundose 

 Pod tym linkiem wypełnicie ankietę medyczną i sprawdzicie skład mieszanki przygotowanej dla Was) https://bit.ly/39Vp9E3 

print

Polecam zajrzeć też tutaj